Luty 2016 roku. Europa. Jej środek. Środek to dobra opcja, z wielu powodów korzystna. Jestem kobietą. W średnim wieku. W środku – można powiedzieć – swojej dojrzałości. Sporo widziałam, trochę przeżyłam, kilka tematów skrupulatnie przerobiłam. Byłam w wielu środkach. W środku rodziny, w środku rozwodu, samotności, zakochania, zdradzenia, układu i układów /liczba mnoga obejmująca więcej osób niż 2 osoby/. Byłam kochanką, żoną, matką – swoją drogą teraz dopiero rozumiem ideę tego peerelowskiego filmowego gniota. Sumując wiele aspektów – jakieś doświadczenie posiadam, potrafię już pewne sprawy ocenić i do wielu się zdystansować.

     Po tych wszystkich akcjach, uniesieniach, doświadczeniach, porywach, porażkach…mam do siebie pretensję. Żal ogromny za ciemnotę i naiwność. Ganię za głupotę i brak absolutnego pojęcia – o co chodzi w tym realnym, rzeczywistym świecie, który kieruje się prostymi zasadami. Turla w banalnie oczywisty sposób. Podporządkowuje nas dekalogowi cipek – pułapek, które ugrywają optymalne stawki. To one są kreatorkami współczesnych norm. To właśnie te, z których niby wszyscy się śmieją i traktują z pobłażaniem, siedzą wygodnie za sterami i pociągają za newralgiczne sznurki. Od wykpiwanych „blachar”, „idiotek”, „ciemniar”, „lachonów” itp. – zależą losy tego świata. Naszej przyszłości i życia potomnych. Przykre to, ale prawdziwe. Nie zgadzałam się z tym lata a teraz w ciszy sobie mogę tylko żałować, że nie wybrałam opcji cipek – pułapek i za morderczy kredyt, bank z własnego mieszkania przed wigilią – mnie wyprosi. Taka byłam mądra. Taka kurczę inteligentna i samodzielna i na co mi to było? Wystarczyło odpowiedniego pana zaprosić do środka i po jakimś czasie powiadomić go o zaskakującym, ale jakże cudownym rodzicielstwie. No i gdzie ja miałam rozum… na pewno nie tam, gdzie inni mają go zazwyczaj…

      Mogłam sobie śmigać wypasionym furakiem po ulicach cudownych europejskich metropolii i z nudów łazić po butikach, najbardziej prestiżowych projektantów. Mogłam, leniwie obserwować jak psiaczki mierzwią sobie ustylizowane przez stylistę futerko, w wygłupach na skoszonej pachnącej włoskiej trawce w ogrodzie. Chodzić na wykwintne kolacje w szpilkach, zaprojektowanych do przechadzania się po miękkich dywanach i bywać na każdej kulturalnej premierze w sektorze vip. Fukać na ojca moich pociech z powodu złamanego tipsa, czy krzywo zerwanej gwiazdki. Stroić fochy, ilekroć coś mi się z nudów i dobrobytu pomieszało w głowie, bo zapewniam, że człowiek bez problemów głupieje, dziecinnieje i debiliźnieje – wszystko równolegle. Mogłam z zamkniętymi oczami wybierać miejsca na mapie, gdzie może zgodzę się pojechać jak już poplotkuje z równie jak ja mądrymi idioteczkami, które pojęcia nie mają o zarabianiu chociażby na utrzymanie serwisu sprzątającego włości, czy wyprowadzaczy pocieszek. Chodzić z nimi do kolejnych psychologów, którzy za pieniądze naszej złowionej zwierzyny musieli wysłuchiwać bredni – zblazowanych frustratek. Znudzonych matron, które zachciankami osładzały sobie życie pozbawione emocji i realnych problemów.

     Mogłam żyć bez orientu, bez problemów, bez stresu i kłopotów – od czasu do czasu wzdychając w sypialni, żeby zadowolić bankomat. I tyle. Proste. Banalne. Wykonalne. Mogłam i nie są to czcze przechwałki, bo byłam /o ja głupia kretynka!/ nawet proszona o zostanie matką w opcji all inclusive, ale co mi nie grało? Teraz już nie wiem. Nie wiem! Co mi mogło nie grać?! Co bardziej od tego, że teraz stara i sfrustrowana nerwowo głaszczę kundla na starym dywanie. Co mi nie pasowało pojęcia nie mam, bo zdecydowanie nie pasuje mi jazda autobusem bez klimatyzacji, kiedy pogodynka zapowiada 42 w cieniu. Kompletnie mi nie gra wizyta w Biedronce, po promocyjne pierogi za 2,99 zł, które więźniowie w ramach resocjalizacji brudnymi paluchami lepią dla śmiechu…

