*

Zanim stanął na przeciwko skanera wejścia do twierdzy Prezydenta Prezydentów jeszcze raz upewnił się co do godziny i kodu. Dochodziła 10.38. Dotarł na miejsce zgodnie z planem. Urządzenie potwierdziło jego tożsamość i metalowe drzwi otworzył sekretarz głowy narodów, czekający na niego w asyście uzbrojonych komandosów,

– Dzień dobry Panie Loyd. Proszę za mną. Prezydent czeka już na pana w gabinecie tajemnic.

Mężczyzna skinął tylko głową i ruszył za znaną z mediów postacią, betonowym korytarzem z dużą ilością drzwi. Kiedy dotarli do obszernego dziedzińca, na którym znajdowały się windy, podeszli do jednej z nich i już bez eskorty ochrony weszli do środka elewatora ruszając w górę. Winda nie posiadała żadnych przycisków, ani oznaczonych pięter. Była metalową tubą ze szklanym podnośnikiem i rozsuwanym automatycznie wejściem. Jej przeznaczenie zostało przekazywane po wejściu pasażerów i podaniu kodu spotkania. Po chwili drzwi się rozsunęły i Loyd podobnie jak poprzednio ruszył za przewodnikiem. Na piętrze, na którym się znaleźli nie było innych wejść poza jednym, do którego się kierowali. Drzwi były otwarte więc weszli do przestronnej sali bez zapowiedzi, a tam zgodnie z obietnicą czekał na nich siedzący przy dużym konferencyjnym stole Prezydent Prezydentów. Spostrzegłszy gości wstał i czekał, aż do niego podejdą się przywitać.

– Panie Prezydencie, Pan Loyd, zgodnie z zaplanowanym spotkaniem.

– Dziękuję Athurze.

Po tych słowach sekretarz wyszedł z pomieszczenia i zniknął za drzwiami windy.

– Dzień dobry Panie Prezydencie. Proszę mi wybaczyć uruchomienie alarmu, ale nie mogłem postąpić inaczej w zaistniałej sytuacji. – w głosie Loyda, który stał nienaturalnie wyprostowany obok siwego mężczyzny czuć było zdenerwowanie.

Mężczyzna przygładził brodę po czym wskazał gościowi miejsce przy stole, sam zajmując jedno z siedzeń.

– Witam. Znam powody. Powiadomiono mnie już o zdradzie Simona. Nie mógł Pan postąpić inaczej i cieszę się, że dotarł pan do mnie bezpiecznie. Rozumiem, że jest pan w posiadaniu materiałów zebranych na potrzeby swojej misji?

– Tak panie Prezydencie. Mam wszystkie zgromadzone zapisy. Zrobiłem to o co mnie pan prosił. Obawiam się jednak, że i pan nie spodziewał się z jakim problemem mierzy się ludzkość. Przetrwaliśmy jako gatunek. Dostosowaliśmy swoje życie do nowej rzeczywistości, jednak płacimy za to wysoką cenę. Te dane to dowód naszych ułomności i konsekwencji współczesnej rzeczywistości.

– To prawda Panie Loyd. Ludzkość została zmuszona do izolacji. Jednak czy nie tkwi w wirtualnym świecie z lenistwa?  Czy sama nie dążyła do tego, aby większość obowiązków i przyjemności spełniać za pośrednictwem coraz wymyślniejszych urządzeń bez kontaktu z innymi ludźmi? Nie bez powodu powierzyłem panu to zadanie. Został pan wybrany z pośród wielu kandydatów, którzy posiadali predyspozycje intelektualne i fizyczne, aby sprostać najtrudniejszym okolicznościom. Był pan najlepszy z grona długo obserwowanych kandydatów. Pana cechy charakteru pozwoliły na dotarcie do wielu tajemnic. Zebrał pan dane, do których przedstawiciele rządu i ośrodków medycznych nie mają dostępu. Zdaję sobie sprawę jak trudne to było zadanie. Dziękuję za poświęcenie i lojalność, w którą nigdy nie wątpiłem. Proszę teraz udać się na odpoczynek w dowolnie wybrane miejsce. Zasłużył pan na niego jak mało kto. Czy mogę prosić o nośnik z danymi?

