LekoOporność to powieść, w której ratuje nas obca cywilizacja – Addicty. Na dalekim prywatnym atolu w nowoczesnym laboratorium zaczynamy nowe życie. Na wyspie zostanie zebrana cała ludzkość – nie więcej niż 1000 osób, które muszą przetrwać i żyć dalej, aby nie ucierpiała galaktyka. Dlaczego jesteśmy aż tak ważni dla wszechświata i w jaki sposób my pomożemy wrócić Addictom  ,,do domu”? Z pewnością ogromną rolę odegra muzyka i obecni na wyspie artyści. Okaże się, że Elvis jednak żyje, Beksiński doczekał rzeczywistości z profesor nadzwyczajną, a Einstein… poza nauką uwielbia gotować..

*

cz. 4

– Nieznane nam istoty dobrze wiedziały, kto z nas skonał i stał się tylko śmierdzącym truchłem, a kto uratował duszę i nie pozwolił jej odejść. Nie wiem jak nas zabrali z korytarza, ale ocknąłem się podobnie jak ty w szklanym pojemniku. W Sali było ze mną zaledwie kilka ciał zanurzonych w cieczy. Kiedy otworzyłem oczy do pojemnika zbliżyła się postać i pozbawiła mnie płynu jak ja ciebie. Nie mamy już krwi – jak się okazało istnieje coś o wiele lepszego od niej. Krew została skażona wirusem, który nas zabijał. Nasze ciało wypełnia teraz coś podobnego do płynu dezynfekującego, czy antybakteryjnego. To sprawia, że jesteśmy odporni na wirusy i bakterie – niszczące tkanki. Możemy jednak się rozmnażać, płakać, pocić. Przeszczep dłoni zajmie zaledwie chwilę. Proces gojenia następuję błyskawicznie. To jak wyglądamy nie ma już jednak znaczenia. Przetrwało bardzo mało osób. Addicty komunikują się z nami na na poziomie myśli. To oni wyjaśnili mi, że musimy przetrwać, bo bardzo wiele zależy właśnie od ludzi, mimo ich fizycznej niedoskonałości. Wszechświat bez nas nie przetrwa…

– Oscar! To wszystko przypomina jakiś koszmarny sen. Może my śnimy i zaraz się obudzimy w naszym łóżku?!

– Też tak o tym myślałem, ale chyba za długo to trwa. Chciałbym, ale raczej nie ma szans na poranek jaki pamiętamy.

Naszą rozmowę przerwała postać, która włożyła nam do głowy myśl – przeganiając wszystkie inne.

– CHODZCIE ZE MNĄ. CZAS NA REGENERACJĘ IZY. RESZTĘ WYTŁUMACZYSZ JEJ PO DRODZE. INNI TEŻ CZEKAJĄ NA POMOC I WYJAŚNIENIA.

Oscar pomógł mi wstać, ale byłam zbyt słaba żeby iść. Wziął mnie na ręce i ruszyliśmy za postacią. Kiedy zbliżaliśmy się do wyjścia z sali minęliśmy dwie inne Addicty, które zmierzały do pojemnika, w którym ocknęła się kolejna zszokowana i nic nie rozumiejąca osoba.  Weszliśmy do małego przedsionka zakończonymi identycznymi wielkimi przesuwanymi drzwiami, który za naszymi plecami właśnie się zamknęły. Kiedy podeszliśmy bliżej drzwi się rozsunęły, a mnie oślepiło światło…

Miałam oczy zamknięte, jednak słuch działał bez zarzutu. Czy te dzwięki, które słyszę są tym o czym myślę i znam??!

– Oscar gdzie my jesteśmy??! – dywagowanie na temat prawdziwości słyszanych odgłosów był bez sensu, tym bardziej, że przyjemny wiatr łaskotał mnie po twarzy.

– Nie mylisz się kochanie. To szum oceanu i śpiew ptaków. Jesteśmy na Bahama. W raju, na który nas nie było stać, a teraz jesteśmy pośród wybrańców, którzy z tego miejsca mają uratować ludzkość. Nawet jeśli to sen, to sceneria nieco się poprawiła.

Mrugałam oczami chcąc zobaczyć, że mój chłopak mówi prawdę. Po chwili przyzwyczaiłam się do dawno niewidzianych promieni słońca. Staliśmy pośród palm i innych tropikalnych roślin wypełnionych świergotem. W niedalekiej odległości widać było białą plażę i lazurową wodę.

– Dobry ten sen. Uśmiechnęłam się do Oscara i od bardzo dawna poczułam, że opuszcza mnie strach. Addict czekał, aż przetrawię zmianę miejsca – po czym ruszyliśmy do budynku, znajdującego się z 100 m od tego, z którego wyszliśmy.

– Czemu tu jesteśmy? Spytałam niosącego mnie męża. Ciężko było przyzwyczaić się do tego miejsca, skoro ostatnie jakie pamiętam przypominało piekło.

To Murusza Cay, atol kilku wysp, należący do znanego iluzjonisty. Pamiętasz przecież Dejwa Koporowa. Nieźle nas robił kilka lat w chuja, ale co lasek przy tym dzięki zdobytej kasie i sławie pobzykał to jego. Nieważne. Addicty szukały miejsca na ziemi – oddalonego od głównej cywilizacji, ale odpowiedniego na bazę, w której właśnie jesteśmy. Dobrze to wymyśliły, że teren prywatny jakiegoś bogacza – będzie do tego najodpowiedniejszy. Umówiły się z Dejwem, że on będzie udawał różne sztuczki, a oni mu je zorganizują. Dzięki temu stanie się jednym z najbogatszych ludzi na świecie i kupi ten atol do ich dyspozycji. Oczywiście zapewniły mu dożywotnie, dostatnie życie w innym miejscu, jednak miał pozorować finansowanie na Bahama swojego ośrodka wypoczynkowego, wpadać tu co jakiś czas i robić wszystko żeby plan się nie wysypał – w czym też mu pomagały – co dla nich manipulowanie ludzmi jest banalne. W latach 90 tych zaczęły budować te budynki z laboratoriami, w których nas uratowano, ale na ziemi bywali regularnie od kiedy włączyliśmy Internet i zaczęliśmy wysyłać w kosmos te nasze pierdolety. Poza tym Amerykanie i Rosjanie od dawna szukali innych cywilizacji, a i oni byli nas ciekawi. Dobra, resztę opowiem ci jak nabierzesz sił.

#

pobrane