Kiedy Królowa Ayo wyszła po ostatnim pytaniu, mężczyźni z kręgu rozdali wieczorne porcje eliksiru i jedzenia, po czym pośpiesznie zniknęli w korytarzu.

Rozemocjonowani ludzie, snuli plany na czekającą ich przyszłość. Na wielu twarzach oszpeconych przez blizny i skamieniałości – pojawiła się radość. Mor i Geri również zastanawiali się, co ich czeka na powierzchni, która miała ich przywitać zapomnianym blaskiem…

*

– Mor!! Wstawaj. Zbudz się! Wysłannicy królowej mają nam zaraz przekazać wieści!

Geri szarpał zaspanego przyjaciela za ramię.

– No chodz! Wszyscy muszą na ciebie czekać??! – złościł się zdenerwowany mężczyzna.

– Idę.. idę. Długo wczoraj nie mogłem zasnąć. Chyba budzą się we mnie pierwotne instynkty i kobiety mi trzeba.

Obaj szybkim krokiem dotarli do niskich rzędów. Usiedli z pozostałymi w oczekiwaniu na informacje. Za chwilę z korytarza na podest, wyszło siedmiu zakapturzonych właścicieli pochodni. Nie oni jednak mieli przemówić do zgromadzonej społeczności. Za nimi weszła królowa Ayo. Kobieta jak poprzednio stanęła na środku sceny. Podniosła ręce w górę i patrząc wysoko ponad dłonie krzyknęła:

– Jesteśmy uratowani!

To były słowa, na które czekali od dawna. Nagromadzone przez lata emocje w jednym momencie zawładnęły bunkrem. Jedni krzyczeli, inni skakali, bili brawo, padali sobie w ramiona. Na kilka chwil zjednoczyli się w całość, która dotarła do upragnionego celu. W ich sercach zatliła się utracona nadzieja. Chcieli opuścić ściany bunkra jak najprędzej i z całych sił zbudować nowy świat.

Królowa odczekała kilka minut. Opuściła ręce, a kiedy ludzie przypomnieli sobie o jej obecności i ponownie nastała cisza, radosnym głosem kontynuowała.

– Tak. Jesteśmy uratowani i bezpieczni. Na zewnątrz czeka na was słońce i kiełkujące rośliny. Każda z nich jest dla nas bezcenna. Mamy możliwość udowodnić, że ludzkość jest coś warta i wierzę, że każdy z was zrobi wszystko, aby przyszłość pozbawiona była zła. Wiele doświadczyliśmy i musimy zdawać sobie sprawę, że było blisko od naszej zagłady. Straciliśmy wszystko, co przez tysiąclecia budowali przodkowie. Czeka nas nowy początek i tylko od nas zależy jak zapiszemy kolejne karty historii. Pamiętajmy jednak gdzie zaprowadziła nas pycha, egoizm i chęć władzy. Tylko wspólnie możemy coś osiągnąć i liczę na to, że staniemy się zgodną jednością na zawsze.

W bunkrze rozległy się brawa i radosne okrzyki. Królowa zniknęła w korytarzu, a wysłannicy z pochodniami poprosili, aby podążać za nimi na powierzchnię.

*

Jeszcze kilkanaście metrów dzieliło Geriego i Mora od skrzącej poświaty na końcu podziemnego przejścia. Szli szybkim krokiem nie mogąc doczekać się widoku słońca. Kiedy wyszli z ciemności, na dawno niewidzianą powierzchnię, nie byli w stanie wydobyć z siebie słowa. Ich oczom ukazał się nieznany widok. Z jasnego nieba, spływał na ziemię świetlisty, ciepły blask. Ziemia pachniała życiem. Gdzieniegdzie pojawiły się zielone listki i trawy. Czyste powietrze popychał delikatny wiatr, bawiąc się napotkanymi gałązkami.

– Geri, chyba faktycznie czeka nas wreszcie coś dobrego.

