*

Dziewczyna wpatrzona w szklaną podłogę kontynuowała swoje zeznania:

–  Od wyjścia z ośrodka mijały lata. Miałam coraz więcej sukcesów naukowych i coraz więcej wartościowych akcji. Cały czas wierzyłam, że to tylko kwestia czasu, kiedy wszystko  w moim życiu się zmieni i tak się stało. Pół roku temu zostałam głównym koordynatorem tajnej misji. Jednym z menadżerów projektu rządowego zajmującego się badaniami na Orionie został John, mój równolatek. Poza kontaktem zdalnym, mieliśmy tajne spotkania raz w tygodniu w kapsule tajemnic. Jak pan wie to jedyne miejsca w galaktyce, które nie są podsłuchiwane i obserwowane przez ludzi i inne cywilizacje. Nic nie jest nagrywane, ani zapisywane. Rozmowa tam przeprowadzona pozostaje tylko w naszej pamięci Poza kapsułą obowiązuje nas absolutna dyskrecja. Była to też okazja do realnego kontaktu z współtworzącymi projekt. Mieliśmy możliwość rozmowy, a przede wszystkim poznania i obserwowania swoich reakcji, odruchów, gestów. Do spotkań w tajnym gronie zostało wyznaczonych trzech naukowców z innego kontynentu, jeden dyrektor głównego banku informacji stacjonujący na marsie, dwóch menadżerów z metropolii i  kosmolog kwantowa, która poza mną była jedyną kobietą. O zwołaniu rady dowiadywaliśmy się na godzinę przed spotkaniem. Specjalne służy eskortowały nas z domów właśnie w to nikomu nie znane miejsce, a po nim z powrotem do domów. Początkowo zaciekawili mnie wszyscy uczestnicy zebrań. Każdy posiadał inne, bardzo interesujące cechy, które składały się na charakterystyczną osobowość. Z czasem moją większą sympatię wzbudziła Kate, będąca wybitnym badaczem, ale i pełną uśmiechu i ciepła dziewczyną, oraz John, który coraz bardziej onieśmielał mnie swoją inteligencją, energią, a przede wszystkim pewnością siebie. Z niezwykłym urokiem i pomysłowością dawał mi do zrozumienia, że interesuje go nie tylko jako szef, naukowiec ale i kobieta. Między spotkaniami w kapsule coraz częściej dostawałam od niego zaczepne maile, liściki z komplementami i drobne prezenty, które wysyłał zawsze tym samym kurierem. Były to nośniki zawierające albo wiersz, czytany przez niego, albo film, o którym rozmawialiśmy, obraz bądź książka. Dyskretne dowody sympatii. Często spotykaliśmy się też przez holografon, wybierając na te wirtualne spotkania różnorodne miejsca. Czasem siedzieliśmy na pustej plaży, na polanie w wysokim lesie, a innym razem wybieraliśmy klimatyczną włoską pizzerie z dawnych czasów.  Czułam, że z każdym dniem John staje mi się bliższy. Nie mogłam doczekać się spotkań w kapsule tajemnic i poza nią. Wiedziałam, że relacja z współpracownikiem jest ryzykowana, tym bardziej, że to ja byłam jego zwierzchnikiem, ale nie miało to dla mnie znaczenia. Żyłam od kontaktu do kontaktu, coraz bardziej się zakochując. Uwielbiałam jego głos, mimikę twarzy, ciało. Czekałam z niecierpliwością na propozycję prywatnego spotkanie poza siecią i kapsułą, gdzie będę mogła go dotknąć. Po pięciu tygodniach umówiliśmy się u mnie. Bardzo mu zależało, żeby spotkanie odbyło się w komfortowym dla mnie miejscu i przekonał mnie, że to właśnie mój dom będzie do tego idealny. Nie miałam nic przeciwko temu. Na spotkanie przyniósł mi bukiet pachnących frezji. Było idealnie. Kochaliśmy się, przytulaliśmy, milczeliśmy słuchając muzyki. Został do rana. Byłam szczęśliwa. Tak. Bardzo szczęśliwa. Czułam się wybrańcem. Nie trwało to jednak długo. Wieczorem zadzwonił, że musimy naszą znajomość ograniczyć do kontaktów zawodowych. Powiedział, że się pomylił, postąpił niewłaściwie, a przede wszystkim spodziewał się czego innego. Mój świat z godziny na godzinę zniknął. Jakby ktoś w trakcie najlepszej sceny filmy uruchomił ,,off’’.

