Zostając samotnym ojcem, nie przypuszczałeś, jak wielkim wyzwaniem będzie odgrywanie roli, do jakiej zaangażowało Cię przeznaczenie w spektaklu życia.

Odsłona pierwsza

Zawsze byłeś odpowiedzialny i honorowy. Dane słowo było ważniejsze od wszystkiego. Od liceum byliście w sobie tak zakochani, że wstawałeś i kładłeś się całkowicie pewny mocy, jaką posiadacie razem. Czując, że jesteście niepokonani, chciałeś dać tej miłości wszystko. Byłeś gotowy o nią dbać, troszczyć się i starać do upadłego. Dowiadując się, że zostajecie rodzicami, dostałeś skrzydeł feniksa i sił herosa. Atrybutów potrzebnych do zapewnienia swojej rodzinie miejsca, spokoju, bezpieczeństwa  i oparcia.
Pojawienie się tego Małego Skarbu na twojej drodze, przysłoniło cały świat. Rozpierała cię duma, kiedy słyszałeś słodkie: „Tato” i łzy kołysały się pod powiekami, kiedy stawialiście pierwsze kroki. Maluch zawładnął sercem do głębi. Jego uśmiech odpychał wszelkie troski, z jakimi czasami borykałeś się samotnie, aby nie martwić rodziny, która była najważniejsza. Nieporozumienia z żoną rekompensowałeś sobie zabawą na dywanie. Ciche wieczory z partnerką ubarwiałeś snując plany na kolejny urlop, który miał być wspaniałą przygodą dla Smyka. Chciałeś dać mu to, czego brakowało tobie, gdy byłeś dzieckiem. Kochać najmocniej. Uczyć wszystkiego, co wiesz i wspólnie z nim pokonywać przeszkody. Dzielić sukcesy i dać oparcie ojca, będące dla dziecka poczuciem szczęścia i bezwarunkowej miłości. Starałeś się być wzorem, autorytetem, przewodnikiem, ale i przyjacielem, któremu można zaufać bez obaw. Byłeś oddany. Szczerze  i do końca. Mimo dylematów i rozterek, konsekwentnie wierzyłeś w słuszność decyzji, które podejmowałeś z myślą o Nim.

Pewnego dnia osłupiałeś. W dniu, którego nigdy się nie spodziewałeś, otrzymałeś informację, będącą decyzją, na jaką nie miałeś wpływu. Żona, która dotychczas wolała za nic nie ponosić odpowiedzialności, przemieniła się w kogoś całkiem odmiennego. Stanowczym głosem poinformowała, że od dawna cię nie kocha, a resztę przyszłości z Waszym Dzieckiem postanowiła poukładać bez ciebie. Żałuje, ale nie widzi innego wyjścia, gdyż oddaliliście się od siebie dawno temu, kiedy ty zajęty dbaniem  o rodzinę, walką o wasz byt, beznadziejnie to przegapiłeś. Pozew o rozwód jest już złożony. O wizytach ze Skarbem zostaniesz poinformowany przez prawników. Dziecko zostanie oczywiście z nią, a ty możesz dalej zarabiać, żeby sprostać alimentom, jakie poznasz. Dobrze, jeśli skończy się na alimentach na latorośli. Możliwe, że będziecie walczyć o nie dla niej, po latach, jakie poświęciła w domu na wychowanie waszej pociechy i nie była  w stanie zapewnić sobie utrzymania ani wtedy, ani teraz…

      Kiedy minął już czas rozpaczliwych pytań i żalu, zacząłeś kroczyć po wyboistej i pełnej zakrętów ścieżce samotnego ojca, jakim zostałeś. Mimo obietnic, jakie składałeś, że zawsze będziecie razem. Zostałeś sam w waszym mieszkaniu, domu, ostoi, gdzie teraz sporadycznie mogłeś poleżeć, przy wspólnej zabawie na dywanie. Wepchnięto cię na drogę, na jakiej nigdy nie chciałeś się znaleźć. Chcąc uniknąć często kłótni i nieporozumień z byłą żoną, musiałeś zapomnieć o honorze i dumie. Szybko zdałeś sobie sprawę, że poza płaceniem, nie masz za wiele do powiedzenia. Wszelkie fochy i spektakularne gierki ex musisz znosić z pokorą licząc, że chociaż czasem mówi o tobie inaczej niż – bankomat.

