Ciężar wzroku postaci przypatrującej mi się  z lewego rogu sypialni był nie do zniesienia.

Męczące poczucie skrepowania spłycało oddech. Powieki mrugały, a zdezorientowane myśli szeptały, że nie jest to niestety senna projekcja.

– Muszę się natychmiast obudzić! Muszę się obudzić!! – powtarzałam niczym zaklęcie leżąc jak sparaliżowana w ciemnej sypialni.

Świadomość podpowiadała mi kim jest milczący gość. Właściwie to sama od dawna prosiłam o te odwiedziny, a kiedy do niego doszło gapimy się na siebie w milczeniu.

Zamknęłam nienaturalnie mocno powieki. Ściskałam je jak małe dziecko, które chce zniknąć przed zasłużoną karą. Postanowiłam policzyć do trzech, otworzyć oczy i jeśli nic się nie zmieniło – zmierzyć z nietypowym spotkaniem. Raz… dwa… trzy… Postać stała w tym samym miejscu w ciemnym kącie pomieszczenia pod drewnianym skosem. Materac psa jak na złość był pusty, a księżyc schowany za chmurami postanowił przypatrywać się nam z oddali…

– Złościsz się na swój świat od lat. Nienawidzisz tego co cię otacza. Nie akceptujesz tego co się w koło ciebie dzieje. Przeklinasz swoją od dawna. Nie potrafisz znaleźć w niczym spokoju ani ukojenia. Prosiłaś mnie o spotkanie i pomoc. Dziś uznałem, że jesteś na nie gotowa. Chcesz wybrać inny wymiar? Poznać pozostałe rzeczywistości? – Postać zrobiła krok do przodu, to pozwoliło mi zobaczyć właściciela głosu nieco wyraźniej.

Tak. Byłam adresatem tego pytania. Z roku na rok stawałam się coraz bardziej rozczarowana i zgorzkniała prosząc Proroka Nieskończoności o przybycie.

– Wybacz moje chwilowe zaskoczenie. Nie spodziewałam się ciebie tej nocy, ale czekałam na to spotkanie. – Byłam zdenerwowana a suchość w ustach zniekształcała mój głos. – Chciałabym znaleźć się w innym miejscu. Lepszym ….To… trawi zło i zniszczenie.

– W lepszym? A skąd pewność, że takie istnieje? Siedząc na łóżku przypatrywałam się mówiącej do mnie cicho postaci. Wiele razy wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał ten nietypowy przybysz. Postać jednak nie zaskoczyła mnie niesamowitym, nieznanym wizerunkiem. Przede mną stał nieco przygarbiony mężczyzna ubrany w ciemno błękitny płaszcz z kapturem nasuniętym na czoło. Widoczna dolna część twarzy była mocno pomarszczona i blada. Wąskie usta pozbawione zdrowego koloru. Kościste dłonie zakończone bardzo długimi palcami.

– Wierzę, że nie wszędzie jest tak podle i destrukcyjnie jak na ziemi. Mylę się?

– Pokażę ci parę miejsc jeśli chcesz, ale jeśli nie wybierzesz lepszego – zostaniesz na ziemi na zawsze. Na zawsze – to nie do końca twojego cielesnego – znanego dziś istnienia. Będziesz się odradzać na ziemi kolejne setki lat i już nigdy jej nie opuścisz.

– A jeśli wybiorę sobie inne miejsce gdzie mi będzie lepiej – będę mogła tam zostać?

– Tak. Zostaniesz tam, gdzie ci się bardziej spodoba a teraz wstań, zamknij na chwilę oczy i daj mi obie dłonie.

Wstałam. Zamknęłam oczy, wyciągnęłam przed siebie obie ręce. Spodziewałam się zimnego, szorstkiego dotyku. Zaskoczeniem była więc ciepła i miękka materia – która je delikatnie ścisnęła. Poczułam niesamowitą lekkość. Jakbym przestała podlegać prawom grawitacji. Jakbym pozbyła się ciała i jego ciężaru.

– Możesz otworzyć oczy. – Moje rozmyślania o własnym stanie skupienia przerwał cichy głos Proroka.

 

Dalej połączona dłońmi z postacią otworzyłam oczy i zaczynałam badać najbliższe otoczenie. Zawieszeni byliśmy w nieznanej przestrzeni w przezroczystej bańce – kulce o średnicy 1.5 metra wypełnionej zielonym, metalicznym płynem. Na zewnątrz była niezliczona ilość okrągłych, zielono – srebrzystych kształtów. W środku każdego z nich znajdowały się najrozmaitsze istoty. Pierwsze na myśl przyszły mi Gwiezdne Wojny, których nie byłam zwolennikiem, ale zapamiętam z filmu śmieszne stwory, jakie w infantylny sposób zobrazował reżyser. Koliste bryły podróżowały w nieznanych kierunkach z 1 lub 2 pasażerami.

– Czemu jesteśmy tu uwięzieni? Jak stąd wyjść? – spytałam. Chciałam spytać, ale nie byłam w stanie otworzyć wydobyć z siebie głosu bo płuca wypełniał nieznany płyn.

Zdziwienie trwało krótki zaledwie moment, bo słowa jakie chciałam przed chwilą wypowiedzieć pojawiły się przed nami na ściance kulki.

Prorok uśmiechnął się do mnie, a po chwili zobaczyłam iskrzący napis, będący odpowiedzią na moje pytania.

– Witaj w wymarzonym świecie. Nie ma wyjścia, ani innego bytowania poza kulką. Nie musisz nic robić. O nic się starać. Nic planować. Możesz za to trwać bez celu i sensu w tej cieczy, która wypełnia każdą twoją tkankę jak formalina. Jedynie wzrok pozwala ci na jakikolwiek kontakt z ,,nie sobą’’, ale za jakiś czas uznasz, że lepiej zamknąć oczy.

