Rozmowa z ciszą, wydaje się paradoksalnie niemożliwa. Czy jest absurdalnym zaprzeczeniem? Nic bardziej błędnego. Nic tak nie pomaga na uspokojenie skołatanych nerwów i nabranie dystansu do przerastających oczekiwań świata – jak wsłuchanie się w ciszę. Dostosowanie się do jej brzmienia, rytmu i naturalnych odgłosów, jakim dzieli się z nami poprzez otoczenie. Jeśli naprawdę chcemy porozmawiać z ciszą, ona daje nam poczucie bezpiecznego współistnienia.

      Lubię wtulać się w objęcia ciszy, szczególnie wieczorem i kołysać z nią razem w poczuciu jedności. Rozmawiam z nią w myślach. Nie wydobywam z siebie głośnych słów. Czasem odpowiada mi natychmiast, a czasem trwamy w zadumie i za jakiś czas obdarzy mnie czytelnym przesłaniem.

      W dużych miastach rozmowa z ciszą często jest możliwa, kiedy zaśnie zgiełk i niszcząca cywilizacja. Pozwoliliśmy się osaczyć hałasowi i teraz niecierpliwie szukamy ratunku w rozmowie z ciszą, która tak skutecznie swoją nowoczesnością i rozwojem – wygnaliśmy. Kazaliśmy przestać istnieć. Unicestwiamy ją kolejnymi wybrykami i kaprysami, a kiedy zagubieni truchlejemy bezradni i słabi – prosimy ją o powrót i ukołysanie.

      Nasza rozmowa jest bardzo specjalnym dla mnie dialogiem. Szczególnym momentem. Wyjątkowym przeżyciem. Kiedy nie wiem, co robić, jak decydować, gdzie i po co iść – nagle sobie o niej przypominam. Zamiast częściej poszukiwać w niej oparcia, to ja bezczelnie ją ignoruję – zagłuszając współczesnymi ogłupiaczami. Chcę po swojemu rozwiązać dylematy, egoistycznie zapominając o jej istnieniu. Przypełzam do niej z błagalnym wzrokiem, kiedy jest mi już bardzo źle. Wtedy szukam w niej oparcia, a ona jak bezwarunkowy przyjaciel przygarnia mnie ze zrozumieniem…

      Czasem siedzimy tylko razem i to wystarczy, żeby wiele rzeczy zrozumieć, jednak bardzo lubię słuchać jej rad. Opowiadam jej o swoim zagubieniu i porażkach, a ona wdmuchuje we mnie siłę z wiatru. Naciera wonią, która krąży zrodzona z nowych pąków i porosłych traw. Głaszczę delikatnym biciem wszechświata. Uspokaja miarowym krokiem chmur po nocnym niebie. Rozgrzewa mi duszę połyskliwym księżycem, który oświetla niebo wskazując drogę, którą zgubiłam.

      Cisza jest cierpliwym spowiednikiem. Wiecznym pomocnikiem. Magicznym przewodnikiem. Ona nigdy nie wątpi, zawsze ma czas i poświęca mi tyle uwagi ile potrzebuję. Troskliwie kołysze mnie w swoich ramionach, uświadamiając, jak wszystko może być proste i zrozumiałe. Jak wiele zależy od mojego nastawienia, wiary i sił, które ona potrafi bez końca mi ofiarowywać. Jej łagodność ma ogromną władzę. Spokój, wynikający z nieograniczonej mądrości, spływa na mnie z każdym jej niespiesznym oddechem.

      Powinnam częściej spędzać z nią czas. Postaram się nie przychodzić do niej tylko w potrzebie, ale też dzielić się z nią moimi radościami. Chciałabym dawać jej również swoją siłę i szczęście, którym ona obdarowuje mnie, kiedy upadam i błądzę.

      Dzisiaj jest szczególny dzień. Kiedy umilkną „wrogowie” mojego przyjaciela, posiedzimy razem. W zadumie i spokoju podziękuję Ciszy za mądrość i miłość, jaką się ze mną dzieli. Podziękuję jej za to, że cokolwiek…

                                                                        …to mam się do kogo przytulić…