– Naturalnie. – Loyd wstał natychmiast  i sięgnął  do kieszeni kombinezonu po pudełeczko, a z niego wyjął pęsetę. Zbliżył ją do ucha i wyjął z niego dwumilimetrowy nośnik pamięci. Kładąc go na szklanym blacie konferencyjnego stołu przed Prezydentem powiedział cicho tylko jedno słowo – Proszę.

Mężczyzna wstał. Ujął delikatnie wartościowy przedmiot w palce i wolnym krokiem podszedł do znajdującej się w centralnej części sali pokrytej jadeitem ściany z  widocznym czytnikiem osobowości. Kiedy stanął bardzo blisko niego i uruchomił skanowanie, urządzenie potwierdziło dane Witkowskiego, a środkowy element ściany wolno się rozsunął. Wewnątrz znajdował się stalowy sejf wielkości szkatułki na biżuterię, w którym umieścił otrzymany przekaźnik. Kamienne części wróciły na miejsce, a Prezydent niespiesznie podszedł do stołu i usiadł na wcześniej zajmowanym miejscu.

– Jeszcze raz dziękuję za to co pan zrobił dla ludzkości. To koniec pańskiej misji. Czy chce pan usunąć z pamięci wspomnienia zebrane podczas przesłuchań? Ma pan do tego pełne prawo.

– Dużo o tym myślałem panie Prezydencie. Chcę je zostawić, jeśli nie ma pan nic przeciwko temu.

– Decyzja należy do pana. Może się ich pan jednak pozbyć, jeśli są zbyt obciążające i trudne do zatrzymania.

– Nie. Jestem zdecydowany, aby je zostawić. Chcę pamiętać osoby, które mi zaufały. Nie skorzystam również z możliwości urlopu. Chciałbym wrócić do swoich obowiązków zawodowych. Mam jednak jedną prośbę, która jest dla mnie bardzo istotna.

– Co mogę dla pana zrobić? – Prezydent z nieukrywanym zaciekawieniem czekał na słowa Loyda uważnie mu się przypatrując.

– Zapewne pan już wie, że przed naszym spotkaniem miałem nieprzyjemne zdarzenie z Łowcą Pamięci. Okazało się, że go znam, a właściwie ją znam. To Dorsja, jedna z kobiet, która wzięła udział w programie i zdecydowała się na rejestrację swoich zeznań. Chciałbym się dowiedzieć dlaczego nim została i kto zapłacił jej za moje wspomnienia. To dla mnie bardzo ważne.

– Tak wiem o ataku Łowcy. Otrzymałem raport od patrolu, który pana legitymował, oraz informację o przekazaniu ciała kobiety do departamentu sekcji zwłok. Dostanie pan stosowne dokumenty, aby otrzymywać w tej sprawie wszystkie tajne informacje. Czy coś jeszcze mogę dla pana zrobić? – w głosie polityka czuć było smutek i troskę.

– Nie. Dziękuję. To wszystko. Czekam  zatem na kolejne zadania.

– Powiadomimy pana niezwłocznie o kolejnych projektach. Na pana czytniku osobowości jeszcze dzisiaj pojawią się przepustki pozwalające na dostęp do tajnych akt. Do widzenia zatem. Na dole czeka na pana sekretarz, który odprowadzi pana do wyjścia.

– Dziękuję panie Prezydencie. Do widzenia. – Obaj mężczyźni wstali. Chwilę patrzyli sobie w oczy w milczeniu, po czym Loyd opuścił pomieszczenie szybkim krokiem i zniknął za drzwiami windy, która ruszyła z nim w  dół.