– Mam nadzieję Mor, że to nie sen. Królowa miała racje. To cudowny widok. Chyba tak wyobrażałem sobie słońce…

–  Ja też…

Mężczyźni chodzili między drzewami, strumieniami i korytarzami ze skał. Byli ciekawi każdego zakątka nowego świata. Jak pozostali ocaleni, chłonęli widoki, które wyobrażali sobie od zawsze. Nie znali słońca, zielonych traw, liści na drzewach. Nie pamiętali wolności, spokoju, bezpieczeństwa. Z prastarych opowieści wiedzieli jak wyglądała planeta, zanim ludzie zniszczyli ją swoimi wymyślnymi wynalazkami. Kiedy podporządkowali sobie wszystkie gatunki, a technika i wiedza pozwalała im na wytwarzanie syntetycznych dóbr – byli przekonani, że dzieli ich krok od zawładnięcia galaktyką. Z innymi cywilizacjami prowadzili negocjacje od wieków, ale im byli bardziej pewni swojej potęgi, tym  rzadziej dochodziło do rozmów o rozszerzeniu ludzkich wpływów na inne planety. Tracąc możliwość ekspansji na większe obszary, tym agresywniej zaczęli z sobą walczyć o wpływy na ziemi. Kiedy sięgnęli po oręża, które doprowadziły do wielkiego skażenia ziemi – stracili kontakt z mediatorami wszechświata. Zostali pozostawieni sami sobie w toksycznym chaosie i absolutnej dezorganizacji. Nie trwało długo zanim stali się najbardziej znienawidzonym gatunkiem w historii. Sprowadzili całe swoje istnienie do zagłady tego co jeszcze pozostało.

*

– Geri, musimy wracać. Ściemnia się, a mamy przed zmrokiem wrócić do bunkra. Jutro znów tu wrócimy. Chodz.

Mężczyzna opierając się o skałę przyglądał się spacerującym po niebie obłokom jak zahipnotyzowany.

– Myślisz, że oni nas teraz obserwują? – zapytał nie odrywając oczu od nieba.

– Kto??

– Ci co nas uratowali. Sądzisz, że patrzą na to co teraz robimy i obstawiają opcje, w którym kierunku potoczą się nasze losy?

– Jezu Geri. Ty zawsze musisz utrudniać. Patrzą czy nie – co nas to obchodzi? Niech nam powiedzą co mamy robić, skoro są tacy mądrzy.

– Oj Mor, z Tobą nigdy nie dało się o niczym pogadać. Nigdy się nie zmienisz. Wracajmy. Zgłodniałem, a też chętnie się prześpię po tym pełnym emocji dniu.

Było już prawie zupełnie ciemno kiedy jako ostatni dotarli do sekretnego bunkra na spoczynek.

*

Na powierzchni coraz więcej roślin wzrastało do słońca. Ludzie całe dnie spędzali poznając przyrodę i jej niesamowitą różnorodność, wracając do bunkra na posiłek i odpoczynek o zmroku. Po jakimś czasie i zwierzęta pokonały swój strach. Ciekawe nowych zapachów wyszły z kryjówek. Spokój, stabilizacja, odpoczynek regenerowała ludzkie ciała, które z tygodnia na tydzień pozbywały się szpecących narośli. Rany goiły się szybko, a czyste powietrze uzdrawiało ich od środka, dając mu coraz więcej sił. W atmosferze wolności i bezpieczeństwa ludzie coraz więcej czasu poświęcali na budowanie relacji sąsiedzkich, przyjacielskich i partnerskich. Tworzyły się grupy sympatyków i pary kochanków zajetych swoimi relacjami. Geri wolał długie popołudnia spędzać w samotności na rozmyślaniu i obserwacji zmieniającego się otoczenia. Mora nudziły godziny w towarzystwie milczącego towarzysza i po kilku tygodniach zaczął znikać przed wścibskimi spojrzeniami z zapoznaną w bunkrze kobietą. Była to młoda, wesoła dziewczyna. Całe dzieciństwo ukrywana przez znajomych w jaskini, niewiele wiedziała o życiu i innych ludziach. Zapatrzona w Mora chłonęła jego opowieści, aby potem ulegać jego fizycznym zachciankom. Pewnego wieczora kiedy ludzie po kolacji spędzali czas na rozmowach i odpoczynku do sali weszło dwóch wysłanników królowej i poprosiło o zebranie się przed podwyższeniem. Wszyscy pośpiesznie ruszyli sadowiąc się w rzędach w oczekiwaniu na powód zgromadzenia. Kiedy królowa stanęła przed pełnymi trybunami panowała cisza.

