Musiał długo wpatrywać się w zdjęcie otoczone metalową ramką, bo za oknem zaczęło się ściemniać. Na czarno – białej fotografii roześmiana kobieta i mężczyzna patrzy na siebie czule się całując. Uchwycone na zawsze prawdziwe emocje. Uczucia, które często serwują w bajkach dla dzieci, żeby od małego mamić je iluzją wspólnego szczęścia.

Na fioletowej sofie miarowo oddychał biały hasky. Zostawiła go z nim wychodząc do innego. Widocznie next nie lubił psów. Może to i lepiej, bo kochał tego psa jak żadnego innego. Ogólnie nie lubił zwierząt, ale od pierwszego dnia przypadli sobie do gustu. Jakby znali się z innego życia.

Piękna kobieta ze zdjęcia zdradziła go – mimo złożonej na zawsze obietnicy. Mieli zawsze być razem. Musiało być jej głupio, bo nie stać jej było na rozmowy zanim to się stało… a niby byli tak blisko… tak szczerze… jak nigdy z nikim…

Celowo kadry z przeszłości stały na swoich miejscach, mimo, że ponad pół roku temu wyszła z ich wspólnego mieszkania, żeby już nie wrócić. Nigdy więcej nie zjeść z nim wspólnie gotowanego spaghetti, czy wypić ulubionej mieszanki JD z zmrożoną colą. Ani jednej nocy nie spędzić na wspólnym tańcu, przytulaniu, czy rozmowie. Nie przyjechała nawet zabrać swoich rzeczy, bo bogaty frajer zapewnił jej nową, bardziej do niego pasującą garderobę.

Pewnego dnia czekała na niego ubrana w rzeczy, których nie lubił. Wysokie szpilki, kopertowa spódnica i tandetna biżuteria – w jego ocenie do niej nie pasowały. Wrócił po pracy na budowie zjebany jak pies. Paradoksalnie – jego sierściuch wylegiwał się całymi dniami na sofie, gdy on nosił w deszczu szkielety balkonów na wyższe kondygnacje. Miał dość. Marzył o powrocie do domu, ciepłym obiedzie i wspólnym wieczorze pod kocem.

Przywitał go szczerze tylko czworonóg, bo ona nawet nie odwróciła głowy – patrząc do nikąd przed drzwiami tarasu.

– Hej Skarbie. Co dzisiaj  zjemy? – wyzwalał się w hollu ze śmierdzących i przemoczonych rzeczy.

– Nic. – Powiedziała. Po czym stukając po gresowych, szarych kaflach cieniutkimi obcasami usiadła w jadalni.

– Nic. – Powtórzyła. Musimy porozmawiać. – Mówiła te słowa jak komputerowa maszyna wczytana do nawigacji.

– Teraz? A nie możemy najpierw zjeść i chwilę odpocząć. – Walczył ze sznurówką, która postanowiła się zerwać w takiej chwili.

– Nie. Zjesz jak wyjdę. Odchodzę. Mam kogoś. Przykro mi. – Słowa sztylety wyrzucała z siebie jakby chciała się ich pozbyć najszybciej i zniknąć.

– Odchodzisz?? Masz kogoś??! Eliza!! Co to za brednie? To jakieś żarty?! Mężczyzna wreszcie pozbywszy się zabłoconych butów stał w holu w mokrych skarpetach jak ostatnia sierota nic nie rozumiejąc.

– Przykro mi Daniel. Nie chcę się kłócić, bo to niczego nie zmieni. Podjęłam już decyzję. Mam kogoś. Zostawiam  ci mieszkanie i wszystko co w nim jest. Czy będzie jakimś problemem jak zostanie z tobą też Brutus? Jest do ciebie przywiązany. Lubi to miejsce, a ja… chyba wolałabym zostawić go razem z naszym życiem? – Kobieta mówiła te słowa bez żadnych emocji.

– Zdradziłaś mnie? – tym razem ton mężczyzny wskazywał na przynajmniej częściowe przyswojenie faktów. – Odpowiedz! Tylko to mnie interesuje! Spałaś z nim?

