Kobieta obudziła się dokładnie w momencie,  kiedy pierwszy promień sierpniowego słońca minął horyzont wspinając się coraz wyżej. Wczoraj w dzienniku zapowiadali ostatni upalny dzień lata. Cztery miesiące wysokich temperatur zmęczyły mieszkańców rozgrzanego, suchego miasta. Rozejrzała się po pokoju. Była sama. Powoli wstała i podeszła do okna. Na zewnątrz też nie było nikogo. Wszyscy jeszcze spali. Wszyscy jeszcze spali. Wzięła z poduszki pluszowego misia w dłonie i szepnęła.

– Muszę działać. Nic mnie już nie powstrzyma. Nie mogę cie zabrać z sobą. Żegnaj.

Wychodząc zabrała z wieszaka, przykręconego na drzwiach, białą, męską koszulę. Ubrana jedynie w bieliznę, przeszła powoli długi korytarz, starając się nie szurać zniszczonymi klapkami. Na półpiętrze zamknęła się w łazience, w której wczoraj po kolacji ukryła jednorazową maszynkę. Pospiesznie ogoliła głowę, nogi, ręce i pachwiny. Pozbyła się wszystkich włosów. Nie były jej do niczego potrzebne. Zanim wyszła z budynku założyła koszulę sięgającą jej do połowy uda. Z komody w sieni zabrała papierosy i zapalniczkę. Po chwili szła szybkim krokiem w stronę miasta. W oddali widziała wysokie, połyskujące w słońcu szklane tafle wieżowców. To w nich są ci, którzy tyle razy ją zabili. To w nich ukrywają jej dzieci. Odebrali jej wszystko co miała. Musi odzyskać dzieci i swoje dawne życie. Ukarać winnych.

*

Kobieta szła chodnikiem paląc kolejnego papierosa. Co jakiś czas jakiś przechodzień patrzył na jej ogoloną głowę, bądź nietypowy strój. Na światłach kilka metrów przed nią stał samochód, który doskonale pamiętała. Podeszła bliżej. Za kierownica siedziała młoda blondynka w chabrowym sweterku. Wzięła kamień z rabatki przy ulicy i wbiegła przed samochód, uniemożliwiając mu przejazd. Uzbrojoną dłonią zaczęła okładać auto z całych sił po masce i szybach wrzeszcząc:

– Ty suko! I co teraz?! Pamiętasz mnie? Zginiesz tak jak ja! Spotka cie ta sama kara! Tylko moje błogosławieństwo mogło cie uratować, ale nie zasługujesz na to. Na znak krzyża zdychaj jak ja. Patrzyłaś na mnie jak leżałam zakrwawiona na ulicy. Zabiorą ci teraz dzieci jak mnie suko!

Przerażona kobieta za kierownicą szukała pomocy u kogokolwiek. Była 10.30. Słoneczny dzień ostatniego tygodnia wakacji. Ruchliwe skrzyżowanie jednej z prestiżowych dzielnic. Pozostali użytkownicy drogi odwracali wzrok, jakby gdzie indziej działo się coś niezmiernie ciekawego. Blondynka wycofała auto i wyminęła rozwścieczoną pieniaczkę. Kilka ulic dalej, stanęła na poboczu wybierając drżącymi palcami 112.

 

*

– 13 komisariat policji. Słucham.

– Chciałabym zgłosić napaść i próbę uprowadzenia dziecka. Proszę złapać tę kobietę! Ona jest niebezpieczna! Ona weszła na teren przedszkola i chciała uciec z moim dzieckiem! Ona..

– Rozumiem. Proszę o adres. Jest pani w tym przedszkolu?

– Tak. Jestem w sekretariacie z dzieckiem. 56 przedszkole na Bielanach.

– Proszę się uspokoić. Już wysyłamy patrol.

 

*

 

Boże jak gorąco. Pić mi się chce. Papierosy się kończą. Miałam wiele dzieci. Gdzie one teraz są? Zginęłam w wypadku samochodowym. Zostałam uduszona. Ile razy umarłam? Byłam młoda i stara. Czy idę w dobrym kierunku? Co chwilę coś mi przeszkadza. Spotykam samych wrogów, którzy pozbawili mnie wszystkiego. Oby spotkała ich kara. Muszą odpowiedzieć za to co mi zrobili. Byłam przecież taka szczęśliwa. Miałam cudownego męża. Dobrą pracę. Jeździłam dużym samochodem. Gdzie to wszystko jest? Gdzie jest mój dom? Czemu wszystko mi się miesza? Tyle zła w koło. Samo zło. Muszę wreszcie zrobić z tym porządek. Nie wolno im dłużej mnie dręczyć. Chce odzyskać to co mi odebrali. Nic więcej. Te samochody to dzieło szatana. To takie niewinnie wyglądające narzędzia diabła. Nie wolno im się tak bawić. Nie wolno tak zabijać!

*

–  Stołeczna komenda policji.

– Dzień dobry. Chciałbym zgłosić zdemolowanie kilku aut przy Sobieskiego. Szła ulicą i chodnikiem kobieta. Rzucała w auta doniczkami, które stały przy sklepie ogrodniczym. Potem wzięła jakiś pręt z trawnika i powybijała szyby, zniszczyła karoserię wielu aut.

– Jak wyglądała?

– Była ubrana w białą koszulę. Chyba była łysa, albo bardzo krótko obcięta. Poszła dalej kierując się w stronę centrum.

– Zgłoszenie przyjęte. Wysyłamy patrol.

Mężczyzna w mundurze odłożył słuchawkę i sięgnął po papierowe ręczniki, aby wytrzeć krople potu spływające z czoła.

