Łysiejący, spocony mężczyzna, szedł różowym, długim korytarzem. Na każdej ze ścian znajdowało się po 6 turkusowych ościeżnic, z tą samą ilością skrzydeł wejściowych. Właściciel znoszonych sandałów, dobranych do frottowych skarpet, mijał kolejne z 12 drzwi i przy każdych pokracznie przystawał, czytając informacje wygrawerowane na metalowych tabliczkach.

– Narkotyki miękkie. – nie to nie tu. – Sapał. – Twarde? Też nie. Sexoholicy? Boże Broń! Uzależnieni od zakupów. Matko święta…

Dalsze mijane tabliczki zawierały opisy – ,,medycyna estetyczna, implanty, plastyka genitaliów, hazard, alkoholicy… strony WWW” – o!! Wreszcie!! – krzyknął mężczyzna i nacisnął klamkę, aby dostać się do środka. W sali panowała cisza. Siedem siedzących na siedzeniach osób, spojrzało na niego z politowaniem i irytacją.

– Wreszcie! Czekaliśmy na pana!! Ileż można się spóźniać! Niechże pan wreszcie siada i da nam zacząć! – pieklił się właściciel filigranowego ciałka o wąziutkich ramionkach.

– eeee… Przepraszam. Jestem tu pierwszy raz. Nie mogłem znaleźć sali. To się już nie powtórzy. Przepraszam…

– No dobrze. Są już wszyscy. Czekamy zatem na prowadzącą Wyrocznię.

– Kogo? zadając pytanie podciągnął jedną ze skarpet, która nieco opadła podczas długiego marszu.

– Wyrocznię. Tam. – skinął głową w lewym kierunku. – Na podeście w tej budce, pojawi się ktoś, kto prowadzi zajęcia. Ma zmieniony przez syntezator głos i nie widzimy postaci. Jej płeć, wygląd, wiek – wszystko jest tajemnicą, aby uniknąć hejtowania prowadzacego. A pan długo jest uzależniony?

– Paanie… wiele lat… ileż to ja razy już chciałem rzucić  to cholerstwo!! Gdyby to był alkohol, sex, hazard, ale padło na WWW, a to chyba największy z nałogów. Pan też tak ma?

– Eh kolego, ja to już sam siebie zacząłem oszukiwać. Ile to ja nicków narobiłem. Kim ja nie byłem. A im bardziej mi zarzucano, że siedzę tam non stop, tym bardziej udawałem, że ja to nie ja. Rozumie pan??

– Ba! Z pracy mnie wyrzucili, bo nie byłem w stanie wytrzymać pół godziny bez hejtowania! Na kiblu nie byłem w stanie opanować się z komentowaniem frajerskich zdjęć, a jelito grube tego nie lubi.

– Rozumiem. Niech pan weźmie plakietkę z numerem i przyczepi go w widocznym miejscu. Tu nie wolno mieć ani imion, ani ników, żeby potem tego nie wykorzystywać. Co sesje inny, wylosowany numer. Rozumie pan?

Rozmowę mężczyzn przerwała syrena oznaczająca nadejście wyroczni. Do budki przypominającą pradawną telefoniczną, umiejscowionej na katedrze sali – weszła postać w czapce pożyczonej od członka Ku Klux Klanu. Po chwili metaliczny głos przemówił.

– Witam zebranych na kolejnej sesji odwykowej od WWW. Zadanie z zeszłego tygodnia dotyczyło zmniejszenia ilości komentarzy z 137 do 110. Komu się udało?

Rękę podniósł najmłodszy uczestnik sesji. Nieco zawstydzony, szybko mrugał zaczerwienionymi powiekami.

– Opowiedz proszę numerze 6, jak ci się to udało – poprosiła Wyrocznia.

– Zapiłem.

-Słucham?

– Miałem 5 – dniowy ciąg i nie byłem w stanie pisać. Ot powód.

