Kiedy  z początkiem 2029  Najwyższa Rada Kontroli postanowiła o całkowitym wyłączeniu Internetu, zapanował chaos. Po wielu latach licznych międzynarodowych debat na temat wyeliminowania globalnej pajęczyny z życia społecznego i zawodowego, Rada wydała wreszcie oświadczenie. Ze skutkiem natychmiastowym wszystkie urządzenia pozwalające na korzystanie z niej, ulegną zniszczeniu. Ludzie pozbawieni komunikatorów i elektronicznej formy informacji wyszli na ulice. Nie wierzyli, że po ćwierćwieczu od powstania mediów społecznościowych, oraz po spektakularnym sukcesie i rozwoju komputeryzacji, może nastąpić koniec. Odcięci od przyjaciół, gwiazd, fanów, czy wrogów wpadli w panikę. Rozwścieczone tłumy protestujące na wszystkich zakątkach ziemi, domagały się przywrócenia łączności. Od teraz ludzkość miała powrócić do telefonii komórkowej, jedynie pozwalającej na bezpośrednie rozmowy, oraz informacji dostępnej za pośrednictwem radia i telewizji podlegającej również Najwyższej Radzie. Wszelkie przekazywanie informacji miało się odbywać za pośrednictwem realnych spotkań oraz osobistemu przekazywaniu zgromadzonych informacji, czy materiałów. Oczywistym stało się wydłużenie pewnych procesów zawodowych jak i komunikacyjnych, jednak Rada postanowiła przekazać ogromne dofinansowanie dla wszystkich mieszkańców globu, za niedogodności, z jakimi będą musieli się zmierzyć. Każdy zatem chętny obywatel w ramach zadośćuczynienia, jeśli przedstawił program swoich nowych działań, czy spotkań, dostawał na to odpowiednie fundusze. Przykładowo, wszyscy pracownicy, których dotychczasowe obowiązki polegały na zdobywaniu klientów przez sieć, otrzymywali darmowe auta i fundusze na ich utrzymanie, aby móc nadal do nich docierać. Zwolennicy gier internetowych po przedstawieniu podania, z uwzględnieniem harmonogramu zainteresowań – otrzymywali pakiety na uprawianie wybranych sportów. Powstały również pakiety dla podtrzymania relacji towarzyskich. Zapewniały one możliwość wejścia do restauracji, czy kina za ich okazaniem.

Mimo licznych protestów, a nawet gróźb w kierunku władzy, nic nie wskazywało na to, że postanowienie Rady zostanie cofnięte…

 

*

Przy wielkim szklanym biurku, w przestronnym gabinecie wypełnionym drewnianymi regałami, siedziała młoda kobieta, pochłonięta zapisywaniem kolejnych karteczek. Każdą z nich starannie układała obok już zapisanych po lewej stronie blatu. Kiedy po odłożeniu ostatniej sięgnęła po kubek z zimną herbatą, zadzwonił telefon. Na małym monitorze widniał jedynie numer i przypisane do niego nazwisko ,,Kowalski’’.

–  Maria Lem, tak słucham – powiedziała powoli, niezwykle miękkim i kobiecym głosem.

– Dzień dobry pani Mario, tu Zbyszek Kowalski. Czy istnieje możliwość spotkania w  tym tygodniu, abyśmy uzgodnili plan dostaw na następny miesiąc. Co prawda mamy jeszcze trochę czasu, dopiero złożyliśmy zamówienia na obecny, ale zawsze chciałbym mieć w rezerwie kilka dni, skoro teraz komunikacja nieco nam zwolniła, za zaleceniami Władzy.

– Oczywiście panie Zbyszku, ja również wolę zrobić to możliwie najszybciej w nowych okolicznościach – po obu stronach słuchawki rozmowę przerwał krótki serdeczny śmiech.

– Proszę sekundkę poczekać, sprawdzę harmonogram spotkań na przyszły tydzień. – kobieta przysunęła laptopa w swoją stronę, po czym przez chwilę przeglądała strony z długimi tabelkami. – A co pan sądzi o czwartku koło południa?