Od kilku miesięcy tkwię w jakiejś pułapce. Miotam w wewnętrznym więzieniu, z którego nie potrafię się wydostać. Jestem rozdarta pomiędzy rozczarowaniem, a pragnieniem. Między ogromną potrzebą miłości, a strachem przed jego utratą. Dalej prowadzę ten projekt, ale nie ma on już dla mnie znaczenia. John poprosił ze względów zdrowotnych na przeniesienie go do innego sektora. Jego miejsce zastąpił nowy menadżer. Nie mam do niego żalu, ani pretensji. Nie jestem na niego zła. Pretensje, że nie spełniłam jego oczekiwań mam jedynie do siebie. Siebie winię, że znów rozczarowałam i zawiodłam, chociaż wydawało mi się, że wszystko jest w porządku. A może nasze życia są już tak oderwane od rzeczywistości, że nie potrafimy z nikim stworzyć żadnej relacji. Jesteśmy tak bardzo przesiąknięci alienacją i przyzwyczajeni do samotności, że nie ma w nas już realnych oczekiwań? Samotne dorastanie, przymusowe zamknięcie i wirtualny świat zmienił nas bezpowrotnie? Czy otoczenie się sztucznym życiem i wyobraźnią to jedyne co nam pozostaje?

– Jak pan myśli? – tu dziewczyna podniosła wzrok i utkwiła go w oczach Loyda. – Czy to ja jestem rozczarowaniem, czy świat?

– Czy pani? – zaskoczony pytaniem mężczyzna starał się w kilka sekund opanować wyrwanie z głębokiego skupienia, jakim były zwierzenia Dorsji.

-Proszę tak nie myśleć. Zasługuje pani jak najbardziej na to czego oczekuje. Żyjemy w dziwnych czasach. Ludzie są zagubieni. Bardzo samotni. Rozumiem pani smutek. Proszę mi wierzyć, że życzyłbym ludzkości innej rzeczywistości.

– Kocha pan kogoś? Ma rodzinę? – słowa kobiety były dla umysłu mężczyzny jak chłosta. Nienawidził jakichkolwiek zaczepek, zapytań, czy sztucznej troski dotyczących jego życia. Przyjmując to zadanie  od Prezydenta Prezydentów  nie miał pojęcia na co się decyduje, ale wraz z rozwojem projektu żałował, że się go podjął. Widział w osobach, które się do niego zgłaszały samego siebie. Czuł ich ból i bezsilność. Znał doskonale smak samotność i odrzucenie. Sam był wyrzutkiem. Matka nigdy nie powiedziała mu nic o ojcu. Jakby nie istniał. Dorastał w poczuciu jakiejś nieznanej tajemnicy. Poczuciu niewyjaśnionej presji. Matka zawsze była bardzo wymagająca, surowa i zimna. Nigdy nie wzięła go na kolana, nie przytuliła, nie pochwaliła. Chciał, żeby była z niego dumna, dlatego robił wszystko, żeby być najlepszy. I był. We wszystkim, ale ona jedna uważała, że to za mało, wymagając więcej i więcej. Kiedy dostał się na prestiżowe studia  i otrzymał dożywotnią pensję od rządu na edukację i rozwój, powiesiła się w jego dziecinnym pokoju. Pozostawiła po sobie tylko jedno słowo na kartce ułożonej na jego ulubionej poduszce w kształcie gwiazdki ,,dziękuję’’…

-Niestety nie. – tym chciał odpowiedzieć na wszystko. – Czy pani skończyła? Mam zatrzymać rejestrację nagrania?

– Tak. Przepraszam za pytanie. Nie powinnam… Tak skończyłam. – Dziewczyna spuściła wzrok i nerwowo skubała jakieś zgrubienie na rękawie.

– Zatem dziękuję. Jak ustaliliśmy wcześniej te spotkania są tajne. Schował urządzenie do kieszeni płaszcza i rozejrzał się instynktownie po pokoju, chociaż nie miał nic innego przy sobie. Dziewczyna ubrała tenisówki i skierowała się do wyjścia, przy którym stał Loyd. Zanim zniknęła w korytarzu zapytała nie oglądając się już za siebie.

– Mam pana słowo życia. Pamięta pan?

– Tak. Oczywiście, że tak. –  Nie mógł nie pamiętać. Słowo życia dał jeszcze tylko matce. Szczególna obietnica będąca zgodą na śmierć w przypadku kłamstwa, czy zdrady zobowiązania. Tym bardziej była to dla niego szczególna obietnica.

*