Droga samotnego ojca to wędrówka ciężka i cholernie kamienista. Wiesz, że musisz nią iść i zapomnieć o swoich marzeniach i oczekiwaniach. Masz świadomość, że mimo starań  i miłości zawiodłeś te małe ramionka, które tak rzadko oplatają twoje, przeważnie przygarbione. Po tych przeżyciach nie potrafiłeś nigdy więcej podjąć decyzji o budowaniu domu i narodzinach Potomka z obawy, że to, co pokochasz najmocniej, zostanie ci pewnego dnia odebrane. Rzygać ci się chce na debilne oskarżenia, że pewnie to ty wybrałeś samcze, łatwe życie z małolatami bez wymagań. Oddałbyś wszystko, żeby odzyskać to, co miałeś i nawet, jeśli czasem, żeby nie zwariować, spotkasz się z kimś, to jest to dalekie od marzeń, jakie skradł ci los. Zasypiasz z duszącym na piersi kamieniem i winisz się za to, już do swojego ostatniego dnia. Chciałeś być przy wszystkich najważniejszych momentach w Jego życiu. Oddałeś się temu bez reszty, a możesz tylko sporadycznie na to zerknąć, a jeśli zasłużysz, to  o reszcie usłyszeć. Z daleka, bo już nie jesteś tym…

…który ma wpływ na cokolwiek…

Odsłona druga

Byłeś jakieś dwa lata po rozwodzie z pierwszą żoną. To był spokojny związek, jednak partnerka miała wielkie ambicje na karierę i nie widziała możliwości upchnięcia w ten harmonogram ciąży i wychowywania dziecka. To był początek milczących wieczorów i nawracających migren. Z czasem i ty zacząłeś zasłaniać się niedyspozycjami, a to już wróżyło tylko nieuchronny koniec. Rozstaliście się w spokojnej atmosferze obcości. Czułeś ulgę, ale i smutek z powodu samotności, do której wróciłeś po kilku latach bycia mężem. Nudę zabijałeś sportami, wyjazdami, pasjami, jakie wynajdowałeś czasem na siłę, byle nie siedzieć w weekend jak ostatni ciołek na tarasie. Czasem czułeś się jak nieudacznik, który sam sobie musiał organizować rzeczy, które większość ludzi dzieli z najbliższymi. Przyzwyczaiłeś się do tego z musu, jednak nie straciłeś nadziei na inną przyszłość.

Przez przypadek poznałeś u znajomych tę, która natychmiast przykuła twoją uwagę. Miała w sobie coś interesująco zdecydowanego i delikatnego zarazem. Była inna od kobiet,  z jakimi miałeś do czynienia. Piękna, pewna siebie i emanująca siłą, jaka skupiała wokół siebie wianuszek słuchaczy, do którego z uciechą się przyłączyłeś. Po kolacji, kiedy miałeś nadzieję na długi wieczór, ona szybko pożegnała gości i wyszła sprężystym krokiem. Od pozostałych dowiedziałeś się czemu opuściła miłe spotkanie. W domu czekała na nią kilkuletnia Księżniczka.
Przez kolejne dni nie umiałeś pozbyć się jej obrazu z głowy. Zaprzątała twój czas podczas sportowych zmagań, czy nudnych przestojów w pracy. Pojawiała się, kiedy stałeś w korku, czy krążyłeś miedzy półkami w markecie. Po kolejnych wiedziałeś, że musisz ją poznać. Chciałeś przekonać się, czy to była tylko chwilowa fascynacja, czy dłuższe zainteresowanie. Byłeś ciekawy Małej Osóbki, jaka była częścią tej wyjątkowej kobiety.

