Tak sobie siedzę i myślę, że życie nie miałoby sensu, bez kolczyków z kości słoniowej. Co ja bym ubrała do tej sukienki z białego jedwabiu, wykończonej paseczkiem ze skóry węża, na spotkanie z Kryśką???? Całe szczęście, że mój kochany Rysio nie skąpi pieniędzy!! Cudowne uczucie, jak dziewczyny piszczą z zazdrości, kiedy sobie sprawię jakiś nowy egzotyczny kaprysik. Chociaż ostatnio jak byliśmy na kolacji u Romków, to panowie kiepowali niedopałki w wielkiej popielnicy z kości słoniowej właśnie. Od razu wtedy wpadłam na pomysł, żeby na kolejną rewizytę zamówić z niej, dla Rysia szachy. Grać w to nie potrafi, ale to bardziej prestiżowe niż warcaby, a i figurki trochę bardziej różnorodne. Myślę, że przyniesie to również uśmiech na twarzy mojego ukochanego. Co ja bym zrobiła w zimie bez futra?? hmmmm… Nie wiem jak można żyć, kiedy w szafie nie wisi kilka takich leciutkich ,,kizi miziek”. I cieplutko w tym i wygląda się szykownie.

      Ostatnio nawet polska firma ozdabia torebeczki szynszylami. Koniecznie muszę to sprawdzić i jak najszybciej poprawić sobie nastrój, po nadłamanym paznokietku, który wczoraj przecież tak pieczołowicie pielęgnowała mi Marysia w gabinecie… No nic.. Może spodoba mi się nowa torebusia. Dobrze, że ta zima się już kończy i będę mogła wreszcie pokazać się w moim nowym kompleciku, jaki Rusiulek mi sprawił. Aż mi serce szybciej bije z radości i emocji, jak zobaczę miny dziewczyn, kiedy wkroczę w tych szpileczkach z krokodylka!! A kopertówka do tego jest nieziemska. Naprawdę warto czekać na takie momenty!! Muszę koniecznie sprawdzić, czy specyfiki, jakie mamy w koszyczku ,,medycyny azjatyckiej ”, nie trzeba uzupełnić… Zawsze lepiej mieć więcej tego rogu nosorożca, niż stresować się, że zabraknie. Co to to nie?!!! Niepotrzebne nerwy. Zaraz się tym zajmę! Tam chyba też jest trochę tygrysa. Sprawdzę…

      Zastanawiam się, czy ten dywan, co na wakacjach upolował Miniu z kolegami pasuje mi do stoliczka kawowego, wykończonego rafą koralową?? Trzeba to dogłębnie przemyśleć, do następnej wizyty gości. Uwielbiam te nasze spotkania. Naprawdę nigdy się nie nudzimy. Cudownie spędzamy zawsze czas wolny. Jak nie będzie padało, to może Panowie pojada sobie trochę postrzelać z nowych zabawek? To takie śmieszne, bo oni tego nie potrafią, ale starają się bardzo trafić, przeważnie niestety strzelając na oślep. Rzadko też coś z tych zabaw przynoszą wiec nie ma, o czym plotkować, ale raz udało im się zabić taką malutką sarenkę. Wpadła w jakieś sidła czy druty… Eh, nie dosłyszałam dokładnie. Chyba myślałam wtedy o czymś bardzo ważnym. Miała nieprawdopodobnie miękkie futerko aż żal, że nic nie mam z takiego zwierzątka. Nie wyobrażam sobie życia, bez moich koleżaneczek i tych ploteczek o nowych zakupach. Tyle nowych rzeczy można sobie kupić. Ciągle są zmiany kolekcji i nowości. Muszę koniecznie pomyśleć… dokładnie się zastanowić…

                                                                        …co teraz jest mnie niezbędne…