– Taki powód się nie liczy. Chodzi o świadomą rezygnację. Ktoś jeszcze? – osiem osób wpatrywało się w niedomytą posadzkę.

– Trudno. Jak widać nałóg trzyma was mocno. Musicie się mu przeciwstawić i wykazać wiele konsekwencji i cierpliwości. Wiecie doskonale jakie WWW przynosi spustoszenie. Nie macie rodzin. Znajomych. Zainteresowań. Właściwe całe wasze życie to obserwowanie aktywności innych, śledzenie postów i zdjęć. Zrezygnowaliście ze wszystkiego, aby nie przegapić ani jednego komentarza. Straciliście zdrowie niedojadając, źle się wypróżniając i niedosypiając. Mało ruchu, stres, wieczne wkurwienie i ciągłe napięcie – co przyniesie kolejny komentarz, czy fota – spustoszyło wasz system nerwowy i odpornościowy.

– Panie 1 – Wyrocznia zwróciła się do właściciela sandałów. – Pan po raz pierwszy? Co pana tu sprowadza?

– Eh… Właściwie to przymusowe leczenie, na jakie wysłał mnie znajomy psychiatra. Mieszkamy obok siebie. Jeśli czegoś nie zmienię i nie wyzwolę się ze szponów krwiożerczej WWW – zlicytują mi kawalerkę, którą dostałem od mamusi. To wszystko co mam. Jeśli ją stracę – będę musiał wrócić do rodziców, a tego nie chcę, bo oni nie pozwolą mi korzystać z komputera.

– Marna motywacja. Ile razy pan porzucał WWW i obiecywał, że pisze ostatni ostatni komentarz i nigdy nie wróci?

– … z kilkadziesiąt… – wyszeptał mężczyzna.

– A czemu pan wracał?

– Nie wiem. Nie potrafię istnieć bez krytykowania i śledzenia innych. To moje jedyne emocje w życiu. Nie pamiętam już innych… – mężczyzna zapłakał.

– No już dobrze, dobrze, niech się pan uspokoi.

– A pan panie 4. Radzi pan sobie z utratą followersów? Panie 4, słyszy mnie pan? Źle się pan czuje?

Mężczyzna w lenonkach siedział z zaciśniętymi pięściami i z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej purpurowy, aż z jego wąskich ustek wyrwał się piskliwy wrzask:

– NIE!!!!!!! Nie radzę sobie! Nie nie nie nie!!!

Mężczyzna rzucił się na ziemię i w dzikich konwulsjach zaczął się okładać po głowie pięściami. Zgromadzeni w Sali mężczyźni patrzyli na to bez żadnych emocji. Wyrocznia nacisnęła przycisk i rozległy się syreny. Dwóch ogromnych mężczyzn wbiegło do sali i w kilka sekund wrzeszczący okularnik zniknął.

– Drodzy państwo. Apeluję o rozwagę. Proszę o rozsądek. Wpadliście jak śliwki w kompot, ale zrobimy wszystko, a by ten nałóg opanować. Po to mamy ten odwyk i te spotkania, a szczycimy się ogromną skutecznością. Zadanie na za tydzień. Proszę po powrocie do domu się wylogować z mediów społecznościowych i na następnych zajęciach podać mi czas bez zalogowania. Wiem, wiem, że i tak będziecie się gapić co się dzieje, ale wtedy nie ma możliwości wyśmiewania i szydzenia. Powodzenia.

Syrena oznajmiła koniec spotkania. Siedem osób wyszło z sali bez słowa…

 

*

Jeszcze tylko 16 pięter i 5 metrów korytarza dzieliło go od drzwi wejściowych obskórnej kawalerki. Z niecierpliwością śledził kolejne cyfry mijanych kondygnacji.

