W poszukiwaniu morderców mojej żony i nienarodzonej jeszcze córki…hm… od czego mam zacząć? Byłem już chyba wszędzie. Dopiero to lodowe pustkowie mnie zatrzymało. Już nie mam czucia w stopach. Nos odpadł mi jako pierwszy. Odmrożenia są głębokie. Nic już nie mogę zrobić. To ostatnie godziny mojego życia, a chyba nie zbliżyłem się do rozwiązania zagadki nawet o krok. Już nie wyjmę ostatniej koperty, żeby przeczytać co było w liście. Przywołam słowa z pamięci. Ostatnia podpowiedź:
” Mój Drogi. Dotarłeś już prawie… już na horyzoncie widać cel, któremu poświęciłeś ostatnie lata swojego życia. Cieszysz się? Jesteś uparty i cierpliwy, więc należy ci się nagroda. Znajdziesz nas tam gdzie nawet słowa cię nie rozgrzeją. Przestrzeń się tu nie kończy. Woda zmieniła się w kamień. Twój przyjaciel Maldoror.”
Były podane ostatnie współrzędne. Jestem już prawie na miejscu. Jeszcze kilometr. Dam radę. Muszę. Pamiętam swój dom. Każdą ścianę na której rozbryzgnęła się krew. Moja motywacja. Pierwsza wiadomość była wycięta na piersi żony. Musiałem ją umyć, by napis stał się czytelny. Musiałem myć martwe ciało osoby, którą kochałem – by odczytać, to pytanie. ,,Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?’’ Jestem już prawie u celu. I co zrobię? Minęły lata. Nie mam zdjęć. Nie wiem nawet gdzie jest jej grób. Jedyny obraz ukochanej, który mam gdy zamykam oczy, to jej nagie piersi z wyciętym napisem. Nie mam już nic, prócz pragnienia zemsty. Nawet tego nie jestem pewien. Wszystko stało się jałowe. Nie mam już chyba żadnych uczuć…

*
Wykonywał wszystkie zadania, które przychodziły z kolejnymi listami. W pierwszym kazano mu zgwałcić kobietę w śpiączce. Nie miał wyrzutów sumienia. Przecież ona i tak nie miała się nigdy obudzić. Gdy zapinał rozporek, dostrzegł kątem oka jak chora ruszyła palcem wskazującym. Rozpłakał się. Z kolejnymi listami było coraz gorzej… Bilety lotnicze do miejsc, w których miał zabijać. Fiolki z truciznami, które miał sprzedawać ćpunom jako narkotyki. Nóż, pistolet, trucizna, bakterie. Ludzie umierali na jego oczach lub dowiadywał się o masakrach z transmisji telewizyjnych. Bomby rozrywały na części mężczyzn, kobiety i dzieci. Na każdej kopercie miał numer. Odliczanie. Czterdzieści cztery koperty podpisane Maldoror. Sześćset sześćdziesiąt pięć ofiar.
I wreszcie doczekał się tej ostatniej, którą miał w kieszeni. Ostatniej, która miała dać mu odpowiedź. Udało się. Jeszcze sto metrów.
– Witaj. Czekałem na ciebie.
– Kim jesteś?
– Pytanie brzmi – kim ty się stałeś przy mojej pomocy.
– Potworem.
– Nie bądź dla siebie taki surowy. Stałeś się tylko bliższy Bogu. Jesteś teraz jego żołnierzem. Jesteś też ostatnią ze swoich ofiar. Potem czeka cię wieczne życie. Będziesz żył, bym ja mógł już odejść ze służby. Stałem na posterunku od tysięcy lat. Tysiące światów potrzebowało zniszczenia, by mogły odrodzić się na nowo. Nie mam już na to siły. Chcę umrzeć wraz z tym światem. Długo już tu jestem i stał mi się on bliski. Ty musisz dokończyć moją misję.
– Przecież, to nie ma sensu. Czy świat odrodzi się lepszy?
– Czemu miałby?
– Więc po co…
– Nic nie rozumiesz. Wszystko ma swój koniec. Musisz pilnować, by stało się to w wyznaczonym czasie. Chyba Bogu chodzi o równowagę. Chociaż kto go tam wie. Może to tylko jakaś popieprzona zabawa. Powodzenia.

pobrane