Kiedyś myślałam, że Samotnicy to „inni” ludzie. Błędnie sądziłam, że to dziwacy i odmieńcy. Nie rozumiałam sensu świadomego izolowania się od bliskości czy współżycia…Teraz patrzę na to zupełnie inaczej. Czuję jak są mi bliscy i jak podobni do tych, którzy w parach – stoją na straży rodziny, honoru i zasad. Zaczęłam widzieć, że z powodu swojej wrażliwości, która nie pozwala Im na zmienianie, czy naginanie zasad i własnych przekonań – wybrali samotność. Z powodu wrażliwości i wyjątkowo głębokiego odczuwania, a nie z powodu pozornego braku tych cech – postanowili iść w pojedynkę. Zdecydowali się na życie we własnym świecie, który jednak nie podlega naciskom, czy zmianom, „bo tak wygodniej”. Nie istnieje w nim degradacja wartości, które pozostają niezmienne, nawet za cenę smutku i niespełnienia. To moje spostrzeżenie, gdyż ja zadowolonych i zrealizowanych w sektorze singli – nie znam.

      Mam ogromny szacunek do Samotników, którzy trwają przy swoich postanowieniach i walczą o własne przekonania i godność – bez wsparcia, bez klepania po plecach, bez fałszu i udawania. Nie godzą się na układy, intrygi i zdrady, nie pozwolą sobie na sprzedaż osobistych ideałów. Za to ja im dziękuję i chylę czoła, gdyż spotykam się z taką siłą i konsekwencją sporadycznie. Nader rzadko. Zdecydowanie zbyt…

„Samotności, jakaś ty przeludniona!” Stanisław Jerzy

      Powodów odgrodzenia się od współdzielenia życia, jest wiele. Jesteśmy bardzo indywidualni w tej materii i każde serce czuje inaczej. W zależności od osoby, w innych momentach bije szybciej, w całkiem odmiennych staje zatrwożone. Każde serce ma swój, osobisty i jedyny wykres odczuwania. Jednych zranimy brakiem zrozumienia, innych brakiem zaufania. Kolejna jednostka nie potrafi pogodzić się z brakiem szacunku. Mając silne poczucie wartości i jasno określone potrzeby – nie potrafimy zaakceptować przejawów ich łamania. Przeżywamy głęboko i silnie każdorazową lekcję, kiedy mimo dobrych zamiarów zostaliśmy oszukani, czy zlekceważeni.

      Znam kilku Samotników osobiście, wielu przyglądam się w literaturze, czy sztuce. Tych, z którymi mam przyjemność obcować, podziwiam za siłę i spokój, jakim emanują, mimo niepowodzeń, czy niespełnionych marzeń. Kiedy rozmawiamy, wiemy doskonale, że „nie tak miało przecież być”, ale wiele rzeczy potoczyło się swoim torem. Nie takie były wyobrażenia o dorastaniu, dojrzewaniu, stabilizacji, starości… Jednak na wiele z tych ogniw, nie ma się wpływu, mimo silnym staraniom i pragnieniom. Mam szczęście znać wielkich indywidualistów, którzy mimo swoich osobistych porażek i dylematów, potrafili wspierać, dzielić się swoim ciepłem i odczuwaniem. Pokazywali świat, w którym nie można mieć do nikogo pretensji, nie ma na kogo „zwalić” nieudanych decyzji i nie ma możliwości wyładowania swoich złości i frustracji – na współpartnerze. O wszystkim decyduje się w pojedynkę, ale też i w jednoosobowym składzie, przeżywa się wszelkie konsekwencje.

      Poświęcam ten tekst Samotnikom, którzy nie kierowali się materialnymi korzyściami, czy intratnymi koneksjami, które przy solowej karierze, byłyby jeszcze bardziej spektakularne. Nie piszę o zatwardziałych kawalerach, pędzących na złamanie karku, zarówno w swoich nowoczesnych pojazdach, jak i po klubach – w poszukiwaniu cotygodniowej nowości. Nie mam na myśli karierowiczów, obu płci i egoistów, którzy jako jedyni są idealni i nieomylni. Nie zatwardziałym Piotrusiom Panom, Adonisom, Rambo, Wiecznym Barbie, czy Księżniczkom. Również nie łowcom cudzych posagów, czy niemoralnych zatraceńców. Piszę te słowa o Samotnikach, którzy od zawsze pragnęli rodzinnego szczęścia i zrozumienia. Latami wierzyli w zrozumienie i byli gotowi, na całkowite oddanie drugiej osobie. Piszę te słowa o ludziach, którzy widzieli sens i spełnienie, w rodzinnym cieple i wzajemnym wsparciu. Którzy postawili na szczerość, miłość i zaufanie – jednak nie mieli szczęścia i przeznaczenie stawiało na ich drodze osoby, nie godne żadnej z tych wartości. Mimo marzeń o dzieciach i wieczorach przepełnionych rozmową nie otrzymali od losu możliwości wspólnego wychowywania dziecka i trwania w szczęśliwej rodzinie, aż do jej wspólnego końca.