Starał się stać w centralnym punkcie dzwigu, w jednakowej odległości od wszystkich ścian, które zbierały na sobie ślady złości i frustracji wielu mieszkańców.
Szybkim krokiem pokonał ostatnią odległość i za kilka sekund zniknął za brązowym drewnem bez judasza. Wreszcie mógł być sobą. Wreszcie nie musiał patrzeć na innych ludzi. Nie musiał udawać, że jest normalny. Zrównoważony. Zadowolony itd.
Do pójścia na odwyk zmusiła go przerażona matka. Miał 44 lata, a ostatnie 28 spędził sam. No może nigdy nie był jakoś specjalnie z nikim związany, ale od kiedy
odkrył WWW – nie liczyło się już nic więcej. Tylko to  miejsce było jego prawdziwym królestwem. Jedynie zmieniając strony WWW czuł się wolny, szczęśliwy i spełniony.
Mógł każdego dnia wypisywać bez końca o swoich licznych podbojach, zakupach, przyjaciołach… o dosłownie wszystkim. Cokolwiek dotarło do niego od innych ludzi – automatycznie przypisywał sobie. Był głównym bohaterem wszystkich historii. Był najmądrzejszy, najprzystojniejszy, najbardziej elokwentny, czarujący, bystry….  Był Bogiem!!
Musiał obiecać matce, że pójdzie na odwyk i postara się chociaż raz w tygodniu do niej zadzwonić, żeby nie zamęczała go insynuacjami, że jest gejem, czy innym zboczeńcem. Oczywiście, że nim nie był. W realu szybko wyszło, że ta osoba, która jest nim, za nic nie przypomina tej, która przekonuje cały świat o swojej wspaniałości. A to mu się bardzo nie podobało. Klawisze za to nie sprawiały żadnych kłopotów. Nie zadawały pytań, nie weryfikowały prawdy. Nie miały żadnych wątpliwości. Były niezmiennie czarne, cudownie podświetlone i absolutnie posłuszne. Zajęcie z odwyku było jasne – miał pozostać niezalogowany. Nic jednak nie mówili o tym ile kont ma pozostać nieaktywnych, a miał ich niezliczone ilości.
Wyciągnął granatowy notes w linie i przekartkował z 20 stron. Wreszcie wybrał jeden z nicków i wpisał hasło. Nie było go przy komputerze dobre 4 godziny. W tym czasie mogło zmienić się wszystko, a  on nie mógł sobie pozwolić na żadne zaskoczenie. Był mistrzem wyszukiwania haseł i prawie natychmiast potrafił odszukać to co było mu potrzebne. Kiedyś matka mu powiedziała, że takie sztuczki to już potrafią przedszkolaki. Bzdura!! Tylko on potrafił korzystać w wyszukiwarek i kopiować informacje niczym swoje myśli. Tylko on!
Za oknem śpiewały ptaki, świeciło słońce i te inne naiwne pierdolety, które chciały go rozproszyć i odebrać mu prywatność. Na szczęście odgradzała go od tego skutecznie gruba plandeka, którą 19 lat temu znalazł w parku.
W pisaniu o sobie doszedł do perfekcji. Potrafił dziennie wypisywać po 190 postów w licznych miejscach. Był niedościgniony. Czy matka nie widzi jaki jest genialny?? Przez jej chore wymysły – musi opuszczać swój ukochany azyl i wysłuchiwać jakich pojebanych frustratów, którzy nie potrafią zając się swoim życiem. On swoje zagospodarował idealnie.  Ma wszystko co potrzebuje. Jest tym kim chce być. Zasiłek starcza na 4 wizyty w biedronce w miesiącu. Tylko 4 razy opuszcza swój dom – chyba, że jest do tego kategorycznie zmuszony przez system lub coś na co nie ma wpływu. Tylko 4 x 12 – to liczba wyjść w całym roku. Stara się je skrócić do koniecznego minimum. Zakupy te same od lat. Nic mniej, nic więcej. Doskonale przecież wie czego potrzebuje.
Ooo – są! Czekają już sępy na niego. Popatrzył na statystyki, ostatnie komentarze i był gotowy.
,, O, jesteście debile. Uuuu ile postów, zdjęć, nowości. Napracowaliście się żeby spreparować te brednie. Ja? Co ja robiłem?? No jak co? Już pisze posta. Moment tylko ukradnę od kogoś jakieś odpowiednie materiały do zobrazowania. ,, Hej Kochani! Miałem jak zawsze cudowny dzionek. Trening z japońskim mistrzem Zen wypadł doskonale. Jestem w super formie. Po regeneracji w centrum odnowy biologicznej spotkałem się z dwoma modelkami. Obie są bardzo utalentowane i wyjątkowe. Odwiozłem je po lanchu swoim masserati do centrum na wywiady z prasą, a sam wróciłem do mojego nowoczesnego apartamentu tylko się przebrać w najnowszą stylówkę od Paprotka i Brzuzka, bo zaprosiła mnie do opery obiecująca piosenkarka jazzowa”…