– Marian. Wyślij kolejny patrol na Sobieskiego. To już 7 zgłoszenie od rana dotyczące jakiejś starej, łysej wariatki. Piątek. Korki. Kolejny raz dotrzemy spóźnieni ponad godzinę na miejsce, a nikt nie potrafi zatrzymać tego babska. Z drugiej strony się nie dziwię. Zatrzymaj takiego popaprańca, który cię może zabić butelką z chodnika.

– Co zrobisz Zdzichu. Coraz więcej szajbusów biega po ulicach. Pamiętasz jak w zeszłym tygodniu odwieźliśmy do wariatkowa prezesa największego w kraju banku, któremu się wydawało, że jest wieloma osobami? Biegał po piętrach biurowca i kazał ludziom uciekać, bo spotka ich to co jego. Co oni ćpają człowieku. Bogaci z nadmiaru kasy świrują, bezdomni bo jej brak. Co za czasy…

*

Dwóch młodych policjantów jechało radiowozem na sygnale do zgłoszonego wypadku. Nagle na drogę przed ich radiowóz wybiegła krzycząca kobieta. Ledwo wyhamowali.

– Panowie. To tutaj! Tutaj!

– Jak tutaj. My jedziemy do wypadku. To kilka ulic dalej. Proszę odejść.

– Ale ja wezwałam policję. To nie wy?

– My jedziemy do wypadku z udziałem rowerzysty.

– Ale musza mi panowie pomóc bo ona ucieknie. Napadła na mnie kobieta. Poszarpała mi ubranie. Biła po głowie i całe auto mam zdemolowane. Właśnie poszła teraz tam. Musimy ja natychmiast znaleźć i zatrzymać inaczej ucieknie!

– Proszę wsiadać. Szybko do tyłu. O Już. Gdzie mamy jechać?

– Do ronda! Tam! I w lewo. O tak idzie! Jest!

– To ta w białej koszuli?

– Tak. To ona.

*

Kobieta siedziała w radiowozie, a dwóch, dobrze zbudowanych mężczyzn rozmawiało na zewnątrz z kilkoma osobami. W pewnym momencie otworzyli przesuwane drzwi auta i jeden z nich spytał.

– Jak się pani nazywa?

– Ja? Różnie. Może pan do mnie mówić jak chce. Pamięta mnie pan?

– Niestety nie. Ile ma pani lat?

– 1164.

– Rozumiem. Brała pani jakieś leki? Leczyła się pani gdzieś.

– Leczyłam w wielu miejscach. Zabrali mi dzieci. Pamięta pan?

– Czy ktoś pani ogolił głowę siłą czy sama pani to zrobiła.

– Sama. Widział pan kiedykolwiek inne cywilizacje z włosami?

– Gdzie pani mieszka?

– Nie wiem. Miałam domy, też jeździłam samochodami, miałam dobra pracę. Dzieci. Chłopaka. To pan nim jest? Pamiętam jak tańczyliśmy niedawno w jakimś klubie. Ściągałeś ze mnie ubranie. Rozebrać się teraz? Zatańczyć ci jak wtedy?

Kobieta zrzuciła koszulę na podłogę radiowozu. Pod spodem miała jedynie brudną bieliznę, którą usiłowała z siebie zsunąć, próbując niezdarnie improwizować taniec. Mężczyźni założyli grube, czarne rękawice i weszli do środka.

Skuli kobietę kajdankami i posadzili na jednej z ławek przykrywając ją biała koszulą i czekając na specjalistów z kaftanem.

*

Siwy mężczyzna, siedział w drewnianym gabinecie, wypełnionym niezliczona ilością książek na każdej ze ścian. Palił powoli ulubione cygaro, patrząc na obraz zawieszony obok kominka. Z rozmyślań wyrwał go nieoczekiwany telefon. Skrzywił się, ale wiedział, że musi odebrać od właściciela numeru, który się pojawił na wyświetlaczu.

– Słucham.

– Profesorze Berg. Mamy problem. Przywieźli kolejną kobietę, która twierdzi, że przeżyła wiele żyć i ma jak ten bankowiec z zeszłego tygodnia ponad 1000 lat.

– Czy podaliście jej tak jak ustaliliśmy dopalacze?

– Tak. Ma w sobie ich tyle ile trzeba do odpowiedniego opisu w aktach po badaniach.

– Dobrze. Zatem proszę postępować tak jak ustaliliśmy, a potem jak pozostałych przywieźć do mnie na dyskretną utylizacje. Jak widać i ten osobnik zawiódł mimo, że przeszedł wstępną weryfikację. Dostałem raport od naczelnika policji o jej dzisiejszym spacerku. Straszna z niej gaduła. Może faktycznie miała za skomplikowaną drogę reinkarnacji. Tak czy inaczej będziemy szukać dalej osób, które sprostają ICH wiedzy i oczekiwaniom. Potrzebujemy reprezentantów, który poprowadzą ludzkość dalej.

– Oczywiście profesorze. Wszystkiego dopilnuję jak zawsze.

– Droga Elzo. Dziś pełnia, a od jutra wreszcie zapowiadane ochłodzenie. Nasi przyjaciele do swoich eksperymentów z reinkarnacją potrzebują temperatury powietrza powyżej 30 stopni. To jednak źle wpływa na tych, którym zostały udostępnione poprzednie byty. Na razie jedynie ludzkie, co i tak sprawia sporo kłopotów z uporządkowaniem świadomości. Trzeba ich bardziej pilnować w upalne dni. Na szczęście dzisiaj nasi goście zakończyli pewien etap badań i wracają do siebie. Powiadomię panią jak dostanę kolejny spis wytycznych. Dobranoc.