Szłam nieoświetlonym chodnikiem, zasłaniając twarz filcowym kapeluszem, od mroźnego płaczu, wrześniowego nieba. Dochodziła druga w nocy. Chciałam się zabawić w centrum. Odreagować pierwszy raz, od nieuniknionej porażki związku bez przyszłości. Boże jakie banalne. A niby jakie mają przyszłość?? Te z dziećmi, kupionymi cyckami, czy wspólnym kredytem? Miałam prosty plan. Zapomnieć. Zresetować zmęczenie. Odpocząć od siebie.

Sześć mocnych drinków rozcieńczonego JD – jak to w zwyczaju w najmodniejszym klubie Wrocławia i kilku frajerów przy barze, utwierdziło mnie w smutnych realiach odpychanej od lat starości. Niestety, stawała się coraz silniejsza. Uparta zdzira! Wwiercała się w moje ciało, drążąc kanaliki frustracji i bezsilności. Zapętlała na mojej twarzy pajęczyny czasu. Stała za mną przy lustrze i obnażała coraz boleśniejsze skazy mojego ciała. Nawet Nobel z fizyki nie wyrwałby mnie  z szeregu starych frustratek w okresie menopauzy, którym biologia odebrała wszystkie możliwości w połowie istnienia. Co innego zaoferowała mężczyzną. Moi równolatkowie niesieni na skrzydłach viagry i upojeni sokami 20 letnich kochanek płodzili kolejne dzieci w kolejnych rodzinach. Przy barze w okolicach północy, większość z nich zakończyła łowy z ciałami młodszymi od własnych córek z czego zadowolone były obie strony. Każdy wiedział jaką rolę trzeba odegrać i wszystkim to pasowało. Na mnie zwróciła uwagę młoda lesba szukająca nowych wrażeń. Na aż takie jeszcze nie byłam gotowa, ale to może być ostatnia z opcji jaką będę musiała rozważyć zdychając w samotności i marząc o pieszczotach, jakimi nikt mnie już nie planuje zaskoczyć.

Taksówkarz na postoju zamrugał światłami.
– Mała, szukasz podwózki? – Wąsaty dryblas z wygoloną czaszką, przez opuszczona szybę zdezelowanego opla, wpatrywał się w moje szczupłe ciało. Tyle co mi pozostało z dawnej mnie. Wieczne 51 kg. Jedyne, co miałam w życiu niezmiennego. Reszta, to były lata, śmierdzących kłamstwami deklaracji, nieplanowanych zwrotów akcji i zmian decyzji. Też tych niezmiennych. Stosy frazesów, które nie mogły być prawdziwe.

– Pierdol się! – Wysyczałam przez zaciśnięte wargi. Nasunęłam kapelusz na brwi, żeby jeszcze mocniej zakryć twarz i uniknąć kropli rozmazujących tani tusz.

Skręciłam w bardziej oświetloną ulicę, kierując się w stronę Dworca Głównego. Tam, miałam nadzieję na samodzielny wybór taksówki i szybki powrót do domu. Byłam coraz bardziej przemoczona, a przecież sprawdzałam i miało nie padać!

– Vivi! Vivi to ty? – nagle ktoś krzyknął biegnąc za mną. Odruchowo stanęłam i się odwróciłam, jednak kompletnie nie kojarzyłam mężczyzny, który za kilka sekund stanął bardzo blisko mnie. Miał najwyżej 27- 30 lat. Wysoki, szczupły, w przemoczonej koszulce – wyglądał jak jeden z 300.

– Vivi to ty? – powtórzył.

– Ja, ale nie wydaje mi się, abyśmy się znali. Przepraszam. Spieszę się do taksówki. Dobranoc. – Odwróciłam się wkurzona na kolejnego palanta. Chciałam szybko odejść, jednak mężczyzna przytrzymał mnie za rękę.

– Zaczekaj! Przecież wiem, że nigdzie się nie spieszysz. Dam ci swoją młodość! Czy nie tego pragniesz każdego dnia?!

– Co kurwa??! Zwariowałeś do reszty?? Naćpałeś się czy co?! Człowieku! ogarnij się i to migiem! Odczep się i radzę przystopuj z zabawą!

– Vivi. Dam ci młodość. Nie żartuję. Mogę to zrobić! Wiem o tobie wszystko. Spytaj o co zechcesz! O co tylko zechcesz…

Nie wiem czemu się uśmiechnęłam.

– Niezły wariat z ciebie. Dobra świrze. Z kim robiłam pierwsze widoczki z butelek na podwórku i z czego?

