*

– AD72 – pierwszy obraz jaki sprzedał jego Marchand. Kilka lat później go odkupił. Może też wiedział… – patrzyłam na przestrzenną postań, z której niestety nie potrafiłam wyczytać żadnych emocji. Skondensowany gazowy obłoczek był strukturą nie do kreślenia. Ludzie nie znali takich organizmów, znaczy przynajmniej ja nic o tym nie wiedziałam. Nic też nie słyszałam o rozwikłaniu zagadki liczb pierwszych, którą wielu matematyków doprowadziła do obłędu, ale może to pchnęło nas do nieprzewidywalnych zmian i końca.

– Oscar ja nie mam dłoni… jak mam dalej żyć!? Zobacz co się ze mną!! – Wyciągnęłam do niego kikuty zakończone zrośniętymi bliznami. Prawa ręka nie miała dłoni poniżej kości nadgarstka, lewa nie istniała od połowy kości promieniowej. Chciałam płakać, ale nie udało mi się wydusić nawet łezki.

– Kochanie poczekaj. Zaufaj mi, że to najmniejszy problem. Będziesz miała nowe ręce. Addicty potrafią robić przeszczepy, które nie przy takich ubytkach za kilka dni staną się niezauważalne. Daj mi wyjaśnić co było dalej, bo skończyłem na  tym szaleńcu w Kolonii. Nie masz się gdzie już spieszyć, teraz czas nie ma znaczenia, a my nie mamy za wiele do zrobienia poza byciem ze sobą.

Chciałam się jak najszybciej dowiedzieć co się stało. Co dalej ze mną, z nami, z pozostałymi ludzmi. Co jest po wyjściu z tej Sali, w której ciągle stało 5 akwariów z szczątkami, bo skoro moje kalectwo było niczym to nie wiem jakie cuda potrafili robić nasi nowi przyjaciele. Ostatnie chwile jakie zapamiętałam spędziłam w obecności korpusów z głowami, które nie były w stanie pełzać, pozbawione całkowicie kończyn i części twarzy.

–  Szaleniec wybiegł. Wyszedłem na ulicę. Co jakiś czas ludzie biegli w kierunku centrum, jakby tam miał na nich czekać transport w bezpieczne miejsce. Wróciłem do zakładu. Włączyłem TV. Media podawały wiadomości, o coraz większej ilości chorych, którzy zgłaszali się do placówek medycznych. Nie ominęło to polski. Nie odbierałem telefonu, bo zwyczajowo w pracy mam wyciszony i co jakiś czas oddzwaniam na pozostawione połączenia. Na poczcie zostawiłaś mi wiadomość, że jedziesz na najbliższe pogotowie. Nie dowiedziałem się nic więcej, ,,abonent jest poza zasięgiem ‘’ nie chciało przestać mówić. Kolejne  Informacje z sieci  utwierdziły mnie w decyzji, że nie mam na co czekać. Wsiadłem w auto i przyjechałem szukać cię na pogotowiu. W drodze zacząłem gorączkować. Ciało zaczynało boleć, sinieć – jakby poddawane zostało niewidocznym razom . Na izbie nie było już nikogo poza jednym pociętym i wykrwawiającym się obłąkanym, który mamrotał o końcu świata i pokazywał gdzie czeka wolność. Czułem się coraz gorzej. Ledwo doszedłem do korytarza, w którym śmierdziały sterty ludzkich członków. Jakaś niewytłumaczalna nadzieja kazała mi brnąć przez cuchnącą zgniliznę, chociaż nie miałem pojęcia gdzie jesteś i czy żyjesz. Nieliczni żyjący pełzali w głąb korytarza, ale byli i tacy, którzy szli w odwrotnym kierunku… jak ty… kiedy cię zobaczyłem zepchnięta na stertę pod ścianą –  byłaś już nieprzytomna. Nie miałem siły cie wynieść. Kikuty twoich dłoni ropiały i krwawiły Rany na twarzy i ciele były gnijące. Myślałem, że cię straciłem. Tuliłem mocno, ostatkiem sił – nie wierząc w nic więcej, kiedy nagle w korytarzu pojawiły się Addicty.

Nieznane nam istoty doskonale wiedziały, które z nas skonały i stały się tylko śmierdzącym truchłem, a kto uratował duszę i nie pozwolił jej odejść. Nie wiem jak nas zabrali z korytarza, ale ocknąłem się podobnie jak ty w szklanym pojemniku. W Sali było ze mną zaledwie kilka ciał zanurzonych w cieczy. Kiedy otworzyłem oczy do pojemnika zbliżyła się postać i pozbawiła mnie płynu jak ja ciebie. Nie mamy już krwi. Nie mamy łez. Nie wytwarzamy żadnych substancji. Krew została skażona wirusem, który nas zabijał. Nie było już żadnego ratunku. Abyśmy zachowali ciała – przynajmniej do czasu – Kiedy zrozumiemy jak posługiwać się energią jak Addicty – możemy z nich korzystać. Nasze ciało wypełnia teraz coś podobnego do płynu dezynfekującego. To sprawia, że jesteśmy odporni na wirusy i bakterie – niszczące tkanki. Przeszczep dłoni zajmie zaledwie chwilę. Proces gojenia następuję błyskawicznie. To jak wyglądamy nie ma już jednak znaczenia. Przetrwało bardzo mało osób. Addicty komunikują się z nami na na poziomie myśli. To oni wyjaśnili mi, że mamy dar. I jesteśmy warci ich ochrony i uwagi.

*

pobrane