Tkwię skulona w najgłębszej, pozbawionej światła jaskini samotności

Przykryta grubą warstwą pozorów i nieskończonych labiryntów fasadowości

Zamroziłam swoje istnienie – chroniąc je przed unicestwieniem

Na docierające życie z świata kłamstwa – reaguję odosobnieniem

Mimo marzeń i wielkich nadziei odpowiadam znieczuleniem

Nie mogę pozwolić jestestwu na przyjaźń z żadnym pragnieniem

Bycie człowiekiem było drogą bolesnego doświadczenia

Wygodniej i bezpiecznej trwać wyzbywając się uczuć odurzenia

Śmiercionośne słowa niejednokrotnie spychały mnie do tej krainy cienia

Naiwność i podstępna wiara nie chciała jednak żyć bez wrażliwości i wzruszenia

Szybko wracałam do kryjówki złych demonów, odosobnienia i mroku

Pokaleczona, upokorzona, zhańbiona kłamstwem o pozbawionym zaufania wzroku

Zostanę tu na zawsze, nie chce marzeń, obietnic, słów bez prawdy i szczerości

Jestem bezpieczna i spokojna w miejscu, gdzie nie istnieje żadna forma niszczącej miłości

Stoję otulona miękkim suknem z złudnych masek za lodowatym parawanem obojętności

Nikt już nie pozna kim jestem i ile zgasiłam w sobie… płomieni namiętności…