„Okazujcie współczucie […]. I przyjmijcie na siebie odpowiedzialność za innych. Gdybyśmy tylko przestrzegali tych zasad, świat byłby lepszy. […]. Bez miłości zginiecie”

                                                                                                                    Albom Mitch

       Od kilku godzin chodziłam po klifie słysząc oddech przepaści, która przyglądała się moim myślom z zaciekawieniem.  Czas poganiał zaspane chmury – nie mogąc w żaden sposób przewiać słów amerykańskiego pisarza pochodzących z książki ,,Wtorki z Morriem’’.

Współczucie, odpowiedzialność za innych, miłość… wszystkie razem i każde z osobna niejednokrotnie mnie zabiło – paradoksalnie zostawiając z coraz szmatławszą i odrażającą wegetacją. Czy przestrzeganie tych zasad może zmienić świat? Czy cokolwiek można zmienić odpowiedzialnością i miłością?? Kiedyś naiwnie myślałam, że wszystko, ale teraz wiem, że okazywanie uczuć zawsze zostanie niedocenione i wykorzystane. Pokazanie światu kim jesteśmy – to jak własnoręczna dekapitacja w słoneczny dzień w centralnej części miasta. Pozbawienie się płaszcza pozorów i rękawiczek obojętności – to najbardziej nieodpowiedzialna rzecz, jaką sobie można zaserwować na świecie, gdzie jedyną zasadą jaka obowiązuje – jest… brak zasad…

      Oczy przepaści nie przestawały za mną wodzić, a ja wertując przeszłość nie mogłam się nadziwić swojej głupocie, która spokojnie mogła sobie wręczyć ginesowską odznakę. Wiele osób mijałam w życiu, niektórym poświęciłam lata, niektórym oddałam wszystko… hmm… nawet wiatr na chwilę stanął widząc wspomnienia, w których zobaczył co dostałam w zamian… Nie chciałabym pamiętać konsekwencji bolesnej odpowiedzialności. Nie chciałabym znać siły miłości, która odbiera nieszczęśnikom resztki godności.  Spija ostatnie krople honoru, jakie potrafią z siebie wycisnąć zakochani – byle wyżebrać od losu okruch zainteresowania ukochanej osoby… Jaki człowiek dla miłości potrafi być żałosny. Przerażające jak to, co ma być szczęściem – w większości staje się jego zaprzeczeniem… Jedynym pocieszeniem – o ile można użyć takiego określenia na swoją słabą obronę jest fakt, że takich idiotek, które gryzły palce z tęsknoty, rozczarowania, czy zawodu jest całkiem sporo. Aż Przepaść się uśmiechnęła jak usłyszała moje usprawiedliwienie. Pewnie widziała całkiem sporo takich spacerowiczów jak ja teraz. Zresztą osobiście byłam świadkiem niejednej historii, która potwierdza, że pozwolenie sobie na współczucie, czy miłość… to kosztowny i krótkotrwały luksus…

    Zamiast  egzaltowanej ,,Potęgi pozorów’’ powinnam chyba napisać poradnik ,,Jak szybko zmarnować sobie życie’’ czy ,, 10 najgorszych decyzji jakie zniszczą cię bezpowrotnie’’… No właśnie, nawet Przepaść nie może opanować śmiechu, słysząc jaka jestem mądra.  Łażenie po klifie godzinami – też raczej nie wiele nie zmieni. Czemu daje się tak naiwnie podpuszczać i nie nauczyłam się nic z poprzednich lekcji, o jakie się sama prosiłam? No właśnie… stara a głupia brzmi też mało optymistycznie, bo jeśli człowiek popełnia błędy nie mając doświadczenia i nie znając konsekwencji -stawia go w nieco innym mroku, niż kiedy kolejny raz wierzy w planowane, szczęśliwe zakończenie.

      Tyle razy obiecywałam sobie, że nie będę się przejmować, a nie jestem w stanie nie myśleć o tym co słyszę i widzę każdego dnia. Przysięgałam – martwić się tylko o siebie, a chce się krzyżować za nie swoje grzechy. Miałam nadzieję, że zatłukłam miłość na zawsze, a ona odradza się jakby chciała mi pokazać, że o niczym nie mogę decydować w swoim życiu… Kochani przyjaciele też znikają kiedy są potrzebni. Kochany Klifie, czy możesz zadecydować za mnie???

