f50bf2e08123bad4bda432779e32c4d3
*
Wyświetlana nad stołem hologramowa postać, siedziała na metalowym krześle, przypięta do jego oparcia tytanowymi pasami. Chłopak o ciemnej karnacji skóry i siwych krótkich włosach, co jakiś czas nerwowo pokasływał. Zabandażowana szyja i nadgarstki przyciśnięte do tułowia sugerowały, że destrukcja nie była mu obca. Miał na sobie jedynie krótkie spodenki. Uwagę przykuwała szrama na lewym policzku, przecinająca usta, ciągnąca się do końca brody. Dość niedawna, bo jeszcze mocno różowa. Umięśniona szyja naprężała się z każdym oddechem. Szerokie ramiona, kark i przerośnięte bicepsy pokrywały blizny.
– Byłem gladiatorem. Zabijałem ochotników takich jak ja, którym nie zależało na życiu, a jedyne co potrafili to nienawidzić i zadawać ból. Nic nie miało znaczenia, jedynie walka, która musiała zakończyć się śmiercią. Organy i pamięć pokonanego skupowali handlarze. Mnie to nie interesowało. Liczyła się tylko adrenalina, która była jedyną znaną mi emocją. Poza Koloseum byłem nikim, ale w niej byłem równy bogom! Czułem się nieśmiertelny, jedyny i najważniejszy. Pokonałem najbardziej utytułowanych gladiatorów. Moja sława rosła z walki i walki, a wieści o mojej sile i sprawności niosły się poprzez galaktyki. Nic nie zapowiadało końca, jakiego się nie spodziewałem. Do kolejnej walki przygotowywałem się miesiąc. Miałem uświetnić zakończenie obrad Rady Narodów. Moim przeciwnikiem był Gladiator mieszkający od dawna poza układem słonecznym. Niewiele o nim wiedziałem, ale też i niewiele mnie to obchodziło. Miałem go zabić i móc rozkoszować się nienawiścią. Zgodnie z moim planem walka układała się pomyślnie. Ciosy jakiej zadawałem mieczem, raniły go coraz dotkliwiej. Nie spieszyłem się, żeby zadać ostateczny cios. Bawiłem się jego cierpieniem. Kiedy obficie krwawił, a jedno ramie zwisało mu bezwładnie i zbliżał się nieunikniony koniec, niespodziewanie na arenę wbiegła młoda kobieta. Ogarnięta szalonym amokiem krzyczała, żebym nie zabijał jej męża. Błagała że to jego ostatnia walka przed odzyskaniem wolności. Nie wiem dlaczego nie pozwoliłem jej natychmiast usunąć z okręgu walki. Nie mam pojęcia, czemu opuściłem broń, podszedłem i spytałem go czy to prawda i dlaczego walczy. Targana rozpaczą i płaczem kobieta przylgnęła do jego ciała, stając miedzy nami, jakby wierzyła, że jest w stanie obronić go swoim drobnym, słabym ciałem przed moją siłą. – Tak. To prawda. Odpowiedział. – Jestem niewolnikiem Ministerstwa, które ukarało mnie za propagowanie tajnych informacji. Byłem pracownikiem instytutu zdrowia i dotarłem do informacji, że izolacja i uzależnienie od AI nas niszczy. Od kiedy jestem z żoną, żadne z nas nigdy nie chorowało. Na nic. Chciałem podzielić się z bliskimi wiedzą, jak ważny jest kontakt ludzi między sobą, ale zostałem przez jednego z nich zdradzony i ukarany. Jedyne co poza pracą potrafiłem – to sporty walki. Mogłem więc tylko w ten sposób zarobić na swoją wolność. Zabijałem z musu, a każda walka była ogromnym cierpieniem. Nie miałem wyjścia… Miłość i powrót do żony były dla mnie najważniejsze. Mężczyzna mówił to spokojnym głosem. Na zmasakrowanej twarzy łzy mieszały się z krwią, brunatnymi kroplami spływając na szyję i tors. Na ułamek sekundy świat się zatrzymał. Zapomniałem gdzie i po co jestem. Nie spodziewałem się takich słów, jednak świadomość wróciła. Skinąłem na ochronę, która oderwała kobietę od ukochanego, a ja zadałem ostateczny cios. Nie miałem wyjścia. Nawet gdybym chciał, nie mogłem darować mu życia, jednak jego śmierć wlała we mnie smutek. Uczucie, którego nie znałem. Od tamtego dnia nie chciałem być już gladiatorem. Cały wolny czas spędzałem na szukaniu informacji na temat ludzkiego umysłu i ich duchowości. Czytałem o uczuciach, miłości, pragnieniach, wspólnych relacjach i ich sile. Moja siła jako gladiatora, wydawała się marna i bezsensowna. Ilu z ludzi, których zabiłem z tak niskich pobudek miało bliskość, o której ja nie wiedziałem nic? Ilu skrzywdziłem nawet o tym nie wiedząc. Nie dowiem się nigdy. Nie chcę jednak dalej żyć. Nie zasługuję na to. Nie potrafię nawet skutecznie się zabić. Żałosne, marne ścierwo. Tym jestem.
Obraz zniknął, co oznaczało koniec nagrania. Po chwili ciszy starszy z mężczyzn z urzędową plakietką na piersi wstał i powoli podszedł do konsoli z napojami, przyglądając się im w zamyśleniu.
– Co dla Pana Loyd?
– To co zwykle.
Doktor Benjamin nalał do szklanek bursztynowy płyn z karafki. Podał siedzącemu przy stole towarzyszowi naczynie i obaj w milczeniu skupili się na jego zawartości. Kiedy odstawili puste szkło, wrócili do rozmowy.
– Nasze badania dobiegły końca Panie Loyd. Mamy już pewność jak smutny jest stan uratowanej ludzkości. Ma Pan w posiadaniu ponad 100 pamięci, a tym samym wielu wspomnień. Mają one ogromną wartość naukową, ale i rynkową. Zamierza je Pan przekazać do sejfu departamentu?
– Nie. – mężczyzna wyprostował się na krześle i mówiąc to patrzył prosto w oczy swojemu rozmówcy. – Chcę ujawnienia wyników badań. Nie spodziewałem się, że zbiorę, aż tak szokujące dane. Nie sądziłem, że ludzie stracili sens życia i karmią się resztami cudzych wspomnień, których jest coraz mniej. Nasza misja była tajna. Jej wyniki zna jedynie Pan. Czas, aby dowiedziały się o niej wszystkie ośrodki medyczne, które sprawują kontrolę nad naszym zdrowiem. Nie tylko fizycznym… Jeszcze dziś chcę dostarczyć dane do Prezydenta Prezydentów, a Pana proszę o szczegółowy raport z naszych spotkań.
– Panie Loyd. – doktor chrząknął nerwowo, pocierając lewą dłonią brew. – Obawiam się, że nie powinniśmy informować nikogo o tym co wiemy. Dane muszą natychmiast zostać utajnione. Czy zniszczone?… O tym zadecyduje komisja. Zostaną jednak już u mnie. Na tym Pana misja się kończy. Bardzo dziękujemy, ale…
– Głupiec z Pana Benjaminie! Spodziewałem się tego. Kiedy nalewał Pan Erassmusa, zabrałem to co należy do mnie, a teraz żegnam Pana.
Zaskoczony mężczyzna zdążył jedynie skierować wzrok do drzwi, które otworzyły się i za moment posłusznie zamknęły za wybiegającą postacią.