– Już, tylko zerknę w swoje zobowiązania. O tak! Zdecydowanie i mi pasuje!! A zatem wprowadzam nasze spotkanie do aktualizacji planu tygodnia. Podjadę do pani biura punktualnie w południe uwzględniając panujący ruch na drodze. Od kiedy wszyscy pracownicy posiadają służbowe tesle, czas dotarcia z miejsca na miejsce nieznacznie się wydłużył. Serdecznie zatem pozdrawiam i miłego dnia pani Mario.

– Wzajemnie i do zobaczenia. – kobieta po zakończeniu połączenia jeszcze jakiś czas wpatrywała się w storczyki ustawione na parapecie okna, delikatnie się uśmiechając.

*

W gmachu telewizji publicznej panował hałas. Wszystkie korytarze były zatłoczone. Mnóstwo ludzi przemierzało je szybkim krokiem, jakby wszyscy byli spóźnieni. Poniekąd tak było. Od pierwszego dnia bez internetu wszystkie stacje przechodziły piekło. Informatorzy, dziennikarze, policja, urzędy – wszyscy bez wyjątku musieli dostarczyć informacje, za pośrednictwem nośników elektronicznych, bądź osobiście.

Prawdziwe dantejskie sceny odbywały się jednak pod gabinetem dyrektora programowego. To od niego zależało zatrudnienie do programów osób, generujących obecność największych reklamodawców. Pod drzwiami czekało kilkadziesiąt osób, w większości kobiet, które jakby umówione, przybyły w strojach mających za zadanie więcej odkryć niż zakryć, a bynajmniej nie tu pretendowało się do erotycznych show. Co poniektóra z nerwów wyrwała sobie kępkę doczepionych włosów, inna mrugała bez przerwy sztucznymi rzęsami, wydymając plastikowe ustka. Było ich bardzo wiele, ale zadziwiało uderzające między nimi podobieństwo. Jakby 60 sióstr nagle dotarło na rodzinną wigilię. Te same rysy twarzy, te same usta, policzki, włosy, biusty, pośladki. Inwazja klonów opanowała korytarz telewizji. Nagle wielkie, drewniane drzwi zostały otwarte przez obsługę i wybiegł z nich zapłakany mężczyzna w różowych rurkach.

– Kto z państwa następny? – beznamiętnie zapytał właściciel ogromnego ciała w drzwiach.

– Ja – szepnęła cicho drobna blondynka i mimo ogromnych szpilek, szybciutko wdreptała do środka.

W gabinecie czekał na nią Dyrektor programowy, doskonale znany wszystkim oczekującym na korytarzy desperatom.

– Dzień dobry pani Goniu, proszę spocząć i powiedzieć w czym mogę pomóc.

– Dzień dobry Dyrektorze – wyszeptała i usiadła na przygotowanym dla petentów miejscu, stojącym obok fotela zajmowanego już przez mężczyznę.

– Zaproponowałbym wody, ale to po redukcji stanowiska wodzianki od przewrotu, wydaje się to mało stosowne. Niestety po zniknięciu mediów społecznościowych widzowie zadecydowali o zbędności takich etatów w TV. Przejdzmy więc do sedna pani dzisiejszej wizyty.

– Drogi panie Dyrektorze, no właśnie ja w tej sprawie. Od kiedy nie jestem w stanie reklamować swoich wdzięków przy pomocy social mediów nie mam żadnych zleceń. Stałam się przezroczysta. Powoli zaczyna mi brakować środków na pokrycie zobowiązań. Może jest jakiś program, który mogłabym poprowadzić?

– Hmmm. Pani Goniu, niestety sama pani widzi co się dzieje za drzwiami. Ten przewrót miał poniekąd takie zadanie, aby sztucznie kreowany świat zniknął, a ludzie wrócili do tradycyjnej komunikacji. Promowanie teraz pani nie wchodzi w grę. Setki aktorów i innych celebrytów spotkał pani los. Bazowaliśmy jedynie na kolorowych ustawkach, a ja muszę zgodnie z wytycznymi Rady, promować odmienny wizerunek.

