_CSC0246

Siedziałam wpatrując się w dokumenty, na których widniały dane 24 latki. Pamiętałam swoje dotychczasowe życie. Fajną, szaloną młodość. Wielu przyjaciół, partnerów. Pierwsze straty, zawody, bezsilność. Pamiętałam jak z każdym rokiem było mi coraz trudniej akceptować porażki i upływ czasu. Z pięknej dziewczyny, stawałam się zgorzkniałą pesymistką. Odchodzili kolejni faceci. Z różnych powodów. Raczej na długość ostatnich związków nie miałam wpływu. Czułam się coraz bardziej niepotrzebna… niewidzialna…  a tak bardzo chciałam być młoda, czarująca, adorowana. Nie mogłam nic poradzić na to, że czas nie był sprzymierzeńcem i moje miejsce zastąpiły piękne i mogące być moimi córkami kobiety. Sama nie miałam dzieci. Jakoś przegapiłam ten właściwy moment, a później trudno było zrezygnować z dobrej pracy i przyzwyczajeń. Pamiętam swoje stare życie, ale nie mam pojęcia co robi i kim jest, ta dziewczyna, którą widzę w lustrze i której dokumenty przeglądam. To ja mając dwadzieścia parę lat, a pamiętam przeżyte 44. Doszukiwanie się w tym logiki było stratą czasu. Na racjonalne wytłumaczenie – raczej nie ma szans. Z rozmyślań wyrwał mnie sygnał dzwoniącego telefonu, który leżał na łóżku. Nie był to jak jeszcze wczoraj nastrojowy ,,Older’’ z aksamitnym wokalem Georga, a  dead metalowa ,,Kraina Szaleństwa’’ Decapitated. Na wyświetlaczu pojawił się napis ,,Krejzol’’. Mogłam stchórzyć, albo odebrać.

– Halo? – zdobyłam się na odwagę i rozmowę z kimś, kto ukrywał się za tajemniczym wpisem.

– Boże Vivi! Ile można czekać!? Co z tobą? Masz tam jeszcze kogoś, że nie zadzwoniłaś?! ,,Krejzol’’ okazał się dziewczyną o wesołym, miłym głosie

– Co? Ja…  nie… Znaczy eee… jestem sama. Nie ma nikogo…

– A to dziwne hahahah!!! W takim razie skoro wyjątkowo po sobotnich szaleństwach nic nie przyciągnęłaś na deser – mogę wpaść? Obgadamy jutrzejsze zaliczenie wirtualnej przestrzeni, a potem…

 

– Zaczekaj. Moment. Eee – czułam, że za chwilę rozmówczyni kimkolwiek jest będzie po kolejnych ,,eeee’’ mieć mnie za wariatkę. Nie wiedziałam co zrobić, żeby czegokolwiek dowiedzieć się o sobie i życiu, o którym w przeciwieństwie do otoczenia nie miałam pojęcia.- Możesz mi wytłumaczyć co miałyśmy w planach? Ostatnio trochę za wiele się dzieje… – nie wymyśliłam nic innego. Niestety musiało wystarczyć.

– Eh Vivi, Vivi… Mówiłam ci żebyś przystopowała, ale dla ciebie każdy dzień musi wyglądać jakby miał być ostatni. Spoko. Tylko kurwa obiecałaś mnie nie wystawić. Mamy jutro zaliczenie końcowe projektu. Do maja nie zostało jakoś specjalnie wiele czasu. Ja swoją działkę prawie skończyłam To co wpaść, czy chcesz  posiedzieć nad tym sama i wymienimy się plikami zdalnie.

Czułam, że jej wizyta wiele mi może wyjaśnić, a skoro już gram w nową grę to wypada się do niej przygotować.

– Za ile będziesz? – chciałam wiedzieć ile mam czasu do pierwszej konfrontacji z nowym życiem.

– Do pół godziny. Narka! – Krejzolka nie czekała na pożegnanie i zakończyła połączenie.

*

 

Do worka na śmieci wsadziłam tunikę i kapelusz, po czym usadowiłam go na dnie szafy. Chwilę przyglądałam się zawartości wieszaków. Miałam wrażenie, że je znam. Prawie sama czerń.  Rozejrzałam się po pokoju czy nie ma nigdzie czerwonych plam. Sprawdziłam w przedpokoju stan kozaków. Czyste. Nie pamiętam, żebym brała prysznic, ale na ciele nie było ani śladów krwi, ani makijażu. Właściwie nie pamiętam powrotu do domu, ani… ani tego co się mogło wydarzyć, a co najprawdopodobniej miało związek ze mną Zastanawianie się nad tym teraz nie miało już większego sensu.

Na stole w salonie stał laptop. Uruchomiłam urządzenie. Kiedy pojawiło się hasło wpisałam je automatycznie. Giger767. To samo, które miałam jeszcze wczoraj. O tyle dobrze. Na monitorze wyświetliła się grafika Beksińskiego przedstawiająca zakapturzoną postać pochyloną nad kołyską. Mój ulubiony obraz Beksińskiego z wymownym napisem ,,In hoc signo vinces’’. Pulpit wypełniało kilkanaście folderów. Rysunek. Malarstwo. Historia sztuki. Ergonomia. Projektowanie produktu. Wirtualna przestrzeń. Pewnie o tym mówiła Krejzolka. Przeglądałam zawartość folderów, ale nic nie potrafiłam sobie przypomnieć. A poczta? Może tam znajdę coś o sobie. Program skrywał kilka skrzynek pocztowych i setki maili. Ok. Teraz nie mam na to czasu, ale to będzie konieczna lektura. Kolejne kliknięcia. Facebook. Znajomi. Wiadomości. Ostatnią wysłałam do Marty Pawlak o 22.08 w sobotę ,,Jadę do miasta. Życz mi szczęścia, bo mam ochotę na mega szaleństwa z nowym bogiem seksu. Odezwę się jak wyjdzie. papa’’. Przeglądałam profil odbiorcy wiadomości i miałam nadzieję, że wesoły głos należy do tej uśmiechniętej, długowłosej pieguski. Na jednym ze zdjęć jakie znalazłam na jej profilu siedziałyśmy we dwie przy stole pełnym kieliszków i butelek wina. Za nami wisiały obrazy w czarnych, grubych ramach. Postacie z płócien były jakby pozszywane, niekompletne, zdeformowane i otoczone szkieletami.

Dzwonek domofonu przerwał poznawanie siebie i Marty.

 

*