*

Królowa Ayo każdego dnia spacerowała po pobliskich łąkach i lasach rozkoszując się promieniami słońca. Z dumą i radością patrzyła jak kolejne domy zamieszkują szczęśliwi ludzie. Spełniły się jej najskrytsze marzenia. Wolna i spokojna społeczność rosła w siłę. Królowa w oczekiwanie na narodziny syna, dużo czasu spędzała na rozmyślaniach o przyszłości. Ziemia została ocalona, a oni dostali możliwość na nowe życie pozbawione wrogości, wojen i zła. Przyszły król był owocem więzi i miłości jaka łączyła ją z jednym z wysłanników. Całkowicie oddanym jej od lat wysłannikiem. Na długo zanim jeszcze zasiadła na tronie po śmierci swojego ojca. W czasie wojny był jej najwierniejszym sługą, gotowym w każdej chwili oddać za nią życie.  Kiedy stało się jasne, ze świat jest ocalony, dali początek nowemu życiu, jednak wysłannik pragnął na zawsze trzymać się z dala od tronu i władzy. Wspierał ukochaną jako partner i poddany i razem z królową czekał na narodziny syna, który miał do pełnoletniości zostać pod opieka wszystkich wysłanników. Czasem towarzyszył jej w spacerach, jednak kiedy królowa wypełniała swoje obowiązki przewodnika wspólnoty, pozostawał jej wiernym sługą.

*

Był piękny, słoneczny dzień. Dziś Geri ukończył budowę domu. Wystarczyły niecałe trzy tygodnie, aby wznieść malutką chatę na skraju lasu. Geo porządkowała ich rzeczy przed pierwszą nocą poza bunkrem, a on obiecał przynieść na kolację ryby z potoku, które były ich przysmakiem. Złapał bez kłopotu potrzebną ilość pstrągów, po czym ruszył w kierunku polany po bukiet kwiatów dla Geo. Trawy kołysały się w rytm dyktowany przez wiatr, a on zbierał kolorowe rośliny, nie mogąc doczekać się powrotu do domu. Słońce powoli zachodziło. Geri z naręczem kwiatów i rybami w siatce szedł już w kierunku domostw, kiedy usłyszał wołanie o pomoc.

– Ratunku! Pomocy! Czy ktoś mnie słyszy? – Geri przystanął nasłuchując. Nie był pewny czy to nie wymysł jego wyobraźni, czy zabawa wiatru, który potrafił naśladować niezliczone rodzaje odgłosów.

– Pomocy… – Jednak to nie wiatr – wyszeptał i przystanął, chcąc określić kierunek, z którego dochodziły wołania.

– Haloo!! Jest tu kto?! – wrzasnął, chcąc sprowokować nieszczęśnika do naprowadzenia go na trop.

– Halooo!! To ja Geri. Jestem na polanie! – dalej krzyczał.

– To ja. Królowa Ayo. Wpadłam do głębokiego dołu. Pomocy!

Królowa Ayo!!? Geri aż podskoczył z zaskoczenia. Co się stało, że władczyni potrzebuje pomocy?!

– Królowo! Proszę mnie wołać. To pomoże mi szybciej odnaleźć miejsce, w którym pani jest. Mężczyzna starał się zachować racjonalne myślenie.

– Geri!! Geri! Niedaleko miejsca gdzie utknęłam rosną dwa świerki.

Kobieta nawoływała z lewej strony. Geri szukał wzrokiem charakterystycznych drzew idąc w nasłuchiwanym kierunku. Po kilku sekundach dostrzegł wypatrywane iglaki.

– Są! Już biegnę!! – rzucił się pędem na pomoc, gubiąc po drodze nazrywane kwiaty.

Dobiegł do miejsca, z którego wydobywał się głos i spostrzegł Królową Ayo leżącą na dnie wąskiego dołu. Zbyt ciasnego, aby mógł tam po nią zejść. Pamiętał, że królowa jest brzemienna i musi zachować niezwykłą ostrożność.

– Królowo. Jestem.

– Widzę cię Geri. Jestem słaba i poobijana, ale jeśli podasz mi coś, czego mogę się chwycić  postaram się nie wypuścić tego z dłoni i pomóc ci wyciągnąć mnie na powierzchnie.