– nic nie mogę zrobić??!! – krzyknęłam. Niestety krzyknęły jedynie myśli, bo ja emocje wyraziłam kolejnym napisem.

– Nic. Nie można zrobić nic. Przecież ludzie tak często nie chcą robić nic – nieprawdaż?!

Hmmm. Nie można robić nic. Tylko trwać i gapić się jak niema ryba na resztę mieszkańców.  Proroku gdzie my właściwie jesteśmy. Co tutaj jest ciekawego? Lepszego od tego co znam z ziemi?

Mój współlokator wydawał się rozbawiony moimi pytaniami.

– Nie ma i nie będzie tu nic. Jesteście panami nicości. Nudy. Niebytu. Pustki. Przecież nie raz chciałaś sama zniknąć. Prosiłaś o czapkę niewidkę i zapadnięcie się pod ziemię. Można uznać, że jesteś właśnie w tym idealnym, wyproszonym przez siebie miejscu.

Patrzyłam na mijane bańki z innymi ,,szczęśliwcami’’, ale jakoś nie było po nich widać ani zadowolenia, ani tego oczekiwanego błogostanu trwania w nic nie robieniu. W zielonych akwariach panował smutek.Rezygnacja. Zawód. Na ściankach co jakiś czas pojawiały się migocące zdania. Nawet na tych – gdzie była tylko jedna istota. Widocznie musiała porozmawiać sama z sobą…

 

*

Chce wracać! – wyświetliło się przed nami. A ja jak umiałam najidiotyczniej wcielałam się oczami w rolę Kota ze Shreka. – Możemy już opuścić te nudne i bezsensowne bańki?

– Nie, nie . Nie tak szybko. Popatrz jak tu fajnie. Nie trzeba robić nic. Nic się nie wydarzy. Nic nie zaskoczy. Nic niespodziewanego nie spotka. Możesz rozkoszować się pustką, brakiem zmian i  zaskoczeń. Na zderzenie kulek też nie ma co liczyć. Zostało to skasowane z opcji, aby uniknąć niepotrzebnych emocji i sensacji w tej waszej oazie trwania.

Wyświetlane słowa były potwierdzeniem na to, że mój towarzysz podróży ma wyczucie chwili i niebanalne poczucie humoru. Mi za to było coraz mniej radośnie. W kulkach podróżowały oczy, które miały świadomość przegranej. Błędnych decyzji. Złych wyborów. Rozczarowania. Chęci ucieczki…

– A gdyby być w tym zielonym, przezroczystym pudełku z kimś bliskim?? Od razu przypomniał mi się eksperyment z hipotetycznym Kotem Schrödingera, który mimo usilnych tłumaczeń wielu mądrych osób – był dla mnie niezrozumiały.

– To jeszcze większy zawód i porażka. Nie jesteś w stanie odczuwać w zielonej cieczy nieśmiertelności NIC. Dotyk, emocje , wrażliwość zostały zalane jadem obojętności. Rozmowy, bezcenny nocny szept kochanków – to tylko metaliczne wyrazy wyświetlane na krawędzi waszego wymarzonego świata. Nie ma głaskania. Uścisku. Pocałunku. Nie ma śmiechu. Nie ma głosu.

– Czyli nie można tu nic odczuwać? Uczucia zostały sparaliżowane tym płynem nicości? No, ale przecież ja czuje ten bezsens. Wiem, że nie chcę tu być. Dusi mnie ta pustka.

–  Ciebie tak, bo jesteś tu ze mną i na razie twoje emocje są jeszcze na poziomie tych, które miałaś. Płyn masz tylko w płucach, bo tu nie da się inaczej porozumiewać, ale jeśli wypełni twoje tkanki – będziesz ich pozbawiona.

– Ale przecież w tych mijanych przez nas oczach widać smutek i rozczarowanie? To przecież też emocje! – Starałam się pojąć to co się tu dzieje.

– Nie masz racji. To taki stan zobojętnienia i rezygnacji, który nie wymaga emocji. Taka hibernacja w wegetacji.

– Nie chcę tu dłużej zostać. Nicość nie jest dla mnie… Możemy wracać? Proszę… – Na prawdę miałam dość.

– Dobrze, ale to dopiero początek tego co tak bardzo chciałaś poznać. Podaj dłonie. Wkrótce spotkamy się ponownie, a teraz zamknij oczy.

 

*

 

Ocknęłam się obolała leżąc w sypialni przykryta kocem. Pies na swoim miejscu zadawał postawionymi uszami pytania. Powoli rozluźniałam mięśnie – rozkoszując się ziemska grawitacją. Świtało. Spojrzałam na zegarek. 5.36. Ani spać, ani wstawać. Postanowiłam wyprowadzić psa, żeby bez stresu pozwolił mi wyjątkowo długo potem pospać. Ubrałam dres i za kilka minut – ja patrzyłam na budzące się niebo, a sierściuch wesoło zbierał informacje pozostawione na trawie przez kolegów. Po spacerze wzięłam Zoolpic. Czy te białe małe tableteczki są moim jedynym synonimem szczęścia? Czy zrozumienie i bliskość przestały istnieć? Czy naprawdę ludzie muszą się krzywdzić bez powodu? Pamiętam jeszcze wypełnione śmiechem wieczory i namiętne noce. Gdzie to zniknęło? Zapytam o to Proroka jak znów mnie odwiedzi. Powoli substancja zaczęła mnie wprowadzać w inną rzeczywistość. Oby lepszą niż w tą w zielonych więzieniach…

pobrane