Spadając w dół ostatniej przepaści

mijam całe swoje życie

osuwając się na dno smutku

patrzę na zawieszone w próżni wspomnienia

 

głodnym wzrokiem

szukam najważniejszych chwil

najbliższych osób

licząc, że uniknę ostatecznego upadku

spływam powoli, niespiesznie

pragnę zobaczyć jeszcze raz szczęśliwe lata

wychwytuję zaledwie kilka

są zamglone, odległe, niewyraźne, jak nie moje…

 

na moment ktoś podaje mi rękę

patrząc sobie głęboko w oczy

wybaczamy to

co wcześniej było niemożliwe

uwolniona z uścisku

podążam w coraz mroczniejszą przeszłość

podróż w piekielną głębię

jest czasem wielu odpowiedzi

nie pamiętam upadku

pokruszyłam się na wiele części

które poskładali w nową mnie

ci – o których dawno zapomniałam

pomogli mi znów zobaczyć słońce

nieoczekiwani wybawcy

niewidoczne anioły

towarzyszące mi milcząco od zawsze…

 

 

8