Zakochując się – stajemy się bezpowrotnie innymi ludźmi. Znika kategoria „ja” ustępując wymarzonemu „razem”. Planujemy przyszłość. Odkrywamy w sobie nieznane cechy, ulegamy wielkim emocjom. Już nigdy świat nie będzie taki sam – jak przed zakochaniem. Na zawsze pozostaną w nas wspomnienia – zarówno te dobre jak i złe. Będziemy bogatsi o nowe doświadczenia, a to zmieni nasze reakcje, pragnienia, czy lęki…

      Kiedy wielkie uczucia dają początek nowemu życiu – szczęście nie ma granic. Dar, jakim jest dla nas wspólne dziecko może nas połączyć niewyobrażalną więzią, lub stać się łupem, o który walczą najwięksi wrogowie. Każdy z rywali – zaślepiony chęcią zemsty – zapomina o przyczynie narodzin potomka i niedawnych uczuciach. Chcąc zgładzić przeciwnika, jest w stanie posunąć się do najpodlejszych praktyk i najbardziej wyrafinowanych manipulacji. Karmieni przez nienawiści są w stanie zrobić najgorsze zło. Kosztem rodziny, przyjaciół, a nawet upragnionego dziecka… Małej Istotki, która staje się karta przetargową w grze morderczych wrogów gotowych na wszystko…

*

      Dzisiaj po szkole mama zabrała mnie na lody. Nigdy tego nie robi chyba, że w dzień poprzedzający spotkanie z tatą – wyznaczony przez kuratora. Na tych dziwnych, nieco sztucznych wyjściach do cukierni – mama czasem namawia mnie na wyjazd do babci, czasem przekonuje, że jestem chora i muszę w weekend zostać w domu, albo mówi o tacie takie rzeczy, że zaczynam się go bać. Wracając do domu jestem zdenerwowana, bo wiem, że zanim zasnę – będę musiała jej powiedzieć, czy chce widzieć się z tatą. Mieszkałam z rodzicami 9 lat. Byli mi oboje tak samo bliscy. Pewnego dnia mama zabrała mnie do mieszkania, w którym teraz żyjemy i powiedziała, że tata nie chce nas znać…

     Potem długo taty nie widziałam. Mama zwolniła się z pracy i odbierała mnie zawsze wcześniej z zajęć. Przestałam chodzić na balet i do Kasi, która była moją kuzynką, żeby nie spotkać tam „naszego wroga”. Mama nie odbierała telefonów, kiedy dzwonił domofon – udawała, ze nie ma nas w domu, a kiedy pani kurator wyjaśniła mi, że z tatą mam się widywać teraz w co druga sobotę – w piątek idziemy właśnie na te dziwne lody.

     Nie wiem co mam myśleć. Nie rozumiem czemu mama czasem straszy mnie tatą, który przecież do niedawna był moim największym przyjacielem. Przestał mnie kochać? Za co mnie znienawidził? Czemu chce mi zrobić krzywdę i zniszczyć życie mojej mamie? Czemu tak się zmienił? Czy zrobiłam cos złego?

     Kiedy czasem chcę spotkać się z tatą – mama jest zła. Krzyczy na mnie, mam wielkie kary za nic i słyszę jak ją zawiodłam i zdradziłam. W sobotę, zanim przyjedzie tata z kuratorem, który ma nas pilnować – w domu panuje milczenie. Denerwuje się i nie wiem co robić. Najchętniej bym uciekła, ale nie wiem gdzie. Mama patrzy dziwnie. Ubiera mnie jakoś idiotycznie i co jakiś czas mówi brzydko o tacie. Jest mi przykro, bo kocham go, ale się boję, że skrzywdzi mnie i mamę. Zamknie gdzieś, uderzy, czy sprawi ból… no sama nie wiem…

     Raz w tygodniu muszę spotykać się z psychologiem. Nienawidzę tych spotkań, bo ta niemiła pani zadaje mi bardzo dziwne pytania. Mam rysować, co tatuś robił mi, czy mamusi. Pokazywać na misiu jak mnie dotykał jak byliśmy sami i wiecznie przypominać sobie – co mówił, czy mama płakała, czy mnie bił… Tata nigdy mnie nie uderzył. Bawiliśmy się codziennie w berka z psami, albo wygłupialiśmy śpiewając do mikrofonu. Jeździliśmy na rowerach, pływaliśmy na kajakach, szaleliśmy na karuzeli, a jak się bałam trzymał mnie za rękę. Nie za nóżkę. Czemu ona tak pyta!? Przecież to głupie! Na karuzeli dziecko trzyma się za rękę jak się szybko kręcimy żebym się nie bała! Ona jest tępa?!

     Mama każe mi tam chodzić. Czasem też pyta – „nie pamiętasz jak tatuś bił mamusie?”. Staram się przypomnieć, ale nie pamiętam. Kiedy grozi mi karami, albo, że przestanie mnie kochać – mówię, że chyba tak było…

     Jutro ustaliliśmy z mamą, że jestem chora. Jak przyjdzie tatuś mam leżeć w piżamce pod kołdrą. Mama powie przy domofonie – „Amy nie może dzisiaj iść na spotkanie – leży chora w łóżku.” Jak mama nie widzi – obserwuję jak tata odchodzi od bramy. Siada na ławce. Idzie na placyk zabaw. Nie raz siada na huśtawce, czy na deskach piaskownicy. Siedzi tak długo, aż powoli odchodzi, a ja widząc to płaczę…

