Wczoraj była wigilia, jeszcze tylko 2 dni i nie będę musiała udawać, że jem. Święta to przedziwny dzień. Musiałam się z moimi psiapsiółkami przygotowywać do nich od tygodni. Jeziuuuu, czy mężczyźni zdają sobie sprawę z tego jak wiele pracy kosztuje mnie to, żeby on z dumą posadził mnie przy wigilijnym stole – poświęcając mi kilka sekund uwagi zanim napije się do nieprzytomności swoją 60 letnią whisky? Wiadomo, że przy stole niewiele powiem, ale znam doskonale swoją rolę, którą precyzyjnie odgrywam od 4 lat – tzn. od czasu, kiedy zmieniłam mojego chłopaka, na nowego chłopaka. To też jest dziwne – kolesie dobijają do 50 –tki a każą się tytułować per „chłopcy”, ale co mi tam – mogę na niego mówić jak tylko sobie zażyczy – to akurat mnie nic nie kosztuje.

     Przygotowania do tej dwudniowej farsy zaczynają się już właściwie w październiku. Może się wydawać, że troszkę przesadzamy, ale naprawdę to pozornie tylko dużo czasu. Musimy się bardzo postarać i wszystkie uwijamy się jak w ukropie, aby na Boże Narodzenie być zrobione i przygotowane – tak jak oczekują od nas nasi „chłopcy”. Marudzą co prawda, że często nie ma mnie w domu, ale jak czegoś nie zrobię to potem będę słuchała cały rok jaki mu wstyd przyniosłam i jaka to kompromitacja i porażka… Zatem już we wrześniu umawiamy się na konieczne coroczne poprawki. Trzymam się towarzysko z Paris, z którą niejedne tematy przerobiłyśmy w czasach naszej świetności i z Nicol – ta też jest niezła wariatka. Od lat systematycznie poddajemy się różnym ulepszeniom – co zaowocowało nie wiedzieć czemu komentarzami jak jesteśmy razem – że wyglądamy identycznie. Jakoś ja tego tak nie postrzegam, bo jak patrzę na zdjęcia z gimnazjum – to każda z nas – całkiem odmienna. Ale może to jakieś grzecznościowe teraz stwierdzenie. Nie mam czasu się nad tym zastanawiać…

      Nasi kochani chłopcy bardzo są zadowoleni – jak na czas, kiedy hipokryci i oszuści jednoczą się w imię chrześcijańskiego obrządku w swoich domach z licznymi wrogami – ich kicie są uosobieniem ich statusu i gustu. Jest to naprawdę bardzo wymagające środowisko, a zatem wiele czynników ma znaczenie przy końcowym WOW! Jakie każda z nas ma nadzieję wywołać. Nasze słodkie i rozchylone seksownie dzióbki do licznym sweet foć – muszą być systematycznie wypełniane kolejnymi strzykaweczkami. To jest jednak tak oczywiste jak wpisany do stałego grafiku – botoks, kwasy i nici chirurgiczne. Oczywiście ani rusz nawet do wózkowni na korytarzu bez odpowiednio zagęszczonych włosów oraz rzęs, ale chyba o takich standardach nie muszę nawet wspominać. Mam również panią 24/h gotową do uzupełnienia tychże obszarów jak również pazurków, które w zależności od wymagań sezonu – są odpowiednio przygotowywane.

     Na okoliczność świąt jednak należy zawsze dopracować owal twarzy, postawić cycki na odpowiednim dla nastolatki poziomie, odessać z obszarów koniecznych tłuszcz, ujędrnić ciało specjalistycznymi zabiegami – jak również wsmarować w skórę, co tylko na dany czas zaserwują najdroższe laboratoria. Oczywiście trzeba też pojawiać się na zajęciach sportowych, – bo to zawsze jest trendy i przygotować do całości garderobę, a to wymaga wielkiej wiedzy i znajomości branży.

