Głowa chudziny zaczęła stukać o kafle. Stuk, stuk. Pokonywała kolejne stopnie. Zawsze go to bawiło. Widok głowy próbującej dogonić resztę ciała. Na ostatnim schodku pośliznął się i prawie stracił równowagę, ale odzyskał ją machając nogami zwłok. Przeklął w myślach Gabi, za jej brak praktyczności w wyborze materiałów na wykończenie schodów. Antypoślizgowe…wiele by to ułatwiło. Zaraz jednak przypomniał sobie ile radości jej sprawił pozwalając jej na to i uśmiechnął się.

– Tępa suko, to twoja wina – powiedział do martwej dziewczyny i ruszył dalej.

Popatrzył w noc. Bez powodu. Na tym odludziu, był całkiem bezpieczny. Tylka las wydawał szepty oburzenia. Ciemność patrzyła beznamiętnie. Zupełnie go zignorowała. Odetchnął głęboko i pociągnął chudzinę. Stuk, stuk. Ostatni dźwięk wytłumiła trawa. Głowa zaczęła ślizgać się przez ogródek, łapiąc w sieci włosów suche liście.

Usłyszał szmer dobiegający z domu. W drzwiach, które zostawił otwarte zobaczył cień. Poczuł na sobie zaciekawione spojrzenie. Zatrzymał się wpatrzony w postać, która po chwili wyszeptała:

– Zgubiłaś pantofelek księżniczko, a to jeszcze nie północ.

Roześmiała się jak dziecko, któremu udał się, planowany od rana psikus.

– Pośpiesz się. Zrobiłam jajecznicę.

Poganiała go. Nie lubił tego. Wszystko powinno iść swoim tempem. Jajka muszą gotować się osiem minut, by były na twardo. Zwłoki muszą gnić trzy tygodnie. Z jajecznicą jest łatwiej. Nie lubił tego poganiania, ale nie potrafił się na nią złościć. Pomimo swojej pasji, miała w sobie niewinność. Inteligencja nie zabiła w niej mądrości dziecka. Patrzyła na świat w niepowtarzalny sposób. Ważne było tylko to, co sprawia radość. Zabawa, bajki przed snem, fortepian, encyklopedia. Przyrządzanie jajecznicy, która chrupała w ustach. Liczył się on. Wiedział o tym i czuł jej miłość.

Było jeszcze To. Traktował to jak hobby. Przecież każdy musi mieć jakieś hobby, a zabijanie nie wydawało mu się czymś gorszym od zbierania znaczków. Tak pomyślał i uśmiechnął się do siostry.

###

Cztery lata wcześniej, po raz pierwszy odważył się przyprowadzić swoją dziewczynę do domu. Mieszkał z siostrą. Lekarze zdiagnozowali u niej syndrom szoku pourazowego. Trauma wywołana przez śmierć rodziców zadźganych na jej oczach – nie ustępowała. Terapia nie przynosiła skutków. Powoli nawet on tracił nadzieję na jakąkolwiek poprawę. Gabi zamknęła się w jakimś innym, pewnie lepszym świecie i nie wpuszczała tam nikogo. Kochał ją , ale już brakowało mu sił. Nie mógł  znieść jej milczenia. Zatrudnił opiekunkę i zaczął żyć. Poznał Dorotę. Przy milczącej siostrze nie znajdował tego, co dawał mu ten związek. Wreszcie był szczęśliwy. Siostra nigdy nie zwróciła na nich uwagi.

Po kilku miesiącach, zaprosił ją do swojego domku na wsi. Gabi pojechała z nimi. Jak zwykle milcząca. Jak zawsze nieobecna.

W pierwszy wieczór Dorota robiła jajecznicę słuchając jak dziewczynka gra na fortepianie. On pracował w ogrodzie. Wyłączyła gaz, ale nie ściągnęła patelni, żeby jajecznica jeszcze trochę się ścięła. Pierwszy cios przeszył tył uda. Poczuła tylko chłód, ból przyszedł chwilę później. Nie zdążyła obronić się przed kolejnym cięciem. Osunęła się na podłogę i jedyne co do niej dotarło, to cisza. Nikt już nie grał na fortepianie. Było tak cicho, że zaczęła słyszeć krew wypływającą z tętnicy.

Gdy wszedł do kuchni, pierwsze co zobaczył to błysk ostrza. Nóż zaciśnięty w małej rączce, spływał krwią.

-Zrobiłam ci jajecznicę. Trochę pomogła Dorotka, ale jej się znudziło.

Uśmiechnął się.

###

Zbierała stokrotki, składając je w bukiecik. Podeszła do kopca ziemi i zaczęła go ugniatać. Przerwał czytanie i patrzył na siostrę depczącą grób chudziny. Podbiegła do niego. Wcisnęła mu w rękę kwiatki i uśmiechnęła się słodko. Nagle spoważniała i z taką miną oznajmiła:

– Jestem już dorosła. Już nie musisz mi pomagać przy jajecznicy. Wszystkiego najlepszego braciszku.

Poczuł tylko chłód. Ból przyszedł chwilę później… jak krew…