Już w starożytnym Egipcie Faraon Zoser – 2500 p.n.e zwracał uwagę na istotną kwestię kondycji fizycznej – co możemy podziwiać na zachowanych malowidłach i freskach. Chińczycy, czy Bramini doskonale zdawali sobie sprawę z zalet ćwiczeń siłowych i świadomego oddychania – wieki temu.

Starożytna Grecja pozostawiła po sobie m.in znaczenie pojęcia „Kalokagatia” (stgr. καλοκἀγαθία kalokagathia, od καλὸς κἀγαθός kalos kagathos – dosł. „piękny i dobry”), właściwa forma kalokagathia – połączenie dobra z pięknem. Jak wyglądali Spartanie – można sobie wyobrazić po obejrzeniu chociażby 300 stu. O tym, że sprawność intelektualna i fizyczna głosiło wielu mędrców. Przysłowiowe – „w zdrowym ciele, zdrowy duch”’ oddaje to w najprostszy sposób.

Dbanie o własne ciało – to prosta, ale ważna rzecz, o której współcześni mądrzy i intelektualiści zdają się nie pamiętać…

      Zjawisko otyłości jest coraz bardziej niebezpieczne świadczą o tym zatrważające fakty. Dotyczy to 350 mln mieszkańców ziemi. To epidemia, będąca zagrożeniem cywilizacyjnym na własne życzenie.

Nikt nie każe młodym ludziom osiągać takich wyników jakie miał Milon z Krotony, ale to co robią sobie wykształceni i światli ludzie – coraz bardziej szokuje. Michał Anioł i Leonardo da Vinci w swoich genialnych pracach uwiecznili człowieka o idealnym ciele i proporcjach. Wizytując ośrodki sportu czy Spa – spotyka się ludzi będących na własne życzenie karakaturami boskiego zamysłu jakim było stworzenie ciała ludzkiego…

Jesteśmy zmanipulowani i uwięzieni we własnych wymysłach – jakich stwarzamy coraz więcej na potrzeby wytłumaczenia się z własnego lenistwa, czy słabości. Konstruujemy świat mający ułatwić nam funkcjonowanie i życie a dzieje się całkowicie odwrotnie. Z jednej strony nawołuje się do aktywności, sportu, ruchu, zdrowego żywienia a z drugiej strony problemu – z gazety, plakatu, spotu, reklamy – mamy miliony leków na wszystkie znane dolegliwości. Koncerny wytwarzają niewiarygodne ilości leków, które uzależniły miliony ludzi od wszystkiego. Też od jedzenia, siedzenia, leżenia, patrzenia, mrugania, wchłaniania, wydalania, oddychania, kichania … ale nie od ruchu!

Jesteśmy tacy mądrzy a nie dociera do nas prosta zależność w jakiej się uwięziliśmy. To, że mamy brać leki i sięgać po setki specyfików na wszystko – nie ma nam pomóc! Ma nas to postawić w pudełku uzależnionych, coraz słabszych konsumentów, którzy z czasem będą wydawali coraz więcej pieniędzy na to, żeby wegetować w coraz gorszym i zaśmieconym ciele. Ma to spowodować kolejne choroby i dolegliwości, które będę generować inne, ale jakże kosztowne potrzeby, żeby bossowie na 50m jachtach mogli obmacywać szczuplutkie modeleczki gotowe na wszystko. Można się jednak założyć, że ci „na górze” są w całkiem dobrej kondycji fizycznej. Nie trują się fast foodami, nie łykają pastylek na gazy, migreny i niestrawność, nie piją coli z batonem czekoladowym a dzień zaczynają od soku z cytryny/ aloesu, kaktusa czy co tam teraz najzdrowszego/ i joggingu.

Nadworny lekarz polskich królów, doktor medycyny i filozofii: Wojciech Oczko – mawiał „ruch jest w stanie zstąpić każde lekarstwo”. Oczywiście teraz słyszę oburzenie i wiele krytyki, ale „na zdrowy rozum” jest w tym więcej prawdy, niż każdy z oponentów by chciał. To jak ogromnie można osiągnąć pracą nad własnym ciałem wie każdy. Mniej chce tego doświadczyć – trzymając się swoich nawyków, przyzwyczajeń, lenistwa i głupoty.

Mamy XXI wiek a jednak właśnie teraz, właśnie w środku Europy nieustannie spotykam się z przekonaniem, ze bywalcami siłowni są „mięśniaki”, „debile”, „głąby”, „idiotki”, „tępe dzidy” – no, może starczy tych określeń. Wielokrotnie stykamy się z poglądami, które nie mogą świadczyć ani o mądrości ani o wiedzy, czy świadomości. Osobiście ćwiczę od ponad 25 lat. Ze sportem miałam do czynienia od zawsze i ze wszystkich sił staram się nakłonić bliskich i każdego zainteresowanego do aktywności fizycznej. O tym jak dobry, leczniczy, czy czasem kolokwialnie zbawienny wpływ ma zdrowe ciało na pozostałe płaszczyzny życia – przekonałam się setki razy na własnym i nie tylko przykładzie. Mam wielkie szczęście i przyjemność – obcować z ludźmi silnymi, konsekwentnymi i wybitnymi, którzy pokazują, że jak wiele możemy osiągnąć i zmienić własną pracą i uporem. Są oni dla mnie i wielu ludzi inspiracją, motywacją i przykładem w chwilach zwątpienia czy niedyspozycji, która dopada wszystkich… też tych największych..

Nie jestem fanatykiem sportu, to nie jest dominująca dziedzina w moim życiu. Równolegle rozwijam się artystycznie i literacko, jak wielu moich kolegów z przeszłości. Niestety wielu z nich zapomniało o swoim ciele i coraz dotkliwiej zaczyna odczuwać skutki swoich wyborów. Często słyszę – „po co ci te ćwiczenia, przecież ciało nie ma znaczenia, czemu tak się meczysz, przecież nikt na wieczorku literackim nie patrzy na twoje mięśnie?”… Jasne ze nie, ale tu kompletnie nie o to chodzi. Ważne jest pogodzenie tych 2 dziedzin – o czym nauczali już Wielcy w starożytności, a wtedy przyjemniej się czyta własne wiersze, czy prezentuje obrazy, kiedy ciało jest wyprostowane, sprawne, szczupłe i do naszej dyspozycji.

Mi też się czasem nie chce przeskakiwać jak małpka na siłowni z urządzenia na urządzenie. Nie ma, co pisać bzdur, jakie te ćwiczenia są ciekawe, pasjonujące i fantastyczne. Może i są przez kilka lat, ale niestety nawet przy jakimś urozmaiceniu i modernizacji jest w nich powtarzalność i żmudna praca. Nie ma jednak innej rady na aktywowanie naszego ciała do zmęczenia. Bieganie, rower, wspinanie, ćwiczenie, skakanie – wszystko to po pewnym czasie będzie rutyną, ale ta wprawa w praktyce da nam to, czego żadna cudowna pigułka nie potrafi… Feromony zaś pozwolą częściej się uśmiechać i pozytywniej pokonywać trudy codziennego życia. Nie wymaga to również wielkich nakładów finansowych. Nie trzeba być Madonną, żeby wyglądać jak Madonna…

Wszystkim osobom, które mnie poproszą postaram się pomóc. Jednak przede wszystkim wymaga to zmian w podejściu do wygodnych stereotypów, w których pokutuję pogląd, ze mięśniaki to idioci, a intelektualiści są ponad dbaniem o fizyczność…

Chętnych zapraszam do kontaktu i światłego podejścia do ruchu, który jak nic innego…

                                                                                            …potrafi cofać czas…