*

Zanim poszedł spać, rozpiął klamrę sandałów, zsunął brudne obuwie i cisnął nim pod łóżko.  Skarpety frotte postanowił zostawić do soboty. Nie był pewny czy matka wpadnie zabrać pranie chociaż od 12 lat przyjeżdźała w południe. Zawsze w środę. Po umówionym sygnale domofonu, stawiał czarny worek obok windy. Matka nawet nie wysiadała. Wkładała brudne pranie do wózeczka z kerfura i powoli odchodziła z bramy na pobliski przystanek. Czyste i poprasowane rzeczy wracały w podobny sposób w piątek – również w południe.

Dziś na WWW wyjątkowo go wkurwili. Barany. Mają się za coś lepszego, a pewnie jak on siedzą teraz w brudnych skarpetach i napieprzają po klawiaturze, aż do nieprzyjemnego kłucia w zdrętwiałych opuszkach. Każdy się chwali co to nie on, a przecież nikt nie dorówna mu w obelgach i krytyce! Nikt nie może nawet zbliżyć się do jego wysublimowanych mistrzowskich zagrywek. NIKT! Oczywiście, że jest szczęśliwy!  Prowadzi życie o jakim marzył. Nie jest przecież frajerem, który dałby się oskubać nawet z czerstwej bułki! Nigdy! Żadna dupodajka nie jest godna, żeby na nią spojrzał. Przecież wszystkie kobiety są takie same. Bez wyjątku. Złe. Zepsute. Interesowne. Tępe. Nie ma co zresztą tego omawiać, bo ciężko je nazywać ludzmi z ich ograniczonymi i infantylnymi rozumkami. Tylko totalny debil wiąże się z czymś takim i jeszcze przekonuje innych, że to lepsza opcja od tego, którą on wybrał świadomie i celowo. Robi co i kiedy chce. Siedzi w rozciągniętych gaciach i nikomu nie przeszkadzają brudne gary, śmierdzące skarpety, czy przepocona pacha. Jest ponad to. No właśnie. Znów dzisiaj go prowokowali do zwierzeń. Że pewnie samotny, stary, gruby… że ciuchy jak szmaty ze śmietnika, że… ale debile!!! Piszą to pewnie z zazdrości. Co za pustaki. Gówno wiedzą o życiu, bo pewnie pół spędzili na szorowaniu podłogi za leniwą starą, pół wycierali nosy zdemoralizowanym gówniarzom, albo płaszczyli się w robocie, za jakieś marne grosze. Nie to co on. On ma wszystko pod kontrolą. Nie musi nikogo słuchać, nic robić, a jeśli ma ochotę, jego jedynym zajęciem, poza kiblem i lodówką – będzie uświadamianie tym mamlasom  jak są słabi i do niczego. Jak nic nie osiągnęli i jak nie mają o niczym pojęcia.

