Bezwonny świat
Trąca mnie lepkimi mackami 
Szturcha ostrymi kolcami
Marna powłoka
Pokryta bliznami 
Napawa obrzydzeniem
I wstydem

Powieki mrugają obojętnością
Czasem
Jakiś kadr przeszłości
Wykrzywia twarz
Odpychającym grymasem
Z ust 
Wypływa odór Śmierci


Pomarszczone wargi 
Skrywają niemy język 
Kiedyś
Penetrujący ukochane usta
Głoszący słowa miłości 
Teraz
Gnijący w zapomnieniu
 

Czas
Pcha kolejne sekundy 
Uparcie
Rozciąga bezsensowne trwanie 
Zgrabiałe palce  
Wystukują na klawiszach wyobraźni
Partytury młodości

Zmęczona krew
Czeka
Na przystanek wieczności…