*

W osadzie zapanował smutek. Nikt nie widział królowej od wypadku. Nie opuszczała swojej twierdzy, pogrążona w rozpaczy. Mieszkańcom osady czas mijał na codziennych obowiązkach, pracach przy wznoszeniu kolejnych domostw i uprawianiu plonów. Geri często wracał myślami do dnia, w którym tak wiele się dla wszystkich zmieniło. Z Morem widywał się sporadycznie. Po kilku nieprzyjętych zaproszeniach na wspólny posiłek – odpuścił. Był szczęśliwy z Geo i właściwie nic mu nie brakowało. Czerpał radość z prostych rzeczy. Cieszył go słoneczny poranek, śpiew ptaków, spacer z ukochaną.

Geo sadziła kwiaty w ich przydomowym ogrodzie, kiedy spostrzegła na drodze w oddali, że z twierdzy królowej do osady zmierza orszak wysłanników. Między nimi znajdowała się królowa, która pierwszy raz opuściła swoje komnaty. Kobieta wbiegła do domu wołając:

 

– Geri! Chodz szybko. Spójrz, królowa z wysłannikami idzie do osady! Pewnie chce nam coś ogłosić na centralnym dziedzińcu. To pewnie coś ważnego!!

– Idę, no idę!

Kiedy dotarli na dziedziniec, Ayo z wysłannikami już na nich czekała. Między nimi stał również Mor i Lim, co bardzo zdziwiło wielu mieszkańców wioski, jednak w ciszy oczekiwali wieści od władczyni. Królowa miała na sobie cieniutki , metaliczny płaszcz z kapturem, który nasunęła na czoło, zasłaniając oczy. Z pochyloną głową weszła na podest i przemówiła.

– Droga społeczności! Ostatnie tygodnie były najtrudniejszym dla mnie czasem. Co prawda dzięki jednemu z was żyję, ale straciłam syna. Niestety los pozbawił mnie dziecka, które od dnia poczęcia kochałam całym sercem. Czekaliśmy na narodzenie przyszłego władcy. Na nowy początek i nowego króla. Nie ja jednak będę jego matką. Mam okazję wam dzisiaj ogłosić, że niedługo nowy przywódca pojawi się na świecie. Od kilku tygodni wiem, że nie tylko ja dostąpiłam daru życia. Rodzicami następcy tronu zostaną Mor i Lim i to oni dadzą początek kolejnym pokoleniom. Wspierajmy ich w wychowaniu i opiece nad potomstwem, oddając im należyty szacunek i oddanie.

 

Mówiąc to królowa odwróciła się w stronę przyszłych rodziców i schylając głowę jeszcze niżej, delikatnie przed nimi pokłoniła. Zdezorientowani ludzie nie wiedzieli jak zareagować. Czy złożyć oficjalne kondolencje królowej Ayo, czy gratulować Morowi i jego wybrance. Wszystkie oczy zwróciły się tym razem na kobietę, która była brzemienna. Ostatnio nikt nie widział Lim, a dziś, kiedy stało się jasne, że zostanie matką władcy, wścibskie oczy wpatrywały się w jej postać. Mor stojąc za nią, oparł ręce na ciele kobiety, co odsłoniło do teraz trzymaną w tajemnicy ciążę. Mężczyzna patrzył zuchwale na zebranych, mając świadomość, że jest teraz kimś zdecydowanie lepszym. Geri zerkał na kolegę z pewnym zmieszaniem. Wiedział o ciąży Lim od niedawna. Nie miało to większego znaczenia więc zachował tą informację tak jak obiecał – jedynie dla siebie. Teraz jednak sprawy wyglądały nieco inaczej. Jego przyjaciel miał stać się ojcem przyszłego władcy, a to sytuowało go na równi z królową i wysłannikami. Poczęcie pierwszego dziecka w nowym rodzie było dla Mora i Lim szansą na uprzywilejowane życie i posłuszeństwo pozostałych. Do pokłonu przed wybraną rodzina dołączyli wysłannicy. Za nimi skłonili się przed Morem i Lim wszyscy mieszkańcy społeczności.