Po kilku miesiącach zamieszkaliście razem. Poznawałeś świat w kolorach, w jakie przestałeś wierzyć. Doświadczałeś emocji i szczęścia, o jakich marzyłeś od zawsze. To ty zaproponowałeś Małej, która uwielbiała z tobą spędzać czas, żeby powiedziała do ciebie: „Tato”. Kiedy usłyszałeś za jakiś czas, jak cię tak woła, chciałeś krzyczeć z radości. Pokochałeś obie damy prawdziwie i mocno. Nie miałeś żadnych wątpliwości, żeby stać się ojcem dziecka, które stało się częścią życia, na jakie czekałeś. Wzięliście ślub. Stałeś się prawnym opiekunem Królewny, której chciałeś zrywać gwiazdki z nieba. Mijały lata. To ty uczyłeś ją matematycznych rebusów, ty uczyłeś pływać, czy ocierałeś pierwsze łzy porażki z okrągłej buźki. Trzymałeś Ją za rękę  u dentysty, przywoziłeś z pierwszej dyskoteki, kiedy z wypiekami opowiadała o swoich sympatiach. Czułeś, że to twój kawałek raju, który dostałeś w prezencie od losu na zawsze.
Niespodziewanie, kiedy siedzieliście w trójkę przy sobotnim śniadaniu dowiedziałeś się, że znowu zostaniesz sam. Nie słyszałeś nawet słów, jakie padły. Nie wiedziałeś co zrobić. Nie chcąc prosić, chociaż chciałeś błagać, żeby było inaczej… Wyszedłeś… Wiedziałeś, że jutro obudzisz się jako samotny ojciec, co było o wiele gorsze od samotności, jaką znałeś…

Odsłona trzecia

Byłeś najnormalniejszym przeciętniakiem, jakiego tylko sobie można wyobrazić. Trochę ciapowaty, wolny, ale zawsze za spokojny. Wolałeś zejść z drogi w razie konfliktu czy przyznać komuś rację, mimo jej braku, aby uniknąć awantury. Byle jaki w sporcie, trochę lepszy w ścisłych. Czas wypełniały książki, komputer i rodzinne musy. Nie miałeś wielkich aspiracji, ale też wiedziałeś, na co cię stać. Po liceum czekały studia. Po studiach czekałeś na pracę. Dostałeś spokojną posadę. Nic szczególnego, jednak dawało ci to poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.  W pracy poznałeś koleżankę z biurka obok, która za rok stała się narzeczoną, a za kolejny żoną. Doczekaliście się dwójki dzieci,  z małą różnicą wieku. Po ciężkim dniu wracałeś do domu, pomagałeś w czym potrafiłeś. Co jakiś czas żona po alkoholu wariowała, ale uznałeś, że tak czasem jest i może musi odreagować, czy wykrzyczeć emocje. Potem było znowu cicho i spokojnie, aż do kolejnej butelki. Nie wiedziałeś za bardzo, jak z tym walczyć, więc schodziłeś jej z drogi. Starałeś się, aby jak najmniej widziały dzieci i nie odbijały się na nich wasze konflikty, kiedy ich mama traciła panowanie nad sobą.

Niezmiennie miałeś nadzieję, że to minie i to tylko chwilowe niedyspozycje twojej połówki, jednak sytuacja się nasilała. Doszły rękoczyny i niewybredne wyzwiska. Dowiedziałeś się  o sobie rzeczy, które nie miały prawa się przyśnić. Byłeś już codziennie bydlakiem i sukinsynem, który zmarnował jej życie i zgotował los, jakiego nigdy nie pragnęła. Przecież nie chciała dzieci, ani rodziny i tylko przez twoje wydreptane ślamazarstwo na chwilę straciła głowę, a później… już było za późno… To dlatego pije, nie mogąc znieść widoku, ani twojego ani smarkatych. Sam wiesz najlepiej, ile nocy przepłakałeś jak dziecko z bezsilności, kiedy po przeczytanych bajkach całowałeś przestraszone dzieci na dobranoc. Czułeś się jak totalny, miękki frajer. Słaby i beznadziejny. Dokładnie taki, za jakiego cię miała. Nie widziałeś innego wyjścia, jak starać się, aby jak najmniej ucierpiały dzieci, bojące się własnej matki. Starałeś się namówić ją na zmianę, na leczenie. Rozmawiałeś, ale raczej sam ze sobą…
Pewnego dnia przyszedłeś do domu i w otwartych drzwiach czekały na ciebie dzieci. Po bałaganie i relacji przerażonych Pociech dowiedziałeś się, że zostałeś samotnym ojcem. Żona nie była w stanie dłużej wegetować z tobą. Nie była  w stanie zajmować się dziećmi w klatce, w jakiej dusiła się od lat. Zostałeś postawiony na drodze samotnego ojca… i mimo, że wiedziałeś, jakie mogą się na niej piętrzyć góry zasłaniające słońce, poczułeś ulgę. Nie miałeś pojęcia jak będzie wyglądała wasza wędrówka, ale miałeś pewność, że będzie to droga o niebo lepsza od tej, jaką dreptałeś do tej pory.

…Droga samotnego ojca mieniła się kolorami tęczy…