      No dobra Klifie – żartowałam, nie chce obarczać cię odpowiedzialnością za swoja nieudolność i słabości. Nie możesz przecież odpowiadać za wszystkich straceńców, którzy postanowili zmienić świat swoimi uczuciami. Czemu jednak mimo, że ,,miłość’’- to nałóg, który nieporównywalnie mocniej uzależnia od powszechnie za ,,be’’ uznanych używek, przynosi o wiele poważniejsze i tragiczniejsze skutki niż ćpanie – to nadal jest wychwalane i sławione? Nieustannie wyczekiwane i wymarzone?? Ludzie faktycznie są niezrozumiale nielogiczni i absurdalnie destrukcyjni… Oczywiście i ja jestem tą nieogarniętą jednostką, która wierzy w jej zbawienną moc i wskazanie drogi do krainy wieczności…

      Bez miłości zginiemy, a z nią? Na dwoje babka wróżyła – prawda Przepaści? Czy nawet na jakieś 30 % można by było spokojnie obstawić. Zrobię to jak tylko taki zakład pojawi się na Bet- at – home. A swoją drogą może właśnie wpadłam na genialny pomysł, który wzniesie mnie chociaż do szeregów klasy premium jeśli chodzi o przychody. Zamiast zakładów sportowych, czy kasyna – obstawiamy ile wytrzyma Kryśka z Kazikiem i czy za 15 miesięcy małżeństwa Zdzich nie zapłaci 200 mln zielonych, nie mogąc oglądać swojej wybranki z 99metrów. Albo, czy Bogdan wróci do chlania jak zostawi go Ala, którą wyciągnął z burdelu. Ile wyjść Tadka kończy się wytryskiem… no chyba jutro zrobię biznes plan tego przedsięwzięcia. Sama jestem ciekawa obstawiania własnej przyszłości.

      Koniec żartów. Sprawa jest poważna. Z tego co widzę to chyba nadciąga mój zmiennik Przepaści, a ja ciągle nie wiem czy wracać do domu, czy tu zakończyć brawurowo egzystencję. Chociaż słyszałam niedawno, że najlepszym sposobem na pożegnanie się z rzeczywistością jest popełnienie wykrwawienia. Mam co do tego mieszane uczucia, bo zanim życie wypłynie ze mnie kolorem purpury – czy nie zmienię zdania, bądź czy nie zmiecie mnie z realu wybuch bomby, lub nalot kosmitów. Sprawdzę ile to trwa może po powrocie… Czyli wracam?? No chyba wracam… Ten film mi dzisiaj nieco namieszał w głowie. Uważnie i bardzo skoncentrowana byłam na fabule, dialogach i całej idei – bo właśnie dotykała ona miłości w nieco innej perspektywie. Mam na myśli Transendencję. AI może nas faktycznie przejąć i zniewolić, a właściwie wyeliminować. Przewyższy nas we wszystkim – poza umiejętnością skalowania i łączenia czasem wykluczających się emocji. Bo przecież można kochać kogoś nad życie, a równie mocno nienawidzić jego zachowań, czy wyborów. I jak to wytłumaczyć maszynie?? A no właśnie. No nic – czas na mnie – bo już nadchodzi jakaś zasmarkana buzia… Czy ja też jestem taka żałosna i beznadziejna… Nie, nie odpowiadaj Klifie… znam odpowiedz…

     Wracając do domu kupiłam ulubione wino, bo chyba nie ma już zapasów a trzeba jakoś rozładować emocje. Powoli przewlekłam się przez 178 schodów prowadzących na moją wycieraczkę z misiami koala. Był środek nocy, więc najciszej jak potrafię starałam się skorzystać z klucza. Za drzwiami w oświetlonym świeczkami salonie siedziała Miłość…

,,Przepraszam Cię, za dzisiejszy dzień, poniosło mnie i za wiele padło słów. Zamiast się wspierać w stresie, problemach i niezależnych od nas przykrych okolicznościach – zaczęliśmy walczyć z sobą i niszczyć to co powinno nas uratować… Kocham Cię’’…

Po tych słowach dostałam do ręki kieliszek wina i pocałunek, który w milczeniu przyniósł wiele odpowiedzi…