 

*

Od dnia ogłoszenia wieści o poczęciu nowego dziecka w wiosce, Mor i Lim przeprowadzili się do twierdzy na samej górze wzniesienia, gdzie mieszkała królowa Ayo z wysłannikami. Mor został zwolniony z wszelkich prac związanych ze społecznością, a jedyne czym miał się zajmować, to dbać o bezpieczeństwo, zdrowie i nastrój partnerki. Czasami Lim spacerowała po wzgórzach z królową, która po starcie własnego dziecka, swoje niezaspokojone instynkty chciała w jak najserdeczniejszy sposób przekazać kobiecie w błogosławionym stanie. Sam kontakt z przyszłą matką dawał jej spokój i chwilowe ukojenie rozpaczy po stracie.

Geri z Geo prowadzili spokojną codzienność. Wieczorami biesiadowali z innymi na dziedzińcu. Wolne chwile mijały im na gotowaniu, uprawianiu pól i rozmowach.

Dochodziło południe. Geo z innymi kobietami zajęta była na polu zbieraniem warzyw. Mężczyzna grzebał drugi dzień przy palenisku, które musiał nieco uszczelnić i zmodernizować, kiedy do chaty weszło dwóch wysłanników.

– Odwiedzamy cię z polecenia królowej i Mora. Powiedział nam, że pomagałeś mu przy budowie domu, przyjaźnicie się i znasz rozkład jego domostwa.

– Tak. Budowałem z nim dom od postaw. Wiem co gdzie się znajduje. Coś się stało.

– Mor prosi, abyś poszedł tam z nami i wskazał miejsce, w którym przechowuje narzędzia, wędki i kilka pamiątek z przeszłości.

– Dobrze. Wiem gdzie leżą jego narzędzia i kufer rozmaitości. Jeśli taka jest jego wola – ruszajmy.

 

Mężczyźni udali się do domu Mora, który od kilku tygodni stał pusty. Z centralnej izby weszli do lewego pomieszczenia, w którym zgromadzone były zapasy jedzenia, kilka naczyń i skrzynie. Na ścianie wisiały narzędzia. Geri wskazał je i odszukał zbity z drewna kufer, w  którym było kilka ulubionym drobiazgów właścicieli. Miał już zatrzasnąć wskazane pudło i wychodzić, pozostawiając wysłanników samych w domostwie przyjaciela, kiedy spostrzegł w nim zmięte, zabłocone spodnie i niewielką łopatę, pokrytą zaschniętą ziemią i kępkami traw. Narzędzie bardziej przypominało większą łyżkę, którą mieściła się pod koszulą, lub w każdej podręcznej sakwie. Mężczyzna zatrzasnął kufer i pośpiesznie opuścił miejsce, które budował własnymi rękami w nadziei na lepszy świat. Poznał prawdę, którą podejrzewał, a której nie mógł nigdy wyjawić światu. Chciał wierzyć, że się myli. Łudził się, że Mor nie jest zdolny do tego co pamiętali z przeszłości. Liczył na to, że ocaleni ludzie się zmienili. Szybko się okazało, że to niemożliwe.

 

Zanim wrócił do domu było ciemno. Siedział kilka godzin na łące patrząc na jasne niebo i zachodzące słońce. Słuchał ptaków, szumu traw i drzew. Coś mu mówiło, że wkrótce zniknie to, co jeszcze niedawno było nieosiągalnym marzeniem.

 

*

 

Zamyślonemu mężczyźnie siedzącemu na zielonej łące towarzyszyły w  pewnej odległości dwie energie, które przekazywały między sobą myśli.

– Wygrałeś. Wiedziałeś, że nic ich nie zmieni.

– Tak. Ludzie mają zakorzenioną w sobie złość i rywalizacje. Są za głupi, żeby spojrzeć dalej. Nic nie jest w stanie zniszczyć w nich rządzy władzy. Minęło tak mało czasu. Jeszcze nie podnieśli się po ostatnim upadku, a już gotowi są do kolejnych zbrodni.

– Co teraz? Chcesz ich za karę unicestwić?

– Nie. Po co. Sami się zagryzą. Nie jesteśmy im już w niczym potrzebni. Nigdy więcej tu nie wrócimy. To nędzne kreatury nie warte niczyjej uwagi. Największa porażka i wstyd galaktyki…

koperatomasz1-570x417