– Tak. To chyba oczywiste skoro ci mówię, że mam kogoś i odchodzę do niego.

– Rozumiem. W takim razie możesz już wyjść. Jestem głodny i faktycznie szkoda czasu na dalsze dyskusje. Psa zostaw. Paradoksalnie nie on okazał się Brutusem. –  Minął ją w jadalni i wszedł do łazienki.

– Zostawiam ci klucze na barku. Nie miej do mnie żalu Daniel.

– Spokojnie Eliza. Rozumiem. Życzę ci powodzenia. Pozwolisz, że wezmę prysznic? – Mówił te słowa patrząc na siebie w lustrze. Odbicie miało dziwnie zmrużone oczy.

Usłyszał trzaśnięcie drzwi. Wszedł pod prysznic i nastawił wodę w termostacie baterii na 34 stopnie.

*

Mężczyzna spędził ten wieczór wpatrując się w ścianę i nalewając sobie kolejne drinki. Przed północą wyprowadził psa i położył się obok niego na sofie. Nie był w stanie wyrzucić pościeli, w której jeszcze wczoraj spali razem.

Czemu nic nie zauważył? Niczego nie podejrzewał? Ufał jej bezgranicznie.

Pierwszy raz okazał się tak naiwnym debilem. Pierwszy raz wierzył w każde słowo i to, że się naprawdę kochają. Wiele rzeczy sobie obiecali. Szczerość, oddanie, wierność.

Powiedział jej kiedyś, że jeśli go zdradzi to ją zabije. Obróciła to w żart. On też. Powtórzył jednak jeszcze nie raz, że nie zaakceptuje innego mężczyzny, że są dla siebie ostatnimi kochankami. Za każdym razem śmiała się mówiąc, że nigdy się tak nie stanie więc nie będzie musiał ponieść kary za jej śmierć. Nie bał się kary, więzienia, konsekwencji, odpowiedzialności. Bał się jedynie, że może ją stracić. Nic więcej nie miało znaczenia. Była dla niego wszystkim. Nikogo nie potrzebował więcej. Sądził, że ona czuje to samo i jest z nim tak szczęśliwa jak on z nią. Miała swoje humory. Czasem się kłócili, ale kochał ją jak nigdy nikogo wcześniej i wierzył, że będą zawsze sobie szczerze oddani.

Spędzili razem 5 lat i 183 dni. Trzy lata temu zabrali Brutusa ze schroniska. Nie chcieli dzieci. Oboje deklarowali, że chcą żyć tylko dla siebie. Uwielbiali seks równie mocno jak dyskusje na przeróżne tematy. Mieli tylko sobie znane żarty, przy których się śmiali godzinami. Ulubione filmy oglądane wielokrotnie. Namiętność, która wydawała się idealna. Jak więc mógł pojawić się ktoś inny?? Przecież noc wcześniej kochali się, a potem tulił ja do rana…

*

Kolejne dni minęły mu na piciu. Tylko pies mobilizował go do wyjścia z domu. Zadawał sobie miliony pytań. Zadawał jej równie wiele – patrząc na wspólne zdjęcia. Po dwóch miesiącach wrócił do pracy. Kontakty z innymi ludzmi ograniczył do minimum. Rozmawiał albo z sobą, albo z psem. W dniu, kiedy mijało pół roku od kiedy jej nie ma – obchodziliby 6 rocznicę. Zanim wyszedł do pracy wybrał jej numer telefonu mając nadzieję, że go nie zmieniła.

– Eliza? Tu Daniel. Masz chwilę?  – Stres ściskał mu gardło, ale udało mu się opanować głos.

– Daniel?! Coś się stało? Coś z Brutusem?

– Nie z Brutusem wszystko ok. Nic się nie stało. Mam do ciebie prośbę. Znalazłem kilka dokumentów, które są twoje. Przygotowałem też rzeczy – może zechcesz coś zabrać, bo chciałbym zrobić remont. Brutus chyba też się stęsknił. Nie widział cię długo. Dałabyś radę wpaść na chwilę po południu? Chyba tyle możesz dla nas zrobić? – Mężczyzna mówił to pogodnym, miłym głosem, jakby zapraszał przyjaciółkę na wspólne gotowanie po pracy.