Ustawił budzenie co godzinę, żeby nic go nie ominęło. Tak, jest perfekcjonistą. Jest też silny i honorowy. Potrafi się poświęcać i nieustannie szkolić w nowych taktykach manipulacji, bo konkurencja nie śpi. Powoli pojawiają się klony, które chcą go zdetronizować. Co jakiś czas zjawia się kretyn, który myśli, ze zajmie jego miejsce. Bzdura! Po jego trupie! Nikt mu nie odbierze koszulki lidera. Nie ma szans! Jutro to idiotyczne spotkanie na odwyku. Korytarz i te pojebane sale z nałogowcami, którzy nie są w stanie panować nad swoimi marnymi wegetacjami… Dno. Kompletne dno…

 

*

Nagle nadejście maila wyrwało go z trybu stend baj, w jakim się na moment zawiesił. Opasłe, zmęczone jednostajną pozycją ciało starało się sturlać z fotela, ale i na takie sytuacje był przygotowany. Szeroki, wojskowy pas służył mu do utrzymania pozycji siedzącej. Jak tylko pośladki minimalnie opuszczały stanowisko, a stopy odziane w  przepocone skarpety frotte sunęły pod stolik po śliskim linoleum – natychmiast pasek łączący jego ciało z oparciem fotela wrzynał się żebra pod gruczołami piersiowymi.

Zamrugał oczami. Zlokalizował myszkę. Wyprostował ciało i spojrzał w odebrane wiadomości. Jedna z nich czekała na odczytanie.

,,Szanowny Spocony Rychu 78. Przepraszam, że nie przez portal, ale chciałam uniknąć niepotrzebnych drwin i złośliwych komentarzy. Poza tym pewnie też wolisz się nie ujawniać. Mój Nick to Pysia128. Ostatnio czytasz wszystkie moje posty. Dużo komentujesz a i ja wróciłam na ciebie uwagę. Jeśli chciałbyś bliżej mnie poznać – czekam na kontakt. Pozdrawiam. Pysia128’’.

– O kurwa! – zaklął. – Znów prowokacja!!  Nic z tego frajerzy. Nie dam się nikomu wydymać. Chwilę zastanawiał się, czy nie wcisnąć dilejt i nie zapomnieć o idiotycznej informacji, ale postanowił sprawdzić ostatnie posty rzekomej Pysi, która zapragnęła zakłócić jego ład i spokój. Odpalił portal WWW. Wszedł na konto o podanym Nicku i zaczął tropić. Data założenia konta. Posty. Komentarze. Plusy. Minusy. Buźki, dosłownie wszystko. Osoba o nicku – Pysia128 pojawiłam się na portalu jakieś 11 lat temu. Faktycznie pisała na tyle interesujące posty i teksty, że czasem starał się zagaić jakaś dyskusję. Niestety wielokrotnie został wyrwany z jej strony i zmuszony do prowadzenia wojny o losy świata i przyszłość galaktyki. Wtedy wszelkie inne rzeczy schodziły na plan dalszy, a on jak Zorro, Spajder, czy inny bohater, ratował honor, dobre imię i jakiekolwiek wartości moralne.

Pysia – kimkolwiek była – bo zawsze podejrzewał, ze takie nicki to przykrywka dla dewiantów, seksoholików i innych tchórzy, którzy ukrywali swoje prawdziwe zamiary – pisała poprawnie. Nie robiła za wielu błędów. Wykazywała się umiarkowaną logiką i dość bezpiecznymi dialogami. Nie napastliwymi. Nie agresywnymi. Mógł nawet je określić jako ciepłe i serdeczne, ale wiadomo, że takie formy komunikacji mają drugie dno.

Po kilku godzinach miał już jasność z kim ma do czynienia. Zanim wrzucił do piekarnika pizze XXL z podwójnym serem i poszedł ,,poczytać’’ do wc  z przepaloną żarówką – wpisał na klawiaturze jedno zdanie.

,,Nie ze mną takie numery Pysia’’.

Chwilę wpatrywał się w monitor poczym wybrał sprawdzoną stronę XXX i rozpiął spodnie.