      Wiele uczę się od Samotników. Wiele im zawdzięczam. Pokora, która przez wiele lat była niezrozumiałym terminem – nabrała cennego znaczenia. Szacunek dla rzeczy, które układa przed nami los i powoduje uśmiech i szczęście – stoją na najwyższym podium, które wcale nie jest obsadzone dozgonnie. Zaufanie, to wielka sprawa, która może zaważyć na najważniejszych emocjach. Słowa, którymi częstujemy współpartnerów, – jeśli ich mamy- mają moc – potrafiącą zabić.

      Każdy inaczej radzi sobie z samotnością. Niektórzy, mimo ogromnej siły i pozornej harmonii, ciężko znoszą stanie na uboczu. Starają się, ale nie potrafią nie czuć bólu i żalu, kiedy w weekend nie ma z kim iść na spacer, wieczorem jest tylko 1 szklanka i talerz, a na placyku zabaw, brakuje naszych dzieci. Nie jest prosto iść bez upadków, kiedy nie ma planów na wakacje, czy sylwestra, a sobotnie spotkanie będzie kolejnym przykładem na to, że innym się udało. Ciężko wytrzymać bez czułości i pocałunków, jakie się pamięta. Bez wycierania ręcznikiem, tak znanego ciała po gorącej kąpieli. Bez tych normalności, które teraz, są za wielkim murem. Za murem, którego nie miało być…

      Odosobnieni Przyjaciele, których znam, przeszli trudną drogę, zanim podjęli decyzję, o samotnym odczuwaniu. Doświadczyli trudnych sytuacji, ciężkich dylematów i niejednokrotnie bili się z myślami, w bezsenne noce. Tylko Oni wiedzą ile ich było. Zanim stanęli na drodze Samotników, mieli wiele wątpliwości i pytań, bo przecież – miało być całkiem inaczej. Jedni przeżyli śmierć swojej Drugiej Części, inni po traumatycznym związku, zrezygnowali z niepewności i nieprzewidywalności, jaką może nas uraczyć wybrany partner. Są i tacy, którzy mimo miłości, nie mogli się pogodzić z rezygnacją z własnych przekonań, czy ideałów. Mimo ogromnego uczucia, nie potrafili schylić głowy, a czując tak wiele, nie byli w stanie obradować tym darem kogoś innego. Są wśród nich zranieni zdradą, która nie mieści się w żadnych kategoriach, niezależnie, czy jest to fizyczna, czy emocjonalna porażka. W grupie alienujących się wrażliwców są też Ci, którzy poznali siłę kłamstwa. Są idealiści, którzy przegrali z mamoną. Zadrwiła z nich siła pieniądza, która zdegradowała bliskość i zrozumienie, do poziomu kurzu, na wspólnym jeszcze jakiś czas temu parkiecie…

      Niezależnie od powodów, jakie zaważyły na decyzji o Samotności wielu wyjątkowych osób, były one często wsparciem i pomocą dla Tych, którzy biegli w parach. Mimo własnych niepowodzeń i przegranych, starali się pokazywać niezłomność zasad i wartości, niezależnie od wszystkiego. Uczyli siły i spokoju, bez których można za wiele zniszczyć. Zwracali uwagę na rzeczy, które w rodzinnym chaosie i biegu są niedoceniane i niezauważalne. Pomijane, lekceważone, często do momentu, kiedy jest za późno.

      Szczerze wierzę, że nadchodząca przyszłość pozwoli im zejść z tej drogi. Gorąco wierzę, że to tylko odcinek, z jakim zmierzył Ich los. Czas na podróż i poznanie ludzi, którzy na nowo pozwolą ufać, wierzyć i kochać. Na wykorzystanie siły i konsekwencji. Na wygraną zasad i prawdziwie cennych wartości, które rozbudzą się na nowo, żeby lśnić już na zawsze…

      Ci, których tak szanuję i podziwiam – przeszli ten kawałek z podniesioną głową i tak bardzo zasługują na tęczę, pod którą czas już iść…

                                                                                         …Nie Samotnie…