– Hm… Zaskoczyłeś mnie… Nie spodziewałam się tego telefonu.

– Wiem. Jeśli masz jakieś ważne plany nie ma sprawy, ale pomyślałem, że…

– No… Nie mam właściwie… Dobrze. Wpadnę na chwilę. Też stęskniłam się za Brutusem… Tak. Mogę… nie ma problemu…

– 17?

– Dobrze, ale…

– Do zobaczenia zatem. Adres znasz. Nie zajmie ci to wiele czasu.

*

Kilka minut po 17 otworzyła bramę wjazdową znanym kodem i weszła garażem na korytarz ich apartamentu. Nie musiała dzwonić. Otworzył jej drzwi, zanim do nich podeszła, a Brutus wybiegł głośno piszcząc z radości na jej widok.

 

– Cześć. Wejdz proszę. – Starał się jej nie przyglądać, ale ciężko było nie zauważyć wiosennej opalenizny pod błękitną, jedwabną sukienką. Pachniała perfumami, które uwielbiał.

– Cześć. Brutus nic się nie zmienił. Zresztą ty też nie.

– Napijesz się czegoś? – Przerwał jej dość niecierpliwym tonem.

– Kawy?.. wyczuwał zakłopotanie w jej zachowaniu.

– Oczywiście już robię? Z jakim miodem? Tym ulubionym? Otworzył słoiczek i chciał dać jej do spróbowania złotą ciecz, kiedy niezdarnie upuścił łyżeczkę na jej dekolt.

– Przepraszam! Wybacz! Niezdara ze mnie. Jestem trochę zdenerwowany. Wytrzeć ci to?

– Nic się nie stało. Daj tylko ręcznik papierowy. Zmywanie tego nie ma sensu. Przebiorę się w domu. Gdzie te papiery?

– A no właśnie. Wszystko stoi w salonie na stole. Przejrzyj to na spokojnie. Zostawię cię tu na jakieś pół godziny samą ok? Ogarniesz to, a ja podwiozę do pracy klucze, bo zapomniałem zostawić zmiennikowi.

– Dobrze, tylko postaraj się szybko wrócić.

– Jasne. Pobaw się trochę z Brutusem.

*

Wrócił za niecałą godzinę. Pod brama stała karetka i grupka sąsiadów.

– Panie Danielu!!!! Taka tragedia! Pani Eliza!!

– Co się stało??!  – Wbiegł do środka. Na korytarzu stał zdezorientowany Brutus. Drzwi do mieszkania były otwarte. W środku dwóch sanitariuszy reanimowało leżącą na kaflach kobietę.

– Co się stało???! Co jej jest!!!!???? – krzyczał.

– Prawdopodobnie wstrząs anafilaktyczny po użądleniu pszczoły. Pana żona ma kilka ugryzień, które wywołały alergię. Zaczęła się dusić. Wyszła na korytarz i straciła przytomność. Sąsiedzi wezwali pogotowie. Czy żona ma uczulenie na jad owadów błonkoskrzydłe??

– Nie wiem. To nie jest moja żona. Była dziewczyna, która wpadła po kilka pozostawionych kiedyś rzeczy.

– Ma Pan kontakt do rodziny?! Znajomych??!! Ona się dusi! Nie widzi Pan??!!

– Nie!! Nie mam. Nie utrzymywaliśmy z nikim za bardzo kontaktu! Nie wiem!!

*

Godzinę później pracownicy pogotowia składali zeznania przybyłej na miejsce tragedii policji. Daniel starał się opowiedzieć co się stało przed jego wyjściem. Sąsiadki na przemian starały się ustalić kto pierwszy zauważył leżącą na korytarzu kobietę i wezwał pomoc. Kilka z nich skarżyło się na okoliczne roje pszczół… wyjątkowo uciążliwe w tym roku…

c132345adc6c31b2124aaf4f113112013213645