– Witajcie! Mam dla was nowe wieści. Od jutra możemy zacząć na powierzchni budować osadę, która będzie naszym nowym domem i początkiem dla kolejnych pokoleń. Jutro rano Wysłannicy przekażą wam wszystkie zgromadzone i ocalałe w bunkrze narzędzia potrzebne do wzniesienia miasta. Czeka nas wiele pracy, ale mam nadzieje, że jesteśmy na nią gotowi. Ocalało wiele ksiąg pomocnych w tym zakresie. Wykopiemy studnie. Wzniesiemy domostwa, w których centralne miejsce przeznaczone będzie na ogień. W lasach jest coraz więcej zwierzyny. Ona wykarmi nas z plonami ziemi. Reszta zależy tylko od nas.

Ludzie patrzyli w skupieniu na królową , która przekazywała im wizję przyszłości, o której już nie pamiętali. Kobieta z lśniącymi oczami i rozpromienioną twarzą kontynuowała.

– Ziemia czeka na nasze przybycie, ale to nie wszystko. Cywilizacja, która nas uratowała przepowiedziała iż pierwsze dziecko jakie urodzi się z naszej społeczności – będzie naszym władcą. Nie wierzyłam, że nasze ciała będą gotowe na ten dar. Nie przypuszczałam, że tak szybko i że to ja wydam go na świat.

Drobna postać drżała ze wzruszenia

– Jestem dumna, że mogę wam przekazać iż niedługo urodzi się nasz nowy król, którego od kilku miesięcy noszę pod sercem. Zrobię wszystko, aby był naszym dobrym, sprawiedliwym i mądrym przewodnikiem.

Po tych słowach zamilkła, a w bunkrze rozległy się oklaski, wiwaty i gratulacje.

*

Mor z Gerim od godziny zbierali jagody, które rozsiane były na słonecznej łące.

– Geri, wybraliśmy z Lim miejsce na nasz dom. Jutro zacznę robić plany bryły. Chcesz zamieszkać z nami?

– Chyba nie Mor. Też poznałem kobietę, z którą chciałbym spędzić więcej czasu. Na razie pomieszkam jeszcze w bunkrze i zobaczymy co nas czeka. Wam będzie lepiej beze mnie. Czas, żeby każdy z nas zajął się swoim życiem. Pora zapomnieć o złej przyszłości jaka nas zaprowadziła w to miejsce i skupić się na tworzeniu solidnych podstaw przyszłości. Prawie już nie pamiętam naszej drogi do sekretnego bunkra i strachu, który nas paraliżował. Nie ma już wrogów, ani wojny. Wszystko się zmieniło.

– Jak chcesz. Lim nie ma nic przeciwko, żebyśmy mieszkali razem, ale to twoja decyzja. My chcemy jak najszybciej opuścić bunkier i zamieszkać u siebie.

– Jasne. Jak będziesz potrzebował pomocy to możesz na mnie liczyć. Co dwie pary rąk to niejedna.

– Dzięki. Na pewno z tego skorzystam, a przy okazji nie sądzisz, że to niesprawiedliwe, ze władcą zostanie syn królowej? Czemu jej, a nie kogoś z nas?

– Jezu Mor. Przecież ci wyjaśniła, że królem zostanie pierwsze urodzone w społeczności dziecko, a najwyraźniej jej się poszczęściło. Po co sobie tym zaprzątać głowę? Na cholerę generować problemy tam gdzie ich nie ma?

– Może i nie ma, ale uważam, że to trochę taki przywódca po układzie. Mniejsza. Wracajmy. Ściemnia się.

