Szanowny Aniele Stróżu,

     Od mojego ostatniego listu minął ponad rok. Prosiłam Cię w nim gorąco o pomoc, wsparcie… chociaż stanie po wspólnej stronie… Miałam nadzieję, że zmienisz podejście, odbudujemy zaufanie i nasz rozejm przyniesie pozytywne zmiany…

Znów pokazałeś się z nienajlepszej strony. Kolejny rok minął na Twoim lenistwie i złośliwościach. Czasem mam wrażenie, że mam Cię po to, żeby było gorzej, smutniej i beznadziejniej…

Dziś Mikołaj. Taka specyficzna okoliczność. Dzień, na który czekają dzieci w przeświadczeniu o istnieniu innego wymiaru, z którego przybywa Białobrody z prezentami. Dawno temu przestałam wierzyć w jego istnienie. 6 grudnia, który był słoneczną niedzielą z trzynastostopniowa temperaturą i ciepłym wiatrem – jest tym , w którym się pożegnamy.

Tak, znam swoje wady, trudny charakter, to, że dostałam Cię obligatoryjnie.. To wszystko omawiamy od dawna. Ty też nie byłeś idealny, potrafisz stroić fochy i często postępujesz egoistycznie. Starałam się to zrozumieć, przywyknąć, pracować nad sobą. Uczyłam się cierpliwości, pokory, konsekwencji. Chciałam i chcę być dobrym człowiekiem, ale nie jestem w stanie pogodzić się dłużej z tym , że nawet ty mnie okłamujesz. Nawet Ty rzucasz przezroczyste słowa na wiatr, wybierając dogodne dla siebie opcje.

Wiem, że czeka mnie teraz samotna droga, pełna trudnych wyborów, ale chcę ja przejść bez Ciebie. Poleganie na Tobie – było złudną nadzieją, która uśpiła moją czujność i naiwnie ufała w Twoje dobre zamiary i chęci.

Patrzyłeś ponad rok jak walczę o ideały. Głupio się uśmiechałeś, kiedy słyszałam, że idealiści to inaczej wariaci… a zatem jestem wariatką, która niezależnie od wszystkiego nie zmieni podejścia i za cenę znienawidzonej samotności – będzie trwać przy swoich priorytetach. Podłe z Twojej strony było wmawianie mi, że trzeba wierzyć ludziom, że przecież nie wiem lepiej… Nie, nie wiem i nie chce wiedzieć lepiej, ale dlaczego wygrywa intuicja, która każę się kierować obronnym instynktem? Mówiłeś mi, że myśląc pozytywnie przyciągamy dobre rzeczy. Mało mnie to nie zabiło, kiedy uwierzyłam w ludzka dobroć i szczerość. Dobrze wiesz, że wielu złych rzeczy nawet ja się nie spodziewałam, a zatem nie mogłam ich sobie ,,wykrakać’’.

Chcę lepszego świata. Chcę swoim pisaniem go zmienić – nawet jeśli nawet Ty w to nigdy nie wierzyłeś. Będę pisać i wierzyć, że myślenie ma sens… Nie możesz zostać dłużej ze mną! Nie chce więcej widzieć jak mnie krytykujesz i depczesz. Czasem myślę, że z zazdrości, bo sam nie potrafisz nic stworzyć, z niczego się cieszyć…

Wierzę w Małego Księcia i magię bliskości. Wiem, że mogę pokonać kolejne granice, co od dawna Cię złości. Będę robić swoje i nie mam zamiaru dłużej słuchać krytyki i niezadowolenia. Nawet jeśli będę w tym przekonaniu odosobniona nie cofnę się. Nie zmienię. Ułożyłam to sobie już dokładnie. Stabilnie. Mocno. Cokolwiek się nie stanie – przetrwam i wolę to bez Twojego udziału. Bez Twoich opadniętych skrzydeł i przewracania oczami, na każdą chęć pokolorowania rzeczywistości.

Zawiodłeś mnie, ale stało się tak ostatni raz. Zraniłeś mnie przez ten czas wielokrotnie, bo nieustannie kazałeś mi szukać winy w sobie. Nie jestem winna za całe zło tego świata, za kłamstwa, na które ludzie sami się skazują , na obłudę i fałsz – wygodniejszy od prawdziwego oblicza. Nie z mojego powodu hipokryzja ma władzę a większość opiera się na manipulacji. Ja chcę to zmienić, nawet jeśli będzie to tylko chwila. Nawet jeśli to będzie moment – to warto – bo będzie należał do mnie…

Aniele – więcej się nie spotkamy. Odwracam się od Ciebie dziś plecami, aby przez kolejne etapy tego dziwnego życia iść jeśli z kimś – to szczerym i pomocnym. Nie zależało Ci na naszym wspólnym zwycięstwie. Nie chciałeś podać mi ręki – kiedy boleśnie upadłam przygnieciona bezsilnością i rozczarowaniem. Patrzyłeś na mnie z góry chcąc, abym przyznała Ci racje i zawróciła, a to był błąd, bo razem mogliśmy osiągnąć o wiele więcej…

Aniele Stróżu – żegnaj. Nie sprostałeś swojej roli. Pozwól więc, że nie pozwolę sobie dłużej przeszkadzać.

Mam nadzieje, że jak się obudzę – będę bez Ciebie i nigdy się już to nie zmieni.

Vivi