Miałam ciężki dzień. Ciężki… psychicznie, bo nie mogę powiedzieć, że wyczerpujący czynnościowo, jednak presja i stres potrafią odebrać moc… Miałam ciężki dzień i nie spieszyłam się do sypialni, bo wiedziałam, że Pan Snu nie będzie łaskawy. Miałam ciężki dzień…

Położyłam się po 2. Pies od kilku godzin chrapał na poduszce i tylko leniwie zerknął na moje przybycie. ,,No, jesteś… wreszcie’’ – i przewróciła się na drugi bok… ,,Tak, jestem… tylko co… z tego??!’’. Przesunęłam sierściucha na jego połowę i zgasiłam światło. W ciemnym pokoju, jak co wieczór – rzuciły się na mnie agresywne Myśli – złośliwe stworki. Nieznośne żyjątka… Jak świeci słońce, to gdzieś znikają, jakby poukrywały się w sypialni i tylko czekały, na dogodny moment, kiedy zaatakować. Nienawidzę tych plag rozmyślań, hałaśliwych i niespokojnych. Kłębią się zawsze nie w porę!  Przecież ja tu przyszłam odpocząć!! Nosz nie zasnę… nie ma wątpliwości…

Kiedy klęski tego świata, drążyły w moim ciele kolejne kanaliki, poczułam czyjąś obecność w ciemnej sypialni. Mimo, że Przybysz był niewidzialny, w powietrzu powiało zimną obcością.

– „Iza – czego szukasz w życiu’’ – przeszyło ciszę pytanie, które zdziwiło identycznie i psa i mnie!! No nieźle… chyba kupiłam alkohol z Czech – przemknęło mi przez myśl, albo zwariowałam, ale gdzie są te osławione białe myszki?? Oddychałam bez ruchu,  najbardziej niewidocznie, jak tylko można spalać dwutlenek węgla…

-,,Iza –  jestem tu, żeby cię chronić. Jestem twoim stróżem życia, jakiego ma każdy. Porozmawiajmy, czas na to. Czego szukasz w życiu?’’ O kurcze… to niezła jazda. Nawet mój przyjaciel pająk, poruszył się nerwowo w okolicach firanki… Chyba nie ma żartów. Trzeba odpowiedzieć…  Jeszcze chwilę w ciszy udawałam, że ja to nie ja, a że nie dało się tego przeciągać w nieskończoność…

– „Szukam szczęścia’’- Wybełkotałam…

O matko, ale błysnęłam, no nic… Teraz już za późno… Poszło… Jednak właściwie, to prawda, tylko trochę bardziej złożona. Szukam szczęścia, a że ono dla mnie znaczy tak wiele wyjątkowych rzeczy, tak bardzo osobistych detali i myśli, straciłam nadzieję, że istnieje. Szukałam, no właśnie, tak bardzo pragnęłam je znaleźć. Wypełnić życie wartością i sensem istnienia. Takie proste, a nie do znalezienia… Cisza, która dudniła – była nie do zniesienia. Musiałam ją przerwać…

– „Szukałam swojego miejsca, zrozumienia, tak … zrozumienia…’’ – tym razem byłam bardziej określona i zdecydowana. To było właściwsze sformułowanie moich pragnień z serii – życzenia do złotej rybki. No właśnie… Szukałam, tylko nie pamiętam, kiedy uznałam, że to nie ma sensu…

– „Swojego miejsca’’- Potworzył gość automatycznie.

– ,,…Tylko, że to najtrudniejsze z zadań, jakie można przed sobą postawić’’.