Mężczyźni z pełnymi workami soczystych jagód wrócili do bunkra. Po kolacji Mor z Lim siedzieli na uboczu cicho rozmawiając. Po jakimś czasie kobieta zasnęła w ramionach ukochanego, który długo nie mogąc zasnąć głaskał ja czule po brzuchu.

*

Kolejne dni upływały przyjaciołom na wznoszeniu z drewna ścian budynku, który Mor zaplanował z najwyższą dokładnością.

– Nie za dużo masz tu pomieszczeń dla waszej dwójki? Wysapał Geri montując kolejne belki.

– Nie. Akurat. Mam nadzieje, że nie zawsze będziemy tylko w dwójkę.

– Co masz na myśli? Mówiłem ci, że prawdopodobnie stworzę dom z Geo. Właściwie chcę z nią niedługo o tym poważnie porozmawiać. Jest nam razem dobrze. Nie ma na co czekać.

– Dzieci – padła krótka odpowiedz.

– Dzieci??! A skąd masz pewność, że Lim jest na tyle zdrowa i silna, aby je urodzić. Właściwie też nie wiadomo, czy my jesteśmy w stanie je spłodzić.

– Nic się nie martw. – uciął dyskusję Geri. Pospieszmy się, bo jeszcze dzisiaj chcę skończyć ściany, a jutro zabieramy się za dach.

*

Coraz więcej domostw powstawało w sąsiedztwie bunkra. Ludzie od rana do wieczora pracowali nad wznoszeniem swoich domów. Wesołe pary bądź grupy przyjaciół pomagali sobie co sił, aby jak najszybciej opuścić ciemne pomieszczenia jaskini. Mimo zapasów pożywienia zgromadzonych w bunkrze – rzadko z nich korzystali. Zwierzyny było więcej niż przypuszczali. Ziemia też obrodziła obfitymi plonami. Na ogromnym polu, które było ich wspólnym gospodarstwem zasiali otrzymane od wysłanników królowej ziarna. Żyzna gleba obdarowała ich mnóstwem upraw, o które gorliwie dbali. Mor skończył swój dom w zaledwie kilka tygodni.

– Geri. Dziś nocujemy z Lim już u siebie. Chcielibyśmy cię zaprosić na kolację w podziękowaniu za pomoc. Jeśli nie masz nic przeciwko przyjdz sam, bez Geo. Chcemy ci przekazać pewien sekret, który na razie pozostawimy przed innymi w tajemnicy.

– Trochę głupio. Geo jest do was serdecznie nastawiona. Cieszyła się z ukończenia budowy. Poza tym chyba pomożesz mi przy mojej?

– Jasne, że pomogę… No masz racje. To nawet mogłoby spowodować niepotrzebne podejrzenia. Powiem ci wiec teraz a przyjdzcie razem.

– No. Jaka to tajemnica, o której nie może wiedzieć moja przyszła żona. Geri uśmiechnął się do przyjaciela klepiąc go po wielkim ramieniu.

– Lim od jakiegoś czasu jest w ciąży. Będziemy mieć dziecko. Długo tego się nie da ukrywać, ale na razie chcemy zachować to dla siebie. Z tego co podpatrzyłem królową na ostatnim spacerze ma brzuch podobnej wielkości do Lim.

– Gratulacje brachu!! Serio! Bardzo się cieszę. To doskonała nowina, ale czemu Geo nie może o tym wiedzieć? I co cie w takiej sytuacji obchodzi brzuch królowej??? Masz jakąś niezdrową obsesję.

– Może. A ty zachowaj to dla siebie, do czasu, kiedy nie ogłosimy tego oficjalnie. Ok?

– Jasne. Chociaż uważam, że dziwaczejesz na starość, ale twoja sprawa.

Wieczorem kobiety plotkowały o nowych ozdobach na włosy z kwiatów, a mężczyźni dokładali do ogniska drewna i pilnowali pieczonego na nim mięsa.

cdn.

koperatomasz1-570x417