– Ze skrzydeł pazia królowej, które zawsze cię fascynowały. Ukrywałyście je w zakamarkach podwórka z Dorotą. Poznałyście się w klasie sportowej. Popełniła samobójstwo, dzień przed chrztem twojej córki.- powiedział to bez zastanowienia, jakby stał wtedy z nami i podawał szkiełka.

Zamarłam. Tego przecież nikt nie mógł pamiętać… Nikt, po tylu latach nie mógł wiedzieć…

– Czemu nie żyje Marta? – Zadałam to pytanie marząc o tym, żeby się obudzić.

– Zawsze chciała umrzeć. Byłyście tylko we trzy. Nigdy już nie miałaś po ich śmierci prawdziwych przyjaciółek. Długo zwlekała ze względu na waszą przyjaźń. Setki listów. Milion marzeń. Znałyście się od przedszkola.
Wjechała rowerem pod ciężarówkę mając w plecaku ostatni list od ciebie z książką, którą jej wysłałaś. To była Gra Endera. Zrobiła na tobie ogromne wrażenie, chciałaś, podzielić się  z nią nowymi rzeczami. Odkrywałaś świat fantasy, sztuki, seksu…. a tego nie uniosła…

– Przestań! Kurwa przestań!!!!!!!!!! Kim jesteś! – Krzyczałam jakby ktoś oblewał mnie lawą grzechów. – Kim jesteś!!

Rozejrzałam sie w koło, ale nikogo nie było. Parszywa pogoda, wcisnęła wszystkich w ich obrzydliwe norki pozorów.

– Kim jesteś?…- powtórzyłam już nieco spokojniej i ciszej.

– Młodością, której pragniesz…

Patrzyliśmy sobie w oczy. Niemożliwie długo, bez ani jednego słowa. Ja w jego brązowej głębi szukałam odpowiedzi, na wszystkie pytania, które zadawałam sobie od lat.

– Vivi. Nie stójmy tu. Przestało padać. Siądziemy na tej ławce obok parku? Wiem o tobie wszystko, wiec już chyba nie ma rzeczy, której mogłabyś się obawiać? Prawda? Wyjaśnię ci co masz zrobić i jutro obudzisz się inna. To proste. Czy to nie jedyna rzecz jakiej ci brakuje? Nie tego pragniesz od lat? Wtedy wszystko się zmieni. Znów będziesz najpiękniejszym motylem…

*

 

Nie wiem jak wróciłam do domu. Musiałam spać bardzo długo, bo obudziło mnie słońce, które pojawia się w sypialni, kiedy przychodzi czas jego zachodu. Stare dzieje kosmicznych uniesień. Spojrzałam na telefon. Dochodziła 16.

Faktycznie trochę pospałam. Spodziewałam się bólu głowy po wczorajszym wyjściu, ale czułam się wyjątkowo dobrze. Starałam się sobie przypomnieć jak zakończyłam wieczór. Pamiętam, że siedzieliśmy na ławce… nawet się nie przedstawił. Rozmawialiśmy. Hmmm… I tyle. Ot, nic nie znaczące spotkanie bez większego sensu. Wstałam do kuchni po wodę. Wycisnęłam do szklanki sok z całej cytryny i włączyłam wiadomości.

Na ekranie telewizora, redaktorka wiadomości, stała w parku przy ławce, na której siedziałam wczoraj z przypadkowym nieznajomym.

,,Policja szuka sprawcy brutalnej zbrodni. Ciało mężczyzny odnalazła bezdomna kobieta o 5 nad ranem. Około 30 letni denat miał poderżnięte gardło. Ofierze zostało wyrwane serce z roztrzaskanej tępym narzędziem klatki piersiowej. Resztki narządu, znaleźliśmy w pobliskich krzakach. Policja apeluje, aby osoby mogące udzielić jakichkolwiek informacji na ten temat, zgłosiły sie na posterunek policji, badz przekazały pomocne informacje, pod numerem telefonu: 300.765.897.

 

Stałam przed monitorem telewizora jak zahipnotyzowana. Nagle, wspomnienia zaczęły układać się w obrazy, jakby ktoś uruchomił projektor, pełny zapomnianych, starych klatek. Ostawiłam szklankę i pobiegłam do łazienki.

W lustrze stałam dawna ja. Ogromne niebieskie oczy, otaczała gładka skóra. Pełne usta, mimo zdziwienia, były mięsiste i wydatne.

Wróciłam po telefon do sypialni. Weszłam w opcje kalendarza. 22. września 2019. Niedziela. To się zgadza. Sięgnęłam po dokumenty w poszukiwaniu daty urodzenia. I one i pesel nie posiadały znienawidzonego 75, a w jego miejscu widniało 1995. Na dywanie leżała zakrwawiona sukienka i poplamiony czerwienią kapelusz.

 

*