Mężczyznę ogarnęła panika. A jeśli nie zdoła pomóc królowej? Słońce już zaszło. Nie zdąży dotrzeć przed zmrokiem do osady. W ciemności może nie trafić z wysłannikami, jeśli teraz po nich pobiegnie. Poza tym nie zostawi kobiety w ciemnym dole w mroku samej.  Milion myśli kłębiło mu się w głowie. Wiedział, że musi podjąć decyzje natychmiast. Odłożył kwiaty. Ściągnął pośpiesznie koszulę i nożem jaki miał na ryby zaczął ją nerwowo rozdzierać na mniejsze kawałki. Rękawy i resztę materiału wiązał z sobą ciasnymi supłami. Po chwili miał kilkumetrowy gałgan, imitujący linę.

– Królowo! Proszę chwycić się tego materiału! Na końcu jest pętla. Będzie łatwiej się utrzymać. Powoli panią wyciągnę. Proszę tylko ostrożnie pozwolić się unosić do góry.

Kobieta chwyciła zrzucony łachman obiema rękami najmocniej jak potrafiła. Geri zaparł się stopami o ziemię i z całych sił ciągnął ciężar w górę. Był rosłym, potężnym mężczyzną, a królowa, mimo swojej odmienności nie ważyła więcej niż 55 kg, wiec za kilka chwil chwycił ją za rękę i pomógł wyjść z pułapki.

Kobieta po wyciągnięciu na trawę spojrzała na swojego wybawcę chcąc zapewne podziękować, ale nagle bezładnie osunęła się na ziemię.

Przerażony Geri chwycił władczynię na ręce. Najdelikatniej i najszybciej jak potrafił, zaniósł ją do wysłanników.

 

*

Opiekunowie królowej natychmiast zajęli się nieprzytomna kobietą. Poprosili Geriego o przekazanie im wszystkiego co wie na ten temat, oraz o absolutną o dyskrecję.  Geo czekała na niego zaniepokojona. Wrócił do domu bez koszuli, brudny, zmęczony i z pustymi rękami Bez słowa przygotowała kąpiel, a kiedy mężczyzna był gotowy do rozmowy, siadła obok niego, aby wysłuchać wyjaśnień.

– Kochana. Przepraszam, że pierwsza nasza noc nie jest taka na jaką zasługujesz. Wynagrodzę ci to. Mam nadzieje, ze wiesz jak jest to ważne co powiem i zachowasz to jedynie dla siebie. Na polanie znalazłem królową, która potrzebowała pomocy. Zaniosłem ją do wysłanników. Nie mogę nic więcej zdradzić,  O reszcie pewnie dowiemy się już rano.

Geo przytuliła się mocno do zamyślonego mężczyzny i długo siedzieli bez słowa wpatrzeni w palący się ogień.

 

*

Cały następny dzień Geri czekał na wieści od wysłanników. Dopiero wieczorem mieli przekazać informacje wszystkim mieszkańcom. Nie mogąc znaleźć sobie miejsca poszedł na kilka godzin wcześniej do bunkra, gdzie miało odbyć się zebranie. Wreszcie kiedy wszyscy skupili się w kręgu, na podest weszli wysłannicy z pochodniami a jeden z  nich przemówił.

– Zebraliśmy się tutaj niestety z powodu strasznej tragedii jaka spotkała nasz lud. Królowa wczoraj miała wypadek. Jej nic już nie zagraża, jednak obrażenia były zbyt duże dla jej syna. Straciliśmy go. To będzie smutny i trudny czas dla królowej i nas wszystkich. Jak widać los kolejny raz nas okrutnie doświadczył.

– Jak to się stało? Jaki wypadek? – krzyknęła kobieta siedząca w pierwszym rzędzie ze łzami w oczach.

– Królowa Ayo wpadła w głęboki dół podczas spaceru na polanie. Prawdopodobnie była to zamaskowana pułapka. Sprawdziliśmy to dokładnie i nie była to nora żadnego zwierzęcia, a niedawno wykopane wgłębienie, które okalały naznoszone gałęzie przysypane trawą. Czy ktoś z was przygotował pułapkę na zwierzynę?

W bunkrze panowała cisza. Przerażeni ludzie patrzyli na siebie w zdumieniu i smutku. Ich radość została przerwana przez śmierć syna królowej. Śmierć dziecka społeczności, które miało być pierwszym władcą nowego świata. Kiedy wysłannicy opuścili podest ludzie powoli rozeszli się do swoich domostw. Była to pierwsza noc, która przypomniała im, że nic nie trwa wiecznie.

*

koperatomasz1-570x417