O Tomku Beksińskim od lat mówi się wiele. Niewątpliwie był postacią bardzo złożoną i różnorodną. Dla wielu kontrowersyjną, niezrozumiałą i dziwaczną. Twórczość wielkiego Ojca miała ogromny wpływ na ukształtowanie emocji  Syna na wielu płaszczyznach. Relacje rodzinne również nie należały do typowych. Państwo Beksińscy zdecydowanie nie prowadzili życia Kowalskich, co z jednej strony było fascynujące, ale z drugiej równie smutne, tragiczne i przerażające.

Audycje prowadzone przez prezentera radiowego – lubującego się w pelerynach – miały rzesze zwolenników. Poziom prezentowanych spotkań muzycznych odsłaniał geniusz, wrażliwość i nietypowe podejście do rzeczywistości człowieka, który obsesyjnie pragnął śmierci.

Przeczytałam wiele książek na temat rodziny Beksińskich, dialogi z Ostatniej Rodziny znam niemal na pamięć. Mam szczęście wymieniać spostrzeżenia z wyjątkową Osobą, która znała tych Państwa z realnego świata. Zarówno film jak i publikacje przynoszą bardzo antagonistyczne komentarze. Jaka była prawdziwa relacja rodzinna – wiedzą sami Beksińscy – chociaż ogrom materiału, jaki archiwizował Malarz latami – daje marną namiastkę tego Kim byli.

Z pewnością warte jest przemyślenie słów ostatniego felietonu Tomka i listu do Ojca, który napisał – mając już niemal pewność, że umrze. Zdecydowanie warto sięgnąć do filmu, książek, audycji i znać kolekcję obrazów Tomka, który sam sobie poniekąd stworzył z dzieł Ojca.

Zdecydowanie była to postać tragiczna i smutna, która nie potrafiła zrozumieć świata,  w którym musiała żyć. Ten przymus stawał się coraz bardziej nie do zniesienia mimo wielkich talentów i możliwości jakie posiadał nadprzeciętnie uzdolniony chłopak. Wszystko okazało się nic nie warte bez miłości i zrozumienia, której tak bardzo mu brakowało. Dorosłość go rozczarowała na tyle, że nie był w stanie w niej oddychać. Zakochane postacie z filmów czy ogromne uniesienia z muzycznych prezentacji okazały się nie istnieć, a oczekiwań zmienić nie potrafił…

„Fin de siècle”  z 2000 ukaże się po jego śmierci.

„Spójrzmy więc wstecz i wspomnijmy to, dla czego warto było żyć. Kruk Edgara Allana Poe. Zamek Karmazynowego Króla. 17 minuta Ech Pink Floyd. James Bond. Nights in White Satin The Moody Blues. Adagio Albinoniego. Kobieta wąż (The Reptile) w kwietniu 1970 roku – seans w sanockim kinie San, kiedy po raz pierwszy i ostatni bałem się na horrorze. Atom Heart Mother. Andante z Tria Es-dur Schuberta. Tom and Jerry. Coca-cola i keczup. Rzygający grubas w Sensie życia wg Monthy Pythona. Czas apokalipsy. Drugi koncert Marillion w Gdańsku, gdy Fish śpiewał Lawendy tylko dla mnie i G., Clint Eastwood i scena z rondlem w westernie Joe Kidd. O fortuna – pierwsza pieśń z Carmina Burana Carla Orffa. Twin Peaks. Wizyta w Domu Kobiety Węża (Oakley Court pod Londynem). Wzruszenie, gdy przyszło mi zapowiedzieć koncert Petera Hammilla w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy 14.10.1995. Miłość w czasach zarazy Márqueza. Lost Highway. Noc i poranek 31 maja 1998… Wszystkie te chwile przepadn ą w czasie jak łzy w deszczu. Pora umierać’’…

List do Ojca jest nie mniej przejmujący -„Nie wiem, jak zacząć. Od przeprosin nie wypada, bo zabrzmiałoby to idiotycznie. Choć właściwie chcę Cię przeprosić za wszystko. A już w szczególności za swój parszywy egoizm i brak zrozumienia dla Ciebie. […] Nie jestem niczyją maskotką ani własnością, ani klownem. Dlatego naprawdę nie czuję się do końca odpowiedzialny za nikogo. Musisz zrozumieć, że moje życie jest MOIM życiem i tylko ja mam prawo zdecydować, czy chcę je kontynuować. Nie będę też w dalszym ciągu mesjaszem dla durnych radiosłuchaczy ani autorytetem dla telewidzów i czytelników. Ja już jestem martwy, tato. To, co zrobię i do czego przygotowuję się spokojnie od paru miesięcy, będzie tylko postawieniem kropki nad i. Nie szukaj w koszu ani w zsypie opakowań po lekach. Wszystkie dawno wyrzuciłem, żebyście nie wiedzieli (Ty i »dobrzy« doktorzy), czego się najadłem. Żywię głęboką nadzieję, że się już nie zbudzę. Wierzę, że nie ma życia po śmierci. Wierzę, że to naprawdę koniec. Tego właśnie pragnę. Tomek”.

Jaki Był Tomek naprawdę nie ma wielkiego znaczenia. Każdy postrzega Go pewnie z perspektywy własnego życia i doświadczeń.

Brakuje mi audycji Tomka. Brakuje mi kolejnych obrazów Zdzisława… obie te Postacie były wybitnie uzdolnione, wrażliwe i wyjątkowe…

…Jedyne…

https://www.youtube.com/watch?v=Z4CewIh5W1Y
https://www.youtube.com/watch?v=bVn1ZAtC7Ok

https://www.youtube.com/watch?v=MMwWOarlBB0

https://www.youtube.com/watch?v=hcLqO5xU6c0

5941376-tomek-beksinski-fot