*

Drobna postać zniknęła w przejściu, a siedmiu mężczyzn stojących na podwyższeniu z pochodniami pozostało na podwyższeniu. Geli i Mor jak i reszta zgromadzonych, układali sobie w głowie przekazane informacje. Nikt z obecnych nie spodziewał się ujrzeć Przywódcy. Tym większym zaskoczeniem było odkrycie, że dowodzi nimi drobniutka, delikatna kobieta. Rozmyślania przerwał jeden z Wysłanników, który wystąpił do przodu i przemówił:

 

– Królowa Ayo przekazała najważniejsze wieści. Eliksiru jest mało, więc rozdamy go sprawiedliwie między was wszystkich. Musimy wytrzymać trudny czas do momentu, kiedy świat zacznie się odradzać i karmić nas jak kiedyś. Pozostaniecie w sekretnym bunkrze kilkanaście tygodni. Mamy niewielkie zapasy jedzenia, ale sadzimy, że wystarczy. Na zewnątrz szaleją gwałtowne burze. Z nieba spadnie sporo deszczu po zderzeniu meteorytów. Metaliczne ulewy oczyszczą powietrze i ziemię tak, iż na planecie będzie możliwe dalsze życie. Wiemy to dzięki przepowiedni, która królowa otrzymała od władców z innych planet. Obserwowali nas od dawna. Tak ogromne zderzenia miały miejsce w przeszłości już kilkukrotnie. I tym razem Galaktyka postanowiła nas uratować. Doceńmy to i starajmy się spłacić swój dług, bo czekała nas pewna śmierć. – Mówiąc to podał pochodnie stojącemu obok mężczyźnie i sięgnął po stojący obok wielki dzban.

– Podejdzcie do mnie po kolei. Każdy dostanie kilka łyków eliksiru, a za jakiś czas przyniesiemy zapasy jedzenia

– Wiedziałeś co nas czeka? – Mor z niedowierzaniem kręcił głową.

– Nie, ale spodziewałem się, że coś musi się zmienić, bo nie przetrwalibyśmy dłużej. Chodz po ten obiecany łyk. Faktycznie jest nas tu kilkaset osób. Spójrz. Wszyscy wykończeni jak my. – Geri klepnął kolegę i oboje ruszyli w kierunku podestu, aby ustawić się w długim rzędzie po ostatnią porcję płynu.

– A jeśli to kłamstwo? Jeśli ziemia się nie odrodzi, a my tu zdechniemy? – Mor walczył z różnymi myślami w głowie.

– A jaką masz alternatywę? Chcesz wyjść na zewnątrz? Idz. Nikt cie pewnie nie będzie zatrzymywał. Ja jednak bym zaufał królowej i jej słowom. Raczej nie ma innych powodów, żeby nas tu trzymać i karmić.

– Masz racje. To chyba jedyna słuszna opcja. Spójrz. Bardzo mało kobiet przetrwało. Chociaż po tych schorowanych ciałach ciężko określić płeć. Co się z nami stało? I po co to wszystko było? Żeby wrócić do początku? Źle nam było w miastach, gdzie większość rzeczy wykonywały za nas roboty? Opowiadali ci o tym? Nie musieliśmy właściwie nic robić i patrz gdzie zaprowadziła nas nuda i zbytek. Teraz ostatnie pokurczone karły wyciągają zdeformowane członki po łyk płynu, żeby przetrwać… Ludzie są jednak głupi…

–  Tak. Słyszałem o tym. Zaczęliśmy walczyć ze sobą, bo brakowało nam emocji i zabawy. Roboty nam się znudziły. Nie musieliśmy nic robić. Wszystkiego było pod dostatkiem. Na początku było nawet śmiesznie, bo humanoidy wymieniały nam zniszczone członki i  regenerowały niesprawne ciała. Mniej zabawnie się zrobiło jak zniszczyliśmy cały system elektronicznego dowodzenia. Zapanował chaos. Użyto wszelakiej broni. Roboty zostały pozbawione energii niezbędnej do funkcjonowania. Doprowadziło nas to do tego, że żeby tu dotrzeć, zjedliśmy gnijącego Ito w jaskini. Żałosne z nas kreatury. Dziwi mnie, że świat chce nam dać jeszcze szanse. Nie zasłużyliśmy na nią.

– A tam! Ja z przyjemnością odpocznę, pojem, a  co będzie to będzie.

– Tak. Co będzie, to będzie. Właściwie i mnie nigdzie się nie spieszy.

Kiedy ostatni z oczekujących otrzymał eliksir, siedmiu mężczyzn zniknęło w korytarzu, a  zgromadzeni w podziemnym koloseum przybysze, udali się na spoczynek. Gdzieniegdzie tylko ciche szepty świadczyły o ich obecności.