*

Na kolejne spotkanie z numerami w klinice umył zęby, przebrał skarpety i wyszedł pół godziny wcześniej. Tak jak precyzyjnie skalkulował, pojawił się przed drzwiami z tabliczką WWW – 6 minut przed czasem. W sali siedziało trzech mężczyzn. Wszedł do środka, wybrał numer i usiadł naprzeciwko drzwi, żeby dokładnie przyglądać się wchodzącym uzależnionym. Po nim przybył chudy małolat ubrany w za duże rzeczy i umięśniony goguś, który musiał na bank chodzić 3 x w tygodniu do solarium, aby zachować stały odcień brązu.

– Panie 4, przepraszam, że zaczepiam, ale czy nie zastanawiał się pan dlaczego nie ma między nami kobiet? Jestem tu 132 raz i nigdy nie zdarzyło się, aby w tej sali znalazła się jakaś dama. Zauważył Pan? Panie 4…?

Popatrzył na kolesia, który z sąsiedniego krzesła starał się zagaić szeptem. Śmierdziało mu z ust. Czerwone dłonie z poobgryzanymi paznokciami nerwowo skubały pogniecione na udach spodnie.

– Nie wiem. Jestem tu drugi raz i szczerze powiedziawszy niewiele mnie to obchodzi. Pewnie żadna z nich nie potrafi wykazywać zainteresowania niczym innym poza robieniem głupkowatych selfi, upokarzającymi przebierankami i innymi idiotyzmami, które nie wymagają ani męskiej logiki, ani konsekwencji.

-Hmmm… Może ma pan rację. Faktycznie, żeby trafić na odwyk od WWW trzeba poświęcić praktycznie wszystko. Pozostają tylko czynności fizjologiczne, a i tak pewnie najwytrwalsi i w ich ograniczeniu  doszli do perfekcji. Moja była żona potrafiła godzinami nieznośnie ględzić o niczym, krytykować moje zajęcia, sama nie mając żadnego. Pogoniłem ją i wreszcie odżyłem. Człowiek nie jest stworzony do niewolniczego małżeństwa. Ta zabawa w dom nie ma sensu. Ot farsa, na potrzeby społecznej akceptacji.

– I jeszcze te debilizny o miłości i wierności! – 4 wyraźnie się ożywił.  – Zna pan jakiś związek, gdzie kobieta i mężczyzna się dogadują? Przecież to całkiem inne gatunki!

– Sugeruje mi pan, że jesteśmy w stanie dojść do porozumienia jedynie w obrębie własnych płci? – Czerwone dłonie zamarły, a małe, wyłupiaste oczka skupiły się na ustach 4, z którego miała paść zaczarowana odpowiedz.

– Eeeeee. Coś pan! Ja nie z tych! – Żachnął się i wyprostował na swoim krześle. – Chodziło mi bardziej o możliwość dyskusji. Sprawa aktywności seksualnej nie obejmuje ważnych obszarów mózgu. To tylko zwierzęcy popęd. Nic nie warta strata czasu, na wzajemnej kopulacji. Mnie to nie interesuje. Prawdziwe życie to wyższe cele. Wszechstronna wiedza, a poza tym umiejętność wykorzystywania posiadanych informacji. To magia, która wymaga całkowitego oddania. Wyobraża pan sobie, że z żoną przy wspólnym  ciamkaniu przypalonego kotleta, poruszy pan jakiś temat istotny dla naszej cywilizacji??!

Cisza była dla niego odpowiedzią. Rozmowę też ostatecznie zakończyła syrena, oznajmiającą przybycie do budki Wyroczni.

– Witam wszystkich zebranych na kolejnym spotkaniu terapeutycznym od WWW. Czy ktoś chciałby opowiedzieć o swoim sukcesie? Ile udało się wytrzymać od agresywnych napaści na pozostałych użytkownikach? A może ktoś znalazł inne zajęcie, pasje, czy kontakt z drugim człowiekiem? – Metaliczny głos zadawał pytania równym, denerwująco monotonnym i nienaturalnym tonem.

