Otulona  w ciepły koc siedziałam  czternastego dnia stycznia na tarasie wpatrując się w zawieszone w oddali gwiazdy. W powietrzu czuć było nadchodząca wiosnę.  Coraz głośniej mruczała cisza. Zamknęłam oczy…

– Musimy pogadać ! – zagrzmiało w zmęczonej głowie.

– Błagam cię, nie teraz. Mam dość. To był ciężki dzień. Zresztą też dzięki tobie, więc daj mi spokój!

– Musimy pogadać! Też mam dość! To życie jest zmarnowane przez ciebie! Dłużej nie będziesz mi go niszczyć!! Ile mam znosić debilnych decyzji?? Ile naiwnych marzeń jeszcze wymyślisz???!! Ile do cholery razy dasz się oszukać, okłamać i deptać. Zamiast korzystać z życia i grać dla siebie – oddaje czas i energie dla złodziei i frajerów!! Mam dość! To życie może wyglądać całkiem inaczej a jesteśmy w tym miejscu przez ciebie!!!

Otworzyłam na chwile oczy, żeby nie słyszeć dalszych krzyków. Wiedziałam jednak po tonie i złości Alterego, że nie odłożymy tego na później. Niestety od jakiegoś czasu bronię swojej pozycji z coraz mniejszym przekonaniem, bo argumenty Drugiej Mnie są coraz bardziej przekonywujące. Jej racje stawały się coraz częściej słuszne. Od zawsze w pewnym sensie konkurowałyśmy o decyzyjność, a co za tym idzie wybór życiowej drogi.  Od kilku lat spory, czy dyskusje na argumenty zastąpiła walka. Coraz bardziej wroga, nieprzyjemna i niezrozumiała… Chciałam to wszystko poukładać inaczej, ale nie potrafiłyśmy się zjednoczyć, dogadać… Właściwie wiem, że Ona ma słuszność. Przeze mnie jesteśmy w tym miejscu. Przez moje decyzje siedzimy w gównie… W imię zasad, ideałów i faktycznie bzdetów, w które wierzyłam tylko ja. Nie wiem tylko jak mam teraz się z Nią dogadać. Powiedzieć, że sorry – straciłyśmy 20 lat i trudno. Teraz ty rządzisz… Słabe, bo zdrowie i kondycja nie taka sama a i psychika mocno wyeksploatowana. Do tego nadzieja i wiara też jakieś takie wymizerowane, więc naprawdę nie wiem jak to teraz rozegrać… Wcześniej myślałam, że Alterego namawia mnie do złych, niewłaściwych, czy niemoralnych rzeczy. Teraz patrzę na to inaczej. Może nie umiała mi tego odpowiednio wyjaśnić, ale wielokrotnie to ja się myliłam. To ja wierzyłam w słowa i dobre intencje, które okazały się czymś całkowicie innym… Alterego chciała dla nas dobrze. Chciała, żebyśmy to my wygrały, a nie mogłyśmy zwyciężyć moimi metodami.  Powinnam się raczej nazywać Utopia niż Zoe, ale nic nie potrafiłam poradzić na to, że widziałam świat i ludzi lepszych niż byli… Nigdy bym nie przypuszczała, że zmieniając życie dla Raddka stracę wszystko, a jego przysięgi i deklaracje będą tylko podłą manipulacją, za która zapłaci cała rodzina…  ale… chyba nikt nie przypuszczał, że można się aż tak sprzedać i zeszmacić… a jednak Alterego pytała czy możemy mu zaufać… Byłam pewna na 100 %, że to słuszna decyzja. Ten pewniak okazał się naszą największą porażką… Nie jedyną, bo jeszcze parę razy Druga mnie uprzedzała, ale przecież ja wiedziałam lepiej… ehhh… No nic, trzeba zamknąć oczy i coś ustalić, bo tamta pewnie z nerwów zaraz przegryzie nam tętnicę…

Otulona ciszą wiedziałam co powiem. Zamknęłam oczy…

– Zwariowałaś!!! Nie dość, że muszę żyć jak nie powinnam i na to nie zasłużyłam to ty jeszcze jak trzeba pogadać – uciekasz i mnie zostawiasz ???!!! Powiedziałam ci, że mam dość!!! Ile…

– Przestań już. Wystarczy! – też krzyknęłam, bo wiedziałam, że nie uciszę jej za chwilę i będzie tylko gorzej.

– Wiem! Przyznaje. Masz racje! Tak. Myliłam się nie raz, nie dwa, nie dziesięć! Wiem, że żyjemy nie tak jak chciałyśmy, ale przecież pamiętasz, że to wszystko miało wyglądać inaczej.. Dobra już się nie tłumaczę. Czas na rozejm. Dogadajmy się, bo inaczej przegramy wszystko, a nie wiem ile mamy jeszcze czasu na zmiany, siebie i marzenia…

Zapadła Cisza.  Tym razem miedzy nami, bo obie trwałyśmy w niej od jakiegoś czasu. Alterego była nieco zaskoczona. Nie spodziewała się, że pierwszy raz odpuszczę i to tak na maxa.

Ustaliłyśmy, że teraz o wszystkim będziemy zgodnie decydować razem. Poprosiła mnie, żebym skasowała część telefonów i postępowała od teraz myśląc o nas a nie o ratowaniu świata, który chce nas zgnieść, zdeptać, utopić… Obiecałam, że tak zrobię. Potem zgodnie napiłyśmy się wina oglądając ostatnie nocne wydanie wiadomości i poszłyśmy spać.

Rano obudził nas telefon, który o tej porze zadziwił nawet psa.

-Zoe, jesteś w domu? Pytała rozemocjonowana sąsiadka z dołu. – Masz teraz chwilę??

– Cześć, jestem w domu, ale czy nie czekałam na ciebie ostatnio 2 x, kiedy obiecałaś mi pomóc przestawić pralkę z salonu do łazienki. Przecież wiesz, że sama tego nie zrobię, a pranie piętrzy się od 3 tyg. Zawsze miałam dla ciebie i dzieci tyle chwil ile chciałaś, ale teraz wybacz jestem zajęta. Śpię. Pa

Odłożyłam telefon pod poduszkę i odwróciłam się na 2 bok. Czułam, że Alterego się uśmiecha…

 IMG_3270 (2)