     Źle było mieć łosia, który chciał dbać o dzieci i zapychał do roboty, żebyśmy mieli wczasy na Sri Lance. Nie odpowiadało mi, że mogłam sobie kupować kieckę, jak on niby sprawił mi przykrość, że się spóźnił wieczorem – kiedy ja wcale nie czekałam. Wkurzałam się od rana, że Jadźka ma lepszego Merola, a mój jakiś taki mniejszy. O i włosy jej się bardziej błyszczały! Te Jadźki, moje psiapsiółki, wiedziały jednak to, o czym ja się przekonałam za późno. Nie miały aspiracji na niezależność. Nie chciały partnerstwa i wspólnego decydowania. Nie miały ochoty na udowadnianie sobie, że sobie doskonale same poradzą. Nie chciały sobie same radzić. Robienie z siebie nieogarniętej, słabej i nieprzystosowanej idiotki – podobało się męskiej części świata zdecydowanie bardziej, niż niepotrzebne dyskusje i liczne sprawdziany intelektualne, które dla mnie były wyznacznikiem poziomu i klasy. Ehhh no nic … czas na nieco przedłużony dekalog współczesnych kobiet:

1. Im starszy tym lepszy- z wielu powodów.

2. Im bogatszy, tym łatwiej znosić trudny związane z jego zwiotczałym starczym ciałem i wieloletniego uzależnienia od mocnych trunków – które stają się również twoim nałogiem.

3. Zanim zorientuje się jaka jesteś naprawdę – musisz być w ciąży. To, że tak szybko zaszłaś w ciążę to przeznaczenie, cud i opatrzność.

4. Bądź głupia. Nawet jak myślisz, ze jesteś mądra – graj głupią. Wciel się w jakaś debilną rolę i delektuj się kolejnymi odcinkami.

5. Na twoje miejsce czeka peleton. Nie zmarnuj swojej szansy, bo powtórki są tylko na urządzeniach mechanicznych.

6. Nawet jak coś ci się nie podoba i czujesz się oszukiwana, lekceważona, czy zbywana – siedzisz cicho i sprawiasz wrażenie zadowolonej i szczęśliwej.

7. Twoimi zasadami – jest brak zasad. Wszystko jest na sprzedaż. Ty też. Nie wiesz co to skrupuły, moralność i wyrzuty sumienia. Jak chcesz takich emocji – poczytaj dzieciom bajki Andersena.

8. Jeśli mężczyzna z brzuszkiem, łysy i mniejszy od ciebie zwróci na ciebie uwagę i posiada samochód „S-line” w „longu” lub seria 7 – granie dziewicy, dłużej niż do kolacji nie ma sensu.

9. Powtarzaj niezmiennie, że jest twoim księciem z bajki, adonisem i bogiem seksu, o jakim marzyłaś od komunii.

10. Lubuj się w kolorze róż, wysokim bucie, stringach z kryształkami, silikonie i solarowej poświecie – to zawsze działa.

11. Cokolwiek się nie stanie – jesteś największym niewiniątkiem na tej planecie i nigdy nie jest twoja wina. Złapana na gorącym uczynku – to nie ty.

12. PAMIĘTAJ: Absolutnie, pod żadnym pozorem nie podpisywać intercyzy.

13. Mieć w odwodzie minimum 3 kochanków, którzy pokryją szkody moralne związane ze spółkowaniem z nieatrakcyjnym, starym małżonkiem. Przykładowo możesz wybrać – miedzy trenerem fitnessu, ogrodnikiem, baseniarzem, czy szoferem.

14. Wstrzykuj w siebie co się da i ile wlezie. Gromadź również dobra materialne.

     Te, które jeszcze mogą – do dzieła! Te Panie z kolei, które nie zgadzają się z przeczytanymi faktami – pewnie czeka kilka rachunków do zapłacenia i marzenia o zafarbowaniu odrostów u Kryśki w łazience bez wiatraczka. Te, które twierdzą, że są ponad to i taka rola im nie odpowiada – zapraszam na wyprzedaże do pobliskiego lumpeksu. Fajną kieckę wyrwiemy za 2 zł. Panowie, którzy myślą, że to nie o nich mowa. cóż… może lepiej nie analizować oczywistości… Te Panie zaś, które znają dekalog i potrafiły go wdrożyć w życie z pewnością nie mają czasu na czytanie – bo na cudownej plaży w rytmie salsy sączą Mohito z pokruszonym lodem i limonką w bikini od Diora… Na mnie czeka ręczne pranie, bo pralka popsuła się w zeszłym roku, ale lubię to zajęcie…

                                                                …wtedy można wiele przemyśleć…