– Nikt? – Wyrocznia nie dawała za wygraną. – W takim razie proszę opowiedzieć o tym co pan robił przez ostatnie 72 h, panie 2.

Zebrani mężczyźni lustrowali swoje numerki. Na koszulce z grafiką twarzy Putaka widniała Dwójka. Chłopak wyraźnie speszony szukał pomocy u pozostałych, ale Wyrocznie była nieludzko bezwzględna dodając – tak pan, panie 2. Pan!

– Byłem zalogowany cały czas. Z 72 ostatnich godzin 66 spędziłem na gnębieniu kibiców reprezentacji piłki nożnej. Nie daruje patałachom tej kompromitacji!! Każdego kto będzie bronił tych sprzedajnych reklamodawców – uznaję za zdrajcę! Nie ma wytłumaczenia na to co się stało. Byłem oddany swojej drużynie. Sam spędziłem na boisku kilka lat i nie pogodzę z tą hańbą! Nie byłem w stanie się wylogować z WWW, aby nie pominąć żadnego usprawiedliwiającego komentarza! Na pohybel każdemu kto nie ma w sobie sportowego ducha!

– Czemu więc realny sport zamienił pan na uzależnienie od WWW? – Wyrocznia kolejnym pytaniem atakowała zwolennika  rozmiarów odzieży XXXL?

– Kontuzja kolana wykluczyła mnie z aktywności fizycznej na rok. Poznałem wtedy siłę sieci i już nigdy nie wszedłem na murawę. – Te słowa wypowiedział z uderzającą szczerością i smutkiem, która zaciekawiła wpatrzonych w niego mężczyzn.

– Nie może pan wyłączyć komputera i wrócić do kolegów?

– Nie! Nie mam już kolegów! Nie mam nikogo poza WWW. To moje całe życie, dlatego chcę, aby było ono pozbawione kłamstwa i zła! Jeśli drużyna zawodzi musimy sprawiedliwie ją ocenić. Nie można akceptować tego jak się z nas kpi! Nie wolno popierać czynów, które sprawiają, że umiera piłka nożna. To sport dla wojowników i herosów. To dyscyplina stworzona dla prawdziwych mężczyzn!!

Wzburzony chłopak stawał się coraz bardziej czerwony na twarzy, aż wreszcie wybuchnął płaczem, którego się wszyscy spodziewali.

– Komentarze i opinie kibiców nie mają za wiele wspólnego z tym co się działo na boisku. – Metaliczny głos starał się uspokoić rozhisteryzowanego młodzieńca.             – Niech to będzie lekcja dla wszystkich. Real to świat, który z siecią nie ma nic wspólnego –  ciągnęła dalej swój wywód Wyrocznia

– Nic bardziej mylnego! –  Krzyknął 4 i wstał z krzesła, aby podbić znaczenie swojej wypowiedzi. – Internet i żywa rzeczywistość to światy, które nie będą już nigdy bez siebie istnieć! Połączyliśmy je na zawsze! Nieodwracalnie! Dłużej nie mogę słuchać tych bredni! Popatrzcie na siebie. Każdy z nas marzy tylko o powrocie do magicznych pudełek, w których żyjemy, czujemy i jesteśmy sobą!

Chłopak krzyczał dalej, jednak spocony właściciel skarpet frotte opuścił salę. Biegł tak szybko na ile potrafił się poruszać, aby jak najszybciej zostawić za sobą tych popierdoleńców i wrócić do jedynego znanego świata, jaki czekał na niego na zagraconym niepotrzebnymi manelami i resztkami jedzenia biurku. Czy 4 miał rację? Nie, oczywiście, że nie. Realny świat dawno umarł i nic poza WWW nie ma już większego znaczenia…

*