      Najnowszą jednak ostatnio modą, która w tym roku obejmuje mnie, – ponieważ do stołu zasiądę w 6 miesiącu ciąży – jest bycie chudą do rozwiązania. Moim obowiązkiem jest do urodzenia dzidziusia być piękną, szczupłą, wysportowaną seksowną i zawsze uśmiechnięta. Na naszych profilach należy umieszczać systematycznie zdjęcia, gdzie eksponuje się mimo upływu czasu – nadal szczupłe i piękne ciało. Nie wolno zatem prawie nic jeść, trzeba w kółko ćwiczyć i chodzić na masaże oraz inne zabiegi. Należy również nieustannie wciskać się w nieco za ciasną garderobę. Trochę to czasem uciążliwe, bo mam dni, kiedy chce mi się rzygać i głowa pęka, ale oczywiście zdjęcia muszą pokazywać zupełnie coś odwrotnego.

     Teraz już rozumiecie, dlaczego akurat te święta są dla mnie szczególnie trudne. Starałam się ze wszystkich sił, aby mój chłopak był dumny i zadowolony, a zatem przy wigilijnym stole wyglądałam jak jego wymarzona, soczysta wisienka na torcie, po której nie widać ani ciąży, ani zmęczenia ani przede wszystkim żadnych niedoskonałości, – jakie z czasem są koszmarem wszystkich dam przed 30 tką. Nooo niestety… czas nie chce z nami współpracować i już kilka lat po pełnoletności /tak 21-23/ trzeba być czujnym i absolutnie podporządkowanym wszelkim dostępnym możliwościom, jakie mamy szczęście sobie serwować za pieniądze naszych cudownych chłopców.

     Nasi mężczyźni są naprawdę wspaniali. Mamy wielkie szczęście, że życie zesłało nam błogosławieństwo w ich postaci. Nie dość, że nie musimy tyrać za jakieś marne grosze w syfie i tracić cennego czasu na niepotrzebne zajęcia, to możemy sobie pozwolić na wszystko, co jest możliwe w zakresie urody, pielęgnacji, mody, rozrywki, czy zainteresowań. Co prawda nie bardzo wiem, jakie powinnam mieć zainteresowania, bo strasznie dużo czasu zajmuje mi ogarnięcie ciała i garderoby, ale może jak urodzę i oddam dzidzie w ręce opiekunki – wreszcie odetchnę i będę miała więcej wolnego czasu? Na teraz moim priorytetem do rozwiązania jest być chudą, co postaram się zrealizować, a jak tylko urodzę – za jakieś 2 tygodnie muszę wrzucić w sieć sesje w swoich najbardziej obcisłych strojach z przed tego stanu. Dam radę. Wspomagam się radami dietetyków, często wymiotuję, a przede wszystkim prawie nic nie jem i sporo ćwiczę. Przecież jak tylko wyjmą mi maluszka z brzuszka – mam już ustalona plastykę brzucha, której dokona „najlepszy chirurg w Europie”, więc bez paniki.

     Tak, oni są naprawdę dla nas najlepsi. Na wigilie ubrałam sukienkę w kolorze złota z najnowszej kolekcji Prady. Niesamowite szpileczki przywędrowały do mnie z Paryskiej galerii, gdzie dokładnie takie same przed świętami zamówiła Rihanna – a zatem jak tu nie być szczęśliwą?! Moim obowiązkiem jedynie jest raczej się nie odzywać. Poradzić sobie ze zjedzeniem bezy czy ślimaka bez obciachu, ale tego można przecież w końcu i szympansa wyuczyć jak argumentował czasem mój chłopak moje niepowodzenia. Mam pięknie wyglądać i pachnieć, a to też jest do zrobienia, kiedy wtłoczy się w „siebie” i „na” z pół miliona, – więc chyba nie ma tragedii jak czasem mnie ofuknie, że jestem głupsza od swojej torebki z wężowej skóry? To torebka potrafi myśleć? Hmmm no sama nie wiem… jakoś chyba tego nie zrozumiałam.

     Te dwa świąteczne dni postaram się przeżyć – pamiętając o tym wszystkim, co konieczne, gdzie na ten rok hasłem przewodnim roku jest dla mnie bycie chudym w ciąży! Oczywiście chłopak będzie ze mnie dumny, a towarzystwo wielokrotnie pochwali moje starania, bo efekt WOW! jest naprawdę na wysokim poziomie. Wesołych Świąt!