 

*

Kolejne dni upływały mieszkańcom bunkra na rozmowach, sporadycznych posiłkach i oczekiwaniu na dalsze informacje. Eliksir dodał sił zmęczonym ciałom. Ludzie odpoczywali bez strachu, który niszczył ich od niepamiętnych czasów.

Geli i Mor z ciekawością słuchali niezliczonych opowieści poznawanych pod ziemią osób. Każdy przebył inną drogę, aby znaleźć się w miejscu, które miało wyznaczyć nowy początek. Mężczyźni lepiej radzili sobie z trudną rzeczywistością. Kobiety często wybierały śmierć nie mogąc znieść chorób i szpecącego je kalectwa. Ciężej też im było zaakceptować codzienność, pozbawioną naturalnych instynktów. Od wielu lat żadna z nich nie urodziła dziecka. Ciała były zbyt słabe i wyniszczone, aby począć nowe życie. Czy pomoc wszechświata uratuje ludzkość przed wyginięciem?

*

 

54 dnia od pierwszego spotkania w sekretnym bunkrze, ponownie na centralną scenę weszło siedmiu mężczyzn z pochodniami. Kiedy wszyscy zajęli siedzące miejsca w otaczających ją rzędach, po kilku minutach w korytarzu pojawiła się Królowa Ayo. Kobieta miała na sobie obszerny, ciemno bordowy płaszcz, zdobiony rubinami. Szła powoli patrząc przed siebie. Kiedy stanęła przed zebranymi panowała absolutna cisza.

– Witajcie! Przez wiele tygodni ulewne deszcze obmywały chorą ziemię. Dopiero wczoraj, po bardzo wielu latach, dotarło do nas słońce. To znak, że mamy szansę na przetrwanie. Pozostaniemy tu jeszcze kilka dni. Zapasów mamy dla wszystkich na pół roku. Jeśli będziemy się ograniczać – maksymalnie na rok. Nowe rośliny powinny zakiełkować za kilkanaście dni. To da też pożywienie zwierzętom, które pozostały. Wierzę, że nam się uda i wykorzystamy otrzymaną szansę. Czy macie do mnie jakieś pytania? Śmiało. Jestem tu po to, aby wyjaśnić wam wszystko i pomóc zbudować na nowo społeczność, która da początek kolejnym. To przełomowa dla nas chwila. Mam nadzieje, że ludzkość przejdzie wielką metamorfozę i już nigdy nie doprowadzi do destrukcji i zniszczenia. Już nigdy nie będzie walczyć między sobą…

– Czy wiemy kto nas uratował?

Nieśmiało spytała kobieta siedząca blisko sceny.

– Tak. Niestety mogę powiedzieć tylko tyle, że są to cywilizacje o wiele potężniejsze od ziemskiej. Ich poziom wiedzy pozwala na władanie energią wszechświata. Na działania, których nie rozumiemy. Z jakiegoś powodu musimy być im potrzebni skoro zdecydowali się nas uratować. Być może do wprowadzenia równowagi na planecie, jakiej jesteśmy częścią. W przeciwnym razie poczekaliby do śmierci ostatniego z ludzi z jej oczyszczeniem. Może ciekawi ich, co zrobimy po latach wypełnionych strachem, wojnami i śmiercią.

– A jeśli to kłamstwo i są inni ludzie, którzy teraz tak jak my odpoczywają, aby znów stanąć do boju o władzę? Mężczyzna wstał czekając na odpowiedz.

– Nie. Macie moje słowo, że nie ma nikogo poza nami. O tym, że wyjdzie słońce, a deszcz wypłucze truciznę – powiedziałam wam na ostatnim spotkaniu. Tak się stało. Teraz najważniejsze jest, żebyśmy mieli siły, aby dbać o siebie i plony, jakie pomogą nam się odrodzić. Nasze ciała nie wrócą do dawnej sprawności, ale mam nadzieję, że kolejne pokolenia będą zdrowe, silne i mądre.

– Kiedy możemy wyjść na powierzchnię?  Podekscytowany Geri zdobył się na odwagę.

– Za kilka dni. Jak tylko będę pewna, że nic nam nie grozi. Ziemia musi trochę przeschnąć. Teraz gdy świeci słońce nie powinno to trwać długo. O tym, że jest bezpiecznie poinformują was moi zwierzchnicy.

– Jak wygląda słońce? – Nietypowe pytanie padło z końca bunkra.

Kobieta uśmiechnęła się. Chwilę milczała, po czym wyszeptała cicho.

– Cudownie… Po prostu cudownie…

 

*

koperatomasz1-570x417