Czterech przyjaciół, od wielu lat, spotykało się w każdy sobotni wieczór w nowoczesnym apartamencie Michała. Starali się tak ułożyć swoje obowiązki, aby nic nie zakłóciło tego cyklicznego rytuału. W swoim gronie czyli się swobodnie i naturalnie. Nie musieli nikogo udawać, nic odgrywać ani ukrywać. Znali się od dziecka. Wiedzieli o sobie wszystko. Lojalni, szczerzy, empatyczni i serdeczni. Z podobnymi zainteresowaniami, a przede wszystkim zasadami moralnymi, które były dla każdego z nich niezwykle istotne. Nie pili, nie ćpali, nie kłamali. Konsekwentnie odmawiali udziału w wyścigach szczurów. Starali się w miarę możliwości żyć poza systemem, który tak zniewalał  i ograniczał otaczających ludzi.
– Myślisz, że mam u niej szanse? – mężczyzna w za ciasnej koszulce z wizerunkiem religijnego guru, zadał pytanie gospodarzowi.
– A chciałbyś? Stać cię na więcej. Przecież ta panna poza odbiciem w lustrze niewiele dostrzega.
Chłopak skrzywił się z niesmakiem jakby tematem rozmowy była nieświeża, rozmrażająca się na talerzu ryba.
– Mylisz się Michał. Piszę z nią od jakiegoś czasu i wydaje mi się całkiem normalna. Chodzi ci o to, że jest ładna? Co w tym złego?
– Jezu! Olaf wyluzuj. Michał chce ci tylko zwrócić uwagę, że może nie jest to dziewczyna dla ciebie.
– Pewnie macie racje. Przemyślę to jeszcze. Poprzyglądam się jej. Nigdzie mi się w sumie nie spieszy. A tobie Lolek udało się w tym tygodniu zostać kolejny raz top sprzedawcą nowego Wróżkina? Powiem ci, że wciągająca ta gierka. Można się uzależnić. Zajebiste efekty. Odlot z rzeczywistości jakbyś tam był. Robi wrażenie na maxa.
– O tak stary. Ta gierka sprzedaje się właściwie sama. Każdy chce zabawić się we władcę świata. Przemyślana strategicznie pod każdym względem. Gdyby nie praca, nie robiłbym nic innego.
Stojący dotychczas pod oknem czwarty uczestnik spotkania, podszedł do stołu i usiadł obok pozostałych, na jednej ze skórzanych, białych sof, ustawionych w koło szklanego stolika. Chwilę milcząc, ale nie odrywając wzroku od dywanu pod stopami, zdobył się na pytanie:
– A co sądzicie o ostatniej debacie sejmowej. Trzecia poprawka do ustawy antykorupcyjnej powinna przejść, czy nie ma szans?
– Przejdzie! Jak ma nie przejść?! – krzyknął Michał, który śledził wszystkie polityczne działania niemalże non stop. – Musi! Inaczej te pojebusy dalej będą bezkarnie rozkradać co do nich nie należy! Gdybym mógł, to bym pozamykał te tchórzliwe szmaty na lata!
– Też uważam, że sprawiedliwości stanie się zadość. Przyjaciele, mam nadzieje, że rząd podziela nasze opinie i ukróci się tym złodziejskim mordom! Wypijmy za to po Greenbulu!
Mężczyźni sięgnęli zgodnie po szklanki wypełnione zieloną, musującą cieczą. Był upalny sierpniowy dzień. Temperatura od kilku dni dochodziła do 37 stopni. Na spoconych, łysiejących głowach pojawiały się co jakiś czas kropelki potu, który systematycznie wycierali papierowymi ręcznikami leżącymi na stoliku. Chwilę ciszy poświęconą na toast i degustacje płynu, przerwał najdrobniejszy z nich. Wątłe ramiona chował od podstawówki w za dużych koszulkach, a liczne zmarszczki, na wychudzonej twarzy, kremował specyfikami matki. Niestety bez rezultatów.
– Wiecie, że dzisiaj mija dokładnie 26 lat, od kiedy ustaliliśmy te soboty. To był chyba najlepszy pomysł na jaki mogliśmy wpaść.
– 26 lat… boże… sporo – szepnął zamyślony Paweł gładząc opiętą na sflaczałym, tłustym brzuchu koszulkę. – I zobaczcie, u nas właściwie nic się nie zmieniło. Nikt z nas nie ma ani żony, ani dziewczyny. Sam nie wiem czy to dobrze?…
– A byłoby lepiej, jakbyś był jeleniem jakieś wygodnej damulki, która miałaby cie w dupie? Ja już wolę to co mam. Święty spokój. Stabilizacja. Wolność. Jestem panem swojego życia.
– Też tak uważam. Chociaż gdyby ona się ze mną umówiła, dałbym jej szansę.
– Oj Olaf, Olaf. Żebyś tylko nie żałował. Przecież od lat rozmawiamy o chorym świecie tych zakłamanych pozerek. No chyba, ze ta twoja jest inna. Ideał, na który wszyscy czekamy.

Śmiech wypełnił pokój.
Nagle ktoś otworzył drzwi, przez które wdarł się przeraźliwie oślepiający blask. Michał zacisnął powieki z całej siły. Kiedy je otworzył kolegów już nie było. Siedział sam w maleńkim pokoiku, na brudnej wersalce w kratkę, pamiętającej jeszcze czasy komuny. Pod oknem w pomieszczeniu stało obdrapane biurko, a na nim zakurzony monitor i sterta opakowań po chipsach i ciasteczkach. W drzwiach stała stara, przygarbiona kobieta, opierając się na drewnianej lasce zakończonej plastikową koroną.
– Michał! Znów rozmawiałeś ze sobą? Słyszałeś te głosy? Na litość boską! Pomódl się. Poproś boga, żeby zabrał od ciebie to choróbsko. Ja już nie mam na leki, a ty wiecznie chcesz te Greenbule i łakocie. Nie mam sił. Może byś mi pomógł? Jaką prace znalazł. Wyjdz z domu moje dziecko. Nie można pół życia rozmawiać ze sobą… co to za klątwa jaka… za jakie grzechy??…
Kobieta powoli wyszła Zamknęła drzwi. Zanim zeszła do siebie na dół, usłyszała cichy szept.

,, Do zobaczenia za tydzień, moi przyjaciele”