Ooo, no to cudownie, szkoda, że teraz dociera do mnie na wiedza, a jedyne co jest pewne, to kierunkowskazy na drodze prowadzące do dębowej przystani…

– ,,Jeśli jesteś moim stróżem to zrozumiesz ‘’- zebrało mi się na odwagę … ale po chwili, już bez emocji, opowiedziałam mojemu rozmówcy skryte boleści, które mnie pożerają, przed każdym zaśnięciem. Wyjawiłam marzenia duszy, których pragnęłam bardziej niż życia otrzymanego bez pytania. Zaczęłam mówić, jak bardzo brakowało mi zrozumienia, jak trudno o człowieka, którego obchodzi nasze życie. Jak bardzo cierpię z powodu tego, że muszę być niezniszczalna, co nigdy nie było moim zamiarem. Nie wyznaczyłam sobie celu – ,,być twarda’’. Chciałam móc być wrażliwa i delikatna, tylko, czemu za każdym razem to tak bolało? Czemu, kiedy otwierałam serce i pragnęłam tak bardzo ciepła i spokoju, los bezlitośnie po mnie skakał. Kłuł po otwartych jeszcze ranach, żebym zapamiętała na zawsze. I zapamiętałam.

Z biegiem lat serce zaczęło twardnieć. Po kilku jeszcze wyskokach, do których popchnęła mnie nadzieja – stało się zimnym, twardym organem – odpowiedzialnym tylko za transport czerwonego płynu. Pogodziłam się z tym, że nie ma zrozumienia. Liczą się układy i korzyści. Pojęłam wreszcie, że bez pieniędzy człowiek jest niewidzialny, jak mój Stróż, który słuchał teraz bez słowa. Zaakceptowałam, że nie liczą się wartości, o których wszyscy tak pięknie krzyczeli. Ci, co najgłośniej… ranili najdotkliwiej… Życie potrafi tak dokopać, że zanika mimika. Potrafi dawać lekcje, które niezależnie od pory i okoliczności znamy śpiewająco. Takich jak ja jest wielu. Bronią się przed innymi izolacją, agresją cwaniactwem. Krzywdzą, aby ich ranić jak najrzadziej. Stoją po drugiej stronie, mimo, że woleli by całkiem inaczej….

Mówiąc mu o tym wszystkim – poczułam, że drżę myśląc o rzeczach, które mi się śnią. Myśląc o snach, które nie stały się życiem. Poczułam, jak piecze łza, rodząca się nieproszona pod powieką. Nie chcę jej wydać na świat. Wycieram, kiedy jest jeszcze sucha. Oddycham szybciej, ale już wiem, co chcę powiedzieć na koniec tej rozmowy. Przerwać to, zanim serce zrobi się minimalnie cieplejsze…. Mija jeszcze jakieś kilka sekund…

– ,,Stróżu, nic tu po Tobie. Nie chce Cię w moim życiu, ani dziś, ani nigdy więcej. Nie chce już w nim nikogo. Był czas, kiedy cię potrzebowałam, umiałam płakać i czuć. Gdzie byłeś?? Szukałam pomocy, ukojenia, drogi… Chcę zostać twarda, zimna – nic nie czuć. Nie potrzebuję już szczęścia! Ono w moim świecie już nie istnieje. Nie ma w nim też zrozumienia. Nie ma bliskości. Nic tu po Tobie. Przegapiłeś swoją misję. Mam 63 lata, a ty przychodzisz dzisiaj i pytasz mnie czego szukam w życiu???! Po Twoim pytaniu dotarło do mnie, że ostatnie 40 zmarnowałam na szukanie ideałów, na dążenie do doskonałości, a mogłeś mi powiedzieć dawno temu, że trzeba czasem odpuścić, że nikt nie oczekuje ode mnie żebym była doskonała! Odejdź!! Nienawidzę Cię! Są momenty, kiedy jest za późno i ty właśnie pojawiłeś się w takiej chwili. Pozwól mi chociaż spokojnie umrzeć. Spokojnie zasnąć i nigdy się nie obudzić…

Jeszcze chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Nie widziałam go, ale czułam, że jest mu wstyd. Zrozumiał co powiedziałam.

…Zrozumiał mnie… Niestety o wiele lat za późno…

z20947040V,eldery-hands-rece-starosc