*

O  godzinie 16.04 Loyd dotarł do apartamentu, który był wynajmowany dla niego przez rząd. Nie miał swojego prywatnego mieszkania. Nie potrzebował go. Miejsce pobytu uzależnione było od powierzonych misji, a one zlecane były za każdym razem, jeśli nie na innym kontynencie, to na pozaziemskiej kolonii. Czuł się potwornie zmęczony. Ostatnie dni były wyczerpujące nawet dla niego. Przesłuchania. Raportowanie Rejsowi, w końcu jego zdrada i zaskakujące spotkanie z Dorsją. Miał mętlik w głowie. O ile był przygotowany na wiarołomstwo doktora Benjamina, tak nie przewidziałby nigdy okoliczności związanych z dziewczyną. Myślał o niej wiele razy, jednak nadmiar pracy i odpowiedzialność za zadanie bardzo go absorbowała. Kilka dni po zeznaniach w hotelu próbował się z nią skontaktować. Nie zareagowała, więc nie chciał tez jej naciskać. Miał nadzieje, że się niedługo odezwie. Śmierć fizyczki, a właściwie samobójstwo w jego ramionach bardzo go poruszyło. Czuł jakby stracił coś cennego i ważnego, a przecież nawet się nie znali. Sam nie potrafił wytłumaczyć sobie smutku i bólu, który go wypełnił. Płaszcz, w który spędził ostatnie dni włożył do pojemnika na śmieci. Były na nim ślady krwi, które pozostawił po sobie Łowca Pamięci. W łazience odkręcił wodę w kranie, jednak  kiedy ona spływała do odpływu, oparł dłonie na kamiennym blacie i patrzył w lustro. W odbiciu przed sobą widział zmęczoną twarz z zadrapaniem na policzku. Patrzył w zmęczone oczy człowieka, który czuł się samotny, rozczarowany i mimo uznania i sukcesów… przegrany…

*

 

Sergey Witkowski siedział w swoim gabinecie i kolejną godzinę przesłuchiwał z czytnika hologramowe zeznania zarejestrowane przez Loyda. Miał świadomość, że coraz więcej ludzi, jeśli nie odbiera sobie życia, to popada w nałogi lub obłęd. Był Prezydentem Prezydentów drugą kadencję. Cieszył się szacunkiem i zaufaniem większości ludzi na świecie, dlatego tak bardzo mu zależało na poprawie ich egzystencji. Słuchał zeznań ochotników i miał poczucie, że zawiódł jako przywódca. Podtrzymywał restrykcje związane z ograniczeniem swobodnego poruszania do 2 godzin nocnych na dobę. Popierał rozwój wirtualnej edukacji i sztucznej inteligencji. Przekazywał ogromne środki na robotykę oraz transport międzyplanetarny. Zawsze w swoich decyzjach kierował się dobrem społeczeństwa. Za każdym razem chciał poprawić im jakość i komfort życia. Dbał o poczucie bezpieczeństwa i wprowadził dla wszystkich równy dla wszystkich dostęp do osiągnięć medycyny. Każdy mógł wymienić wadliwy, czy zużyty organ. Każdemu w tym samym stopniu przysługiwały badania kontrolne i regeneracja wszystkich układów. Bez ograniczeń, osoby niezadowolone ze swojego wizerunku mogły go zmieniać i kształtować. Czas pokazał, że to nie były dobre zmiany dla ludzkości. Skażone powietrze odebrało możliwość korzystania z otwartych przestrzeni. Natura występowała w szczątkowej formie i była pod ścisłą ochroną. Zamknięci w pomieszczeniach ludzie, otoczeni elektroniką i hologramami, zaczęli ulegać pierwotnym instynktom. Sięgali po przemoc i destrukcję. Walczyli ze sobą, okaleczali się, ale przede wszystkim tracili chęć do życia. Brakowało im  tego co najistotniejsze. Brakowało im więzi z innymi ludzmi, bezpośrednich relacji, naturalnych zachowań. Większość z nich nie miała żadnych wspomnień. Rzadko wychodziła na zewnątrz, przeważnie większość czasu spędzając otoczona sztuczną inteligencją. Handel wspomnieniami rozrastał się na coraz większą skalę. Wspomnienia matek, ojców, czy żon osiągały coraz bardziej nieosiągalne kwoty. A każdy marzył o wspomnieniach i chciał je posiadać za wszelką cenę. Był w stanie zrobić dla nich wszystko, niezależnie od konsekwencji.

Kolejny raz patrzył na drobną postać, która opowiadała swoją historię z bosymi stopami ułożonymi na fotelu. Jej niewinna, dziewczęca twarz sprawiała, że chciało się do niej podejść i przytulić. Tylko w  tym jednym przypadku wyczuł w głosie Loyda na nagraniu niepewność i zakłopotanie. Tylko ten jeden raz jego głos brzmiał inaczej. Mężczyzna opróżnił zawartość szklanki i wydał polecenie wirtualnemu menadżerowi zadań na jego biurku. – ,,Proszę o połączenie z sekretarzem’’.

Cdn.