*

     Jutro sobota. Przeważnie w sobotę tata zabierał mnie na boisko. Graliśmy razem w piłkę do upadłego, a potem szliśmy na największą pizzę w mieście. Mieszkaliśmy w ogromnym domu z dwoma psami, Panią Krysią, która była ze mną zawsze jak nikogo nie było, Panią Zosią, która gotuje takie pierogi, że można pęknąć z przejedzenia i Panem Stasiem – ogrodnikiem /kierowcą. Mieliśmy fajny basen, korty, ogromny ogród, ale przeważnie nie było tam nikogo. Wszędzie panowała cisza. Albo nikogo poza mną i tymi, co wymieniłem nie było w domu, albo jak byli rodzice… było jeszcze ciszej…

    Wszystko zmieniło się 4 lata temu. Tata się wyprowadził, mama krzyczała, w domu zaczęli pojawiać się jacyś dziwni ludzie. Chodziłem do poradni. Często bywałem w kancelarii, czy na innych spotkaniach, gdzie wszyscy mieli zawsze przy sobie masę papierów. Tata kazał nam się wyprowadzić, mama nie chciała, czasem przyjeżdżała policja. Jak widziałem się z tatą było źle, jak z mamą – jeszcze gorzej… Obcy ludzie pytali mnie z kim chce mieszkać. Pierwszy rok byłem z mamą. Potem tata nie chciał mnie oddać i byłem z nim. Potem znowu u mamy, a teraz od 6 miesięcy mieszkam u Państwa Jaroszów – tak zadecydował sąd – na czas, kiedy mama z tatą przestaną robić głupoty…

     Pani Teresa, która jest teraz moją Opiekunką – to starsza, spokojna kobieta. Na jej pomarszczonej twarzy zawsze jest miły uśmiech. Lubię z nią rozmawiać. Bardzo dużo mi tłumaczy i nawet jak się nie zgadzamy, ona potrafi tak zobrazować swoje racje, – że szczerze się zgadzam. Jej mąż – Tadeusz – jest rolnikiem. Mieszamy na wsi – niedaleko Łodzi. To całkiem inny świat niż warszawka – pełna celebrytów, jakich znałem do niedawna. Mieszkamy w małym domku obok jest ogródek, po którym spacerują koty, kaczki, kury, ale każdy ma swoje ulubione rewiry. Pan Tadeusz rano wychodzi i wraca po zachodzie słońca. Pani Teresa odwozi mnie do szkoły i zabiera z niej – potem robimy razem obiad, który codziennie wspólnie jemy po modlitwie. Jest dziwnie, ale mam swój pokój. Nikt mnie do niczego nie zmusza, nikt się ze mnie nie wyśmiewa, nie wytyka palcami. Nie muszę mieć ułożonej fryzury od stylisty, ubrań z katalogu pod kolor auta mamy i tracić czasu na przechwałki – kto ma najlepsze gadżety w klasie…

     Byłem zmęczony awanturami z mamą i tatą. Wiecznymi wizytami w kancelarii, sądzie czy innych urzędach. Słyszałem rzeczy, których nie chcę pamiętać. Widziałem moich rodziców w sytuacjach, po których na dziś – za nimi nie tęsknię. Może nawet ich nienawidzę… Ne wiem co będzie dalej. Nie wiem ile będę jeszcze tu mieszkać, bo to nie ja zadecydowałem o tym jak jest. Nie mam pojęcia, kiedy zobaczę moich rodziców i kim teraz dla mnie są… Mam wielki żal, że mi to zrobili. Byłem jedyną rzeczą, jaka ich połączyła w ich grze nienawiści o zrobienie sobie na złość. Gdyby nie ja – pewnie od lat by się z sobą nie kontaktowali. Handlowali mną jak padliną na hamburgery. Byłem w ich rękach tylko powodem podbijania ceny – ich podłych manipulacji… Byli moimi rodzicami – tęsknie czasem za tamtym życiem, ale pogubiłem się przez te ostatnie lata i nie wiem, czy to co teraz widzę nie jest sensem i prawdziwym życiem. Wiem, że moi rodzice najbliższe 10 lat będą się zabijać dzieląc majątek. Ja w tej rozgrywce jestem tylko pionkiem, który wylądował na wsi u obcych ludzi. U rodziny zastępczej, bo rodziciele nie byli w stanie sprawować nade mną opieki – mimo milionów wydawanych na prawników. Czuję złość, że mimo iż nie chodziło im o mnie – wciągnęli mnie w to wszystko, czego się brzydzę… Czasem nienawidzę życia, mimo, że mam dopiero 14 lat. Dobrze, że jutro sobota. Tadeusz ma więcej czasu i pójdziemy na ryby … Jak Ojciec z Synem …

*

     Zostając rodzicami – przyjmujemy na siebie dozgonną odpowiedzialność za zrodzone życie. Zależne tylko od mamy i taty… dwóch osób, które postanowiły wydać na świat owoc swojej miłości. Nigdy nie wolno im tego zmienić. Niezależnie od własnych wyborów i pragnień mają obowiązek wychowania, miłości i opieki. Jeśli nie potrafią utrzymać miłości między sobą – nie mogą zapomnieć, że miłość do dziecka jest niezmienna i bezgraniczna… Nie mogą pozwolić, aby wygrała nienawiść i ich egoistyczna chęć ukarania byłego partnera za zniszczone marzenia. Nie wolno im niszczyć życia własnego dziecka nawet, jeśli mają powody do wrogości, czy zawiści. Zaślepieni wojną nie dostrzegają, że ofiarami tej przykrej batalii są ich własne dzieci. To one najdotkliwiej odczuwają skutki pojedynku swoich dwóch najbliższych osób, które niejednokrotnie są dla nich…

                                                                                 …całym światem …