– Więc nie ma nadziei, że to się wkrótce zmieni??? – kobieta ze łzami w oczach skubała wykończoną zieloną koronką krótką spódniczkę.

– Ależ oczywiście, że się zmieni. Niestety nie tak, jakby szanowna pani sobie życzyła. Przykro mi. Sam mam związane ręce, ale i może to i lepiej. Do widzenia.

Kobieta bez słowa, opuściła gabinet i wymaszerowała przez otwarte już dzięki uprzejmości obsługi drzwi.

*

W ciepły, kwietniowy poranek na stadionie miastowym, kilkunastu młodych mężczyzn czekało na trenera. To na dzisiaj został wyznaczony początek kursu aktywności ruchowej, specjalizującej się w sztukach walki dla byłych graczy sieciowych.

Żaden ze zgromadzonych chłopców szczególnie się nie wyróżniał. Czy z nieśmiałości, czy niechęci wszyscy milczeli. Punktualnie o 10 na boisko wbiegł wysoki blondyn, kierując się do grupy kursantów.

– Wstańcie proszę wszyscy i podejdzcie do mnie – powiedział niskim głosem i skinął głową w miejsce zbiórki.

– Jesteśmy tu, bo wyraziliście chęć poznania sztuk walki nieco innych, niż na konsolach, czy klawiaturach. Czy któryś  z was uprawiał wcześniej jakiś sport? – trener lustrował zebranych chłopców uważnym spojrzeniem. Niestety odpowiedziała mu cisza.

– Nikt? Nic? – ponownie żaden z chłopców się nie odezwał.

W takim razie zaczniemy od podstaw. Na początek proszę za mną przejść szybkim krokiem dwa okrążenia. Jeśli komuś się zrobi niedobrze, niech zrobi przerwę. Ruszamy!

Bez słowa kilkunastu mistrzów walk w sieci ruszyło za swoim nowym Wiedzminem.

 

*

Mariusz siedział od kilku dni wpatrując się apatycznie w monitor. Komputer służył teraz jedynie do zapisywania danych, gromadzenia zdjęć, czy tekstów. Żadnych wyzwisk na portalach. Żadnego brylowania w społeczności. Nic. W radio i telewizji nagminnie reklamowano wszelkie ,,poza komputerowe’’ aktywności prześcigając się w preferencyjnych warunkach w razie uczestnictwa. Mężczyzna nie miał jednak na nic ochoty. Ostatnie 20 lat spędził w sieci. Miał tam swoje życie, stanowisko, pozycje. Gnębił debili, wyzywał od kłamców i oszustów kogo popadnie. Był kimś. Miał poczytność. Ludzie lubili jego sensacyjne informacje, na które od jakiegoś czasu, zaczynało brakować mu już pomysłów. No bo ile można mieć randek z miss, czy kupić samochodów. Ile sportów ekstremalnych opisać i ile czerpać z Wiki, popisując się nie swoją wiedzą. To wszystko jednak runęło z dnia na dzień. Od czasu przewrotu nikt do niego nie zadzwonił. Nikt nie zapukał. Ba, nikt się nawet do niego nie odezwał. Ponieważ zakupy przez Internet były również niemożliwe, wyjście do sklepu na dół, było jego jedynym kontaktem z ludzmi, ale tam nie ośmieliłby się kogoś wyzywać jak miał w zwyczaju przez komputer, bo pewnie nie uszłoby mu to płazem. Bał się więc odezwać, bo raczej nie potrafił być ani miły, ani uprzejmy. Jedynie co mu przychodziło do głowy do zeszmacenie kasjerki, czy rozkładającego towar. Przecież on zrobiłby to tysiąc razy lepiej  a te…     no właśnie… nie potrafił się komunikować w inny sposób…

*