,,Z głębokości wołam do Ciebie Panie,
Panie wysłuchaj głosu mego.
Nachyl swe ucho
Na głos wołania mego”…

Julia siedziała od godziny pod monopolowym paląc papierosa za papierosem. Chciało jej się od tego rzygać, ale nie mogła przestać. Wcisnęła połowę camela do studzienki, wstała i otworzyła drzwi sklepu 3 raz.

– Tym razem cytrynowego pieska proszę. – Starała się zażartować.

– Ne masz dość? Spytała ekspedientka, która widziała za wiele – w swojej karierze ‘’open 24’’.

– Nie. Dlaczego? Chętnie się jeszcze napije. Mam pieniądze. Właściwie tylko do tego są mi one potrzebne. Innych zakupów nie lubię robić. – Dziewczyna uśmiechnęła się starając wymuszonym luzem zatuszować prawdziwe myśli. Zamykając za sobą szklane drzwi z reklamami, odkręciła kolejna buteleczkę i siadła na pobliskim murku. Za chwilę camel smakował bardziej owocowo…

Każdy łyk, jak fala w przypływie – wyrzucał na brzeg świadomości – kolejne pytania. Dlaczego jestem wstydem rodziny? Dlaczego nikt mnie nie rozumie? Czemu nie spełniam ich oczekiwań. Naprawdę jestem aż tak beznadziejna, głupia i brzydka?? Po policzkach spływały smutne krople, ale nie czuła, że płacze. Płakała bez łez od lat i to chyba najbardziej ją zmieniało. Nie potrafiła wyrwać się z tego gęstego bagna pretensji. Im było ich więcej – tym częściej maszerowała do monopolowego. Nie umiała powiedzieć, że czuje się taka zagubiona, samotna i bezwartościowa…

Dochodziła trzecia kiedy obudziła się obok ławki w parku , na której pamięta, że usiadła aby dokładniej przyjrzeć się księżycowi. Zataczając się wracała do domu. Nie chciała tam wracać, ale też i nie wracać nie mogła. Wiedziała co stanie się za chwilę i niestety kolejny raz się nie myliła.

Musieli usłyszeć, jak otwiera bramę rezydencji. Przez siedem lat nie potrafiła nauczyć Zahara wyrażania emocji po 22 – bez szczekania i radosnych pisków, które budziły pozostałych domowników. Ojciec stał w wielkich drzwiach w szlafroku. Od dziecka te drzwi wydawały jej się ogromną, złowrogą bramą. Wchodząc po schodach zaczęła nieśmiało się tłumaczyć:

– Przepraszam Tato, nie wiedziałam, że jest tak późno…

– Jesteś wstydem rodziny! Kurwisz się po nocach z byle kim, a potem jak zero wracasz, żeby korzystać z naszego domu! Nie powinno cię tu być. Nie powinno cię być wcale!!

– Nie powinno… – odpowiedziała sobie… bo nie miała z kim rozmawiać od lat…

Zasypiając, żałowała, że nie ma w zapasie orzechówki. Poczęstowała by nią pluszowego tygryska, którego przytulała z całych sił do nieszczęśliwej, nastoletniej piersi…

*

Maria wróciła z pracy po 21. Czekały na nią jeszcze na biurku zaległe listy, rachunki, a komputer wyświetlał nieznośnie ponad 100 maili do przeczytania. A jabłko miało być takim miłym dodatkiem do jej rutynowych czynności. Mięśnie karku bolały, ale wzięła tylko szybki prysznic i zapalając świeczkę o zapachu cynamonu, który przypominał jej dzieciństwo – siadła do wielkiego stołu…

O pierwszej w nocy nie mogła już pisać. Drętwiał jej kark i dłonie, a tętnice chciały eksplodować. Wzięła tramal popijając czerwonym winem, chociaż wiedziała, że ta mieszanka wcale nie przyniesie ulgi. Przy lampce nocnej czekały na nią środki nasenne. Nie potrafiły uporać się z demonami od 25 lat , a zoolpic przenosił ją w inne miejsca na kilka h. Ból fizyczny, z jakim się zmagała od dziecka był niczym – w porównaniu z tym co  rozrywało ją w środku. Krzyczała o zrozumienie. O Pomoc. O Troskę… Wsparcie ale wiedziała, że inni na nią liczą od zawsze. Ona ze wszystkim sobie przecież poradzi. Nikt nie widział poza psem jej samotnych nocy i błagań o wysłuchanie…

Wstała po 8. Poszła na spacer. Wypiła kawę. Telefon wyświetlał 12 nieodebranych. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać, ale czy ktoś pytał na co ona ma ochotę? Do południa rozmawiała z mamą i babcią. Omówiła seriale i zakupy do ogródka. Dzwonił też syn z pretensjami, że nie ma n najnowsze NB i bratowa ze skargami, jak to ch***** było  w Chorwacji… hmmm. No cóż – może przyjdzie czas i na jej wakacje.

Diagnoza u lekarza była gorsza niż się spodziewała. Wyrok nr 2, zapadł po kilku latach w procesie o jej oczywiste prawa do dystrybucji marki, jaka stworzyła. Chciała zniknąć. Nie mogła… Przecież musiała zrobić obiad dla rodziny i pokazać, że jest silna, zdrowa i szczęśliwa… Jak bardzo chciała zniknąć wiedział tylko ,,Domine’’…

– Mamo, możesz mi wysłać na zakupy? Was to nic nie interesuje! – Patryk jak zawsze dzwonił opierdolić matkę i wzbudzić w niej poczucie winy, kiedy spaprał kolejny związek. Wychowała egoistę, który nie dostrzegał nic poza sobą… Chwalił się przed kolegami jaki jest zaradny i samowystarczalny, a ona płaciła za wszystko mając poczucie winy, że stworzyła nieudacznika.

– Musisz zrozumieć, ze mam teraz kłopoty. Nie skończyła. Odłożył zwyczajowo wściekły słuchawkę kiedy tylko starała się mu przeciwstawić. Po 2 godzinach robiła przelew – wiedząc, że kolejne dni musi przeżyć po kilka złotych dziennie. Poradzę sobie – mówiła do lustra – patrząc na kolejne zmarszczki i twarz kobiety, która woła o pomoc…

W czwartkowe popołudnie jadła pierogi słuchając marudzenia babci:

– Kiedy ty wreszcie wydoroślejesz, ustatkujesz się?? Przytyjesz?

– Babciu, nie mogę być gruba. Ćwiczę… jem… jestem chora….

– Chora?? Co ty pleciesz moje dziecko??! Jesteś okazem zdrowia. Nie masz żadnych problemów. Jedynie co to mogłabyś pomóc rodzinie. Ona cię potrzebuje. Nie ma tak lekko i łatwo jak ty, pamiętaj o tym! – Babcia gderała jeszcze przez godzinę przeglądając trzy seriale równocześnie.

Maria wróciła do domu nie mogąc wytrzymać drętwienia kończyn. Sprawdziła stan konta. Kredyt, rachunki, spłaty, zobowiązania… długi rosły, a ona nie miała już na potrzebne leki… Masując jedną dłoń drugą, aby móc spędzić jeszcze kilka godzin nad zestawieniami – odebrała telefon:

– Maria – on znów mnie oszukał, jak ja ci zazdroszczę twojego życia! – Głos w słuchawce nie czekał na żadną odpowiedz.

Żadna nie padła…

*

Giger-Satan_II

HR Giger