Czy naród wspaniały mam dylemat, ale, że ludzie kurwy, tego jestem absolutnie pewna. Ubolewam, że nie jestem psem, pchłą, pyłkiem… Niestety chlorofil nie wypełnia mojego jestestwa, a przewrotny los zmusza do ludzkiego życia. Każe być istotą, która jako jedyne istnienie, potrafi manipulować, udawać, kalkulować, ściemniać, mataczyć, kłamać, zwodzić, grabić, zło czynić, krzywdzić, knuć, katować, korumpować… ect… I nie, że włada jedną z tych umiejętności. Dla sobie wytłumaczalnych korzyści sięgnie po wszystkie sobie znane pomoce zła.

      Polski naród uważa się za wspaniały, wyjątkowy, wybitny i wybrany. Panuje w nim jednak chaos i niezgoda, bo każdy z jego członków postrzega się za lepszego, mądrzejszego, sprytniejszego i chce przewodzić pozostałym. Czasem dana jednostka faktycznie jest wybitna i warto słuchać jej słów. Niestety w większości władać innymi chcą najgorsze kreatury, właściwie takie „pozagatunkowe” monstra, bo to już ani ludzie, ani zwierzęta…

      Egzystując w społeczności trzeba, mieć się na baczności. Ważyć słowa, nikomu nie ufać, ostrożnie dobierać sobie zarówno przyjaciół jak i domowników. Żyjąc w tym dziwnym stadzie, zawsze należy  być bystrookim, przenikliwym, skoncentrowanym. Nie dać się podejść, czy omamić wymyślnymi „cukierkami” i nie zapominać, że zagrożenie, czy atak, może nadejść z najbardziej nieoczekiwanej strony. Klęska tym, którzy  uśpią czujność, podejściem na litość i „dobre serce”. Kłopoty czekają na tych, którzy pozwolą sobie na naiwność i szczerość. Za ludzkie odruchy można zginąć – i to dosłownie. W najlepszym wypadku stracić kręgosłup moralny, własna dumę, czy honor najbliższych… a tego nie „zmaże”, ani nie cofnie NIC…

      Traktowałam ludzi z szacunkiem, kiedyś, Po którymś razie jego braku dla mojej osoby pojęłam zasady gry. Okazując zaufanie – stawałam się łatwym celem do manipulacji i oszustw. Mimo oddania przyjaciołom – kiedy ja potrzebowałam pomocy – większość była „poza zasięgiem”. Broniąc słyszanych racji, stawałam się jedynie celem do kpin i obelg, aż mi się to całkiem znudziło…

      Marszałek Piłsudski nie tylko z kurwami miał rację. Jak aktualne będą w „innym świecie” Jego słowa, chyba sam się tego nie spodziewał: „Polska, sami Polacy to twierdzili, nierządem stoi. Polska to jest prywata, Polska to jest zła wola. Polska to jest anarchia. I jeśliśmy po upadku mieli sympatię dla siebie, to nigdy nie mieliśmy szacunku dla siebie. Nie zaufanie, a niepewność wzbudzaliśmy i stąd chęć narzucania nam opiekunów, wyznaczonych dla narodu anarchii, niemocy, swawoli, dla narodu, który się do upadku doprowadził prywatą, nieznoszącą żadnej władzy.” [Opis: 3 lipca 1923. Źródło: Przemówienie w Sali Malinowej hotelu Bristol, w: Wielkie mowy historii, t. 2, wyd. Polityka Spółdzielnia Pracy, Warszawa 2006.]

     Dziś jest 5 lipca 2014 roku. Nierządem stoi moralność. Rozpuszczają się najtwardsze zasady. Pękają jak kolorowe bańki mydlane najwięksi twardziele. Rabują wyznawcy krzyża. Kradną przywódcy. Sądy przestały być sprawiedliwe. Media prawdziwe. Małżonkowie wierni, a kościół nie jest już utorzsamiany z wiarą.  Przyjaciele bez żadnych emocji okadają przyjaciół. Sąsiedzi się nienawidzą. Dzieci knują między sobą najgorsze intrygi, doprowadzajac się do samobójstw…

Oszustwa stały się normą. 

Zaufanie ma już inne znaczenie terminologiczne.  Jak moralność  i godność. Kurestwo przestało być złe… jest przecież wszędzie…

     Teraz, mając w pamięci zdanie genialnego polityka, inaczej traktuję rzeczywistość. Nie zawsze mi to wychodzi, ale bardzo się staram. Słysząc  jak ktoś mi mówi „ale tak szczerze między nami” wiem, że łże. Jak padają słowa jak to „jego” oszukali i wszyscy są przeciwko – natychmiast włącza mi się alarm „uciekaj, bo będziesz kolejną ofiarą!”

       O prawdzie najczęściej rozmawiają kłamcy. O uczciwości – oszuści. O religii ci, którzy nie przestrzegają Dekalogu. Gdy padają słowa dotyczące wierności, przeważnie ilość kochanków jest systamatyczną zmienną. Histeryczne epatowanie uczuciami jest tylko przykrywką do zaplanowanej na zimno gry. Jak w tym żyć?  Ciężko, bo coraz bardziej staję się obojętna…

      Człowiek raniony, zawodzony, oszukany, okradziony… gorzknieje. Czasem szybciej, czasem wolniej, ale wreszcie pozbywa się nieprzydatnych różowych okularów i jeśli nie staje się taki jak świat, to przestaje czuć. Przestaje reagować na prośby. Odwraca głowę od łez nie wierząc, że są prawdziwe. Zaciska pięści, ale nie reaguje, kiedy ktoś woła o pomoc, a przede wszystkim boi się zaufać obawiając się podstępu. Zamyka się na normalność. Boi  serdeczności stroni od bliskości… Staje się zdziczałym frustratem… 

      Wiele razy przyszło mi w różnych emocjonalnych sytuacjach powiedzieć „ludzie to kurwy”. Po 25 latach krytyki, niezrozumienia, oskarżeń o używanie wulgaryzmów i prostactwo z podniesioną głową powtórzę za Marszałkiem, chowając się w muszli, jaką stworzyłam, żeby chronić się przed rzeczywistością:

                                                              „Naród wspaniały, ale ludzie kurwy”