*

Tropiciel patrzył w niebo, przyglądając się przelatującym pomiędzy drapaczami chmur pojazdom, kiedy tropiony cel niespodziewanie wybiegł z budynku. O mały włos przegapiłby ten moment. Błyskawicznie ruszył za nim w pogoń. Na wyświetlaczu odczytał 7.21. Czasu było coraz mniej. Łowca nie mogła się już ani guzdrać, ani zwlekać. Musi przejść do ataku, nawet jeśli czeka go klęska, nie ma już innego wyjścia. Sprawdził dłonią, czy szpikulec jest na swoim miejscu. Był. W porządku. Biegł coraz szybciej, skracając dystans. Oddalali się od centrum, a to oznaczało, że będzie łatwiej przejść do ofensywy. Z minuty na minutę byli coraz bliżej siebie. Po kwadransie bieg zmienił się w marsz, co wzmogło czujność łowcy. Kiedy mężczyzna przystanął, szukając czegoś w kieszeniach kombinezonu nastąpił atak.
Zakapturzona postać rzuciła się na swoją ofiarę z biegu. Kompletnie zaskoczony mężczyzna runął razem z napastnikiem na ziemię. Leżąc na plecach dostrzegł, jak drobna dłoń z chwytakiem wspomnień, zbliża się do jego twarzy. W mgnieniu oka wiedział z kim ma do czynienia. To nie pościg za procesorem z danymi, a napaść łowcy pamięci, aby pozbawić go wspomnień. W ułamku sekundy sprawnym ruchem złapał dłoń nad policzkiem. Zrobił to w ostatnim momencie, gdyż zwinne palce napastnika doskonale posługiwały się szpikulcem, który wbił się w policzek na kilka milimetrów. Ściskał dłoń z całej siły, aż usłyszał gruchotanie kości i metaliczny dzwięk uderzającego szpikulca o beton. Chwytak był wykonany ze stopu 4 metali. Miał długość 27 cm. Jego zadaniem, jak w lobotomii było dotarcie do nie czującego bólu mózgu. Wbicie szpikulca pod kością jarzmową pozwalało na bezpośrednie dostanie się do hipokampu. Zakończeniem chwytaka było cieniusieńkie wiertełko. Błyskawicznie docierało do sektora pamięci i paraliżowało go trucizną, przez co można było w ułamku sekundy wyssać z hipokampu wszystkie wspomnienia.
Mężczyzna złapał łowcę za szyję i po chwili siedział na nim dusząc wroga obiema rękami. Podczas szamotaniny z głowy napastnika zsunął się kaptur, odsłaniając kobiecą twarz.
– Dorsja???????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – krzyknął mężczyzna, który rozpoznał twarz.
– Dorsja to